Slalom gigant to koronna konkurencja 31-letniej Maryny Gąsienicy-Daniel, która w tym sezonie Pucharu Świata dwukrotnie zajmowała w nim piąte miejsce. Po pierwszym przejeździe podczas igrzysk zajmowała 13. miejsce, ze stratą 1,16 do Federiki Brignone.
W drugim, bardziej technicznym, co sprzyjało zakopiance, uzyskała siódmy rezultat, co pozwoliło na awans. To jej najlepszy olimpijski występ w czwartych igrzyskach. Wcześniej najwyższe, ósme miejsce zajęła przed czterema laty w Pekinie.
Złoty medal wywalczyła Włoszka Federica Brignone, a ze srebra cieszą się aż dwie zawodniczki - Szwedka Sara Hector i Norweżka Thea Louise Stjernesund.
Awans o 28 miejsc
Świetne widowisko i kapitalne emocje w biegu w biathlonowym biegu pościgowym kobiet. Kamila Żuk była najlepszą polską biathlonistką w biegu pościgowym kobiet, który ukończyła na 12. miejscu. Jednak spośród Biało-Czerwonych największą furorę zrobiła Natalia Sidorowicz. Chociaż zaczynała bieg dopiero na 41. pozycji, to ostatecznie ukończyła go tuż za koleżanką z kadry! 27-latka, która na trasę ruszyła dopiero z 41. numerem, rzuciła się w szaleńczą pogoń i z każdym kolejnym bezbłędnym strzelaniem połykała kolejne rywalki. Ostatecznie na metę wpadła na 13. miejscu, tuż za Żuk, która na ostatnim strzelaniu też w końcu strąciła wszystkie pięć krążków. Świetnie zaprezentowała się też Joanna Jakieła, która mimo trzech pudeł przesunęła się z 28. miejsca na starcie na 16. na mecie. W jej przypadku szczególnie imponujący był czas biegowy, bo w tym elemencie uzyskała ósmy rezultat. Świetnie to wszystko prognozuje przed sztafetą. Czwarta z Polek, Anna Mąka, była 40.
Złoto wywalczyła biegnąca z piątką Vitozzi. Reprezentantka gospodarzy kapitalnie wytrzymała ostatnie strzelanie u boku Kirkeeide (dwa pudła) i samotnie popędziła do mety. Norweżka skończyła ze srebrem, a brąz zawisł na szyi Finki Suvi Minkkinen.
Tylu złotych medali nie miał nikt
Johannes Hoesflot Klaebo z kolejnym złotym medalem zimowych igrzysk olimpijskich. Norweg i jego koledzy z reprezentacji wygrali sztafetę 4x7,5 km, a on - dominator biegów narciarskich - stał się najbardziej utytułowanym sportowcem w historii zimowych igrzysk.
Klaebo triumfował z kolegami w sztafecie 4x7,5 km. Norwegowie przebiegli trasę w czasie 1:04.25,5, wyprzedzając Francuzów o 22,2, a trzecich Włochów o 47,9 sekundy. Stratę poniżej minuty do zwycięzców mieli jeszcze tylko Finowie, którzy na ostatniej zmianie przegrali walkę o brązowe medale. Norweg biegł na ostatniej zmianie i przypieczętował triumf swojej reprezentacji.
Wcześniej 29-latek z Oslo zwyciężył w biegu łączonym 2x10 km, sprincie techniką klasyczną oraz na 10 km techniką dowolną. Norweg ma już w sumie 11 medali olimpijskich, w tym dziewięć złotych i jest samodzielnym liderem pod względem liczby krążków z najcenniejszego kruszcu. Ale to nie musi być koniec jego popisów. Swój dorobek może jeszcze poprawić, bo we Włoszech czekają go jeszcze dwa starty.
Polki poza podium. Do medalu zabrakło 0,12 sekundy
Andżelika Wójcik, Martyna Baran i Kaja Ziomek-Noga wystartowały w łyżwiarskim sprincie na 500 metrów. Najlepsza z Polek była Ziomek-Nogal, zajmując szóste miejsce.
Już wyobrażaliśmy sobie Polkę z olimpijskim medalem - po 100 metrach miała najlepszy czas! Niestety, rywalizację panczenistek na 500 metrów nasza najlepsza zawodniczka skończyła na szóstym miejscu. Do medalu zabrakło 0,12 s.
Pierwsza z Polek wystartowała Wójcik. 29-latka z Lubina rozpoczęła od falstartu, ale ostatecznie uzyskała czas 37.91 - dało jej to 11. miejsce. Druga z reprezentantek Polski, Baran, skończyła zmagania z rezultatem 38.15, zajmując tym samym 17. lokatę.
Wygrała Holenderka Femke Kok. 25-latka wcześniej zdobyła srebrny medal na 1000 metrów, ustępując swojej rodaczce Juttcie Leerdam. Tym razem Kok wygrała (36.49, rekord olimpijski), a Leerdam była druga (37.15). Podium uzupełniła Japonka Miho Takagi (37.27).
Stefan Leśniowski










