Drużyna europejska w pierwszej tercji stawiała dzielny opór, ale druga tercja pokazała, jaka jest różnica między rozgrywkami europejskimi a NHL. Amerykanie mieli ogromną przewagę i trzema bramkami zapewnili sobie pierwsze zwycięstwo.
Dzisiaj ich rywalem była Dania, która rozpoczęła turniej od porażki, ale… nie byli gorszą drużyną. Nie miała żadnej gry w przewadze. Oddała 40 strzałów. Słaba skuteczność uniemożliwiła im jednak osiągnięcie lepszego wyniku. Ale dzisiaj Duńczycy powiedzieli Amerykanom: Sprawdzam! Potrzebowali na to 100 sekund, by objąć prowadzenie. Wykorzystali poważny błąd rywala. Nikt nie pilnował Olesena, który znalazł się sam za ostatnim obrońcą i najpierw nie trafił po odbiciu strzału Molgaarda. Krążek pozostał po interwencji Swaymana w polu bramkowym, ale napastnik z Czeskich Budziejowic nie pomylił się przy dobitce i wpakował krążek za linię bramkową. Odpowiedź Jankesów była błyskawiczna. Zła zmiana Duńczyków i Boldy to wykorzystał. Wjechał do tercji rywala lewym skrzydłem, przyjął krążek po odbiciu od parkanu bramkarza i po okrążeniu bramki wpakował go do prawej bramki. To co się wydarzyło w 12 minucie zapewne długo będziemy pamiętali. Swayman popełnił fatalny błąd i Dania objęła prowadzenie. Bramkarz z Bostonu przepuścił daleki strzał Nicholasa Jensena, który chciał zmienić się i tylko rzucił krążek na bramkę z czerwonej linii.
Amerykanie odwrócili losy meczu w drugiej tercji. W krótkim odstępie czasu, około trzydziestej minuty, duet Brady Tkachuk – Jack Eichel zdobyli bramki po wygranym wznowieniu, a po kolejnym trafieniu Noaha Hanifina wszystko wskazywało na to, że trzecia tercja może przebiegać w spokojnym tempie. Duńczycy jednak nie poddali się. Kilka sekund przed syreną wznowiono grę w ich strefie ofensywnej, a Phillip Bruggisser potężnym strzałem zmniejszył różnicę do jednej bramki.
W trzeciej tercji Amerykanie tak długo „gotowali” swoich przeciwników, aż ich „ugotowali”. Formacja Matthewsa długo krążyła w strefie ofensywnej, aż w końcu środkowy Toronto podał do Guentzela. Mads Sogaard nie miał żadnych szans na obronę tego potężnego strzału w przeciwległy róg. Chwilę później musiał się mocno wyciągnąć podczas interwencji i prawdopodobnie doznał niewielkiej kontuzji, więc swoje miejsce między słupkami zajął Frederik Dichow. W 55 min. skapitulował. Jack Hughes celowo rzucił krążek na bramkę, odbił się od nogi golkipera i majestatycznie wtoczył się do bramki.
USA – Dania 6:3 (1:2, 3:1, 2:0)
0:1 Olesen – Molggard (1:40)
1:1 Boldy – Q. Hughes – Slavin (3:35)
1:2 N. Jensen – Setkov (11:16)
2:2 B. Tkachuk – Eichel (29:26)
3:2 Eichel (30:23)
4:2 Hanifin – Trocheck – Faber (37:23)
4:3 Bruggisser – Ehlers – True (39:57)
5:3 Guentzel – Matthews (47:24)
6:3 J. Hughes - Nelson (54:27)
Festiwal goli
Fińska drużyna nie ukrywała wielkiego rozczarowania i chciała znaleźć pocieszenie w Skandynawskim pojedynku ze Szwecją. I gracze Suomi naprawili swoje pierwsze potknięcie.
Włosi zajmują ostatnie czwarte miejsce bez ani jednego punktu, ale zdecydowanie starali się sprawić kłopoty faworytom – Szwedom i Słowacji. Jednak w pojedynku z Suomi od pierwszego rzuconego przez arbitra krążka nie mieli nic do powiedzenia. Finowie wywierali ogromną presję na przeciwniku, co zaowocowało trzema golami. Włosi nie mieli żadnej okazji, nie zagrażali Sarosowi. Ich rywale w drugiej tercji dorzucili trzeciego gola, a Włosi przeprowadzili jedną akcję. Strzelanina Finów zakończyła się ostatecznie 11 bramkami. Finowie zapewne z drugiego miejsca awansują do ćwierćfinału z najlepszym bilansem wśród zespołów z drugich miejsc.
Finlandia – Włochy 11:0 (3:0, 3:0, 5:0)
1:0 Aho – Rantanen – Lehkonen (6:49)
2:0 Granlund – Rantanen – Keiskanen (9:31 w przewadze)
3:0 Kakko – Mikkola – Ristolainen (10:18)
4:0 Kiviranta – Mikkola – Ristolainen (24:04)
5:0 Kakko – Luostarinen (27:39)
6:0 Granlund – Kakko – Luostarinen (37:36)
7:0 Heiskanen – Rantanen (41:01 w przewadze)
8:0 Lehkonen – Taravainen (41:34)
9:0 Aho – Lehkonen – Jokihajru (43:43)
10:0 Armia – Haula (53:26)
11:0 Kiviranta – Armia – Haula (57:13)
Szwedzka nieodpowiedzialność
Szwedzi, wraz z Kanadą i reprezentacją USA, należą do największych faworytów turnieju. Szwedzka kadra jest pełna gwiazd NHL. Ostrzeżeniem dla reprezentacji Trzech Koron są ostatnie mistrzostwa świata, podczas których Szwedzi mieli silną kadrę aspirującą do tytułu mistrzów świata, ale zarówno w Pradze, jak i podczas mistrzostw krajowych zajęli trzecie miejsce. Na początku olimpijskiego turnieju Szwecja miała trudności z Włochami, ale ostatecznie pokonała ich 5:2. Jednak w piątkowym meczu z Finlandią przegrała 1:4, wbrew przewidywaniom. W obronie nie brakuje gwiazdorskich weteranów Victora Hedmana i Erika Karlssona, a także młodszego kapitana Buffala Rasmusa Dahlina. W ataku żółto-niebiescy opierają się na takich nazwiskach jak William Nylander, Filip Forsberg, Mika Zibanejad czy Elias Pettersson. Kapitanem jest Gabriel Landeskog, który pisze wielką historię. W wieku 33 lat udało mu się wrócić do hokeja w barwach Colorado po prawie trzech całkowicie straconych sezonach z powodu poważnej kontuzji kolana.
Słowacja świetnie sobie poradziła w dwóch pierwszych meczach. Nie byli faworytami do bezpośredniego awansu. Jednak po dwóch meczach mieli pełną liczbę punktów i byli na dobrej drodze do awansu. Na początku turnieju Słowacy zaskoczyli hokejową publiczność, pokonując Finlandię, w której składzie znalazło się wielu graczy z NHL, wynikiem 4:1. Dwa gole przeciwko Finom strzelił Juraj Slafkovsky, który dodał również asystę. W piątek Słowacy mieli znacznie więcej problemów z Włochami. Mimo to udało im się wygrać 3:2. Każdy punkt zdobyty w meczu ze Szwecją wystarczy Słowakom do bezpośredniego awansu do ćwierćfinału.
Po pierwszych 20 minutach mogli być zadowoleni, którzy grali wyrównaną partię z faworytem i remisowy rezultat dawał im pierwsze miejsce w grupie, a tym samym awans bezpośredni do ćwierćfinału. W 8. minucie na prowadzenie wyszła Szwecja. Joel Eriksson Ek podczas własnej gry w osłabieniu pokonał Hlavaja. Słowacy szybko jednak wyrównali. Krótko po zakończeniu przewagi Juraj Slafkovsky strzelił pięknego gola. Pod koniec tercji Słowacy mieli nawet szansę na objęcie prowadzenia, ale krążek po strzale Ruzicki nie przekroczył linii bramkowej.
Po 40 minutach Szwedzi mieli bramkową przewagę. W 28. minucie Adrian Kempe przywrócił Szwecji prowadzenie, wykorzystując przewagę liczebną ( po 4 sekundach). Słowacy po raz drugi w meczu zdołali błyskawicznie wyrównać. Po szczęśliwym odbiciu Martin Gernát zdobył bramkę z dobitki. Ostatnie słowo w drugiej tercji należało do Szwedów. W 35. minucie szybką akcję zakończył strzałem pod parkanem Hlavaja Elias Pettersson.
Szwedzi w trzeciej tercji objęli prowadzenie i byli bliscy awansu do ćwierćfinału. Ale głowy im się za często gotowały. Często na zaczepili Słowaków odpowiadali i wędrowali na karę. W końcówce takim nieodpowiedzialnym zachowaniem „popisał się” Raymond i rywal wykorzystał grę w przewadze. Pomimo porażki 3:5 ze Szwecją Słowacja wygrała grupę. Natomiast Szwedzi, w przypadku przewidywanego zwycięstwa Finów nad gospodarzami z Włochami, zajmą dopiero trzecie miejsce.
Szwecja – Słowacja 5:3 (1:1, 2:1, 2:1)
1:0 Eriksson Ek – Kempe (7:17 w osłabieniu)
1:1 Slafkovsky – Nemec – Gernat (8:59)
2:1 Kempe – Dahlin – Raymond (27:06 w przewadze)
2:2 Gernat – Ceresniak – Ruzicka (29:48)
3:2 Pettersson – Forsberg – Hedman (34:29)
4:2 Pettersson – Raymond – Karlsson (47:57)
5:2 Raymond – Zibanejad – Karlsson (51:38)
5:3 Dvorsky – Slafkovsky – Ceresnak (59:21 w przewadze)
Bohaterem Arturs Silovs
Obaj przeciwnicy mają dość wyrównane składy, a większość zawodników gra poza NHL. Niemcy mają jednak najwyższej klasy graczy. Leon Draisaitl gwiazdor Edmonton Oilers rozegrał świetny mecz i wraz z Timem Stutzlem miał udział we wszystkich trzech bramkach Niemiec, w meczu z Danią 3:1. Świetną robotę na niebieskiej linii wykonał Moritz Seider, a w bramce świetnie spisał się bramkarz Philipp Grubauer. Głównymi filarami Łotwy są doświadczeni Zemgus Girgensons i Teddy Blueger.
Niemcy rozpoczęli mecz bardzo ostro i po dwóch minutach i sześciu sekundach Lukas Reichel otworzył wynik. Łotwa pod koniec pierwszej tercji przyspieszyła i podczas gry w przewadze Dans Locmelis wyrównał. Nasi zachodni sąsiedzi stracili rytm i tempo gry, ale zła gra przeciwnika pozwoliła im schodzić na pierwszą przerwę z bramkową przewagą. Lukas Kalble przywrócił im prowadzenie strzałem między nogami bramkarza.
W połowie meczu Dans Locmelis po raz drugi wykorzystał przewagę liczebną i zniwelował jednobramkowe prowadzenie Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi popełnili dwa faule w krótkim odstępie czasu i podczas podwójnej przewagi liczebnej stracili bramkę. Tim Stutzle mógł wkrótce potem strzelić swoją trzecią bramkę w turnieju, ale jego piękny strzał z nadgarstka trafił w słupek.
Arturs Silovs wytrzymał ogromną presję ze strony niemieckiej drużyny w końcówce meczu, której mimo ogromnych wysiłków i bramki zdobytej podczas gry bez bramkarza nie udało się wyrównać. W trzeciej tercji o zwycięstwie Łotwy zadecydowali Eduards Tralmaks i Renars Krastenbergs, którego bramki dały zwycięstwo Łotyszom.
Niemcy – Łotwa 3:4 (2:1, 0:1, 1:2)
1:0 Reichel – Kahun – Kalbele (2;06)
1:1 Locmelis – Girgensons – Krastenbergs (15:48 w przewadze)
2:1 Kalble – Tiffels (16:56)
2:2 Locmelis – Balcers – Balinskis (28:02 w przewadze)
2:3 Tralmaks – Grigensons – Jaks (48:32)
2:4 Krastenbergs – Daugavins – Smits (51:37)
3:4 Stutzle – Draisaitl – Peterka (57:41)
Stefan Leśniowski










