24.04.2012 | Czytano: 2110

„Mam cudownych rodziców”

Świetna unihokeistka? Zgadza się. Piękna kobieta? Owszem. Twarda baba? Dokładnie. Po obejrzeniu zdjęć trudno uwierzyć, że ta kruszynka to prawdziwa twardziela. Na parkiecie nie da sobie w kaszę dmuchać. O kim mowa? O Sabinie Kaczmarczyk, wicemiss sportsmenek Podhala 2012 w konkursie piękności Sportowego Podhala.

- Jaka jest Sabina Kaczmarczyk ?
- Towarzyska. Nie mam problemów z nawiązywaniem nowych kontaktów, z rozmawianiem z ludźmi na różne tematy. Staram się być wiecznie uśmiechnięta oraz pozytywnie nastawiona do życia i zarażać tym innych. Lubię bezinteresownie pomagać innym, czasami źle na tym wychodzę, ale generalnie cieszy mnie to. Wielki wkład w moje wychowanie włożyli cudowni rodzice. Za co bardzo im dziękuję. Nauczyli mnie wielu wspaniałych rzeczy, a teraz tylko pozostaje im radość, bo ich praca nie poszła na marne. Uważam, że jestem dobrym człowiekiem. A sportowo? Mam na koncie mistrzostwo Polski juniorek młodszych oraz dwa złote medale z czempionatu kraju juniorek. Zdobyte rok po roku.

- To Twoje pierwsze wyróżnienie w konkursie piękności?
- Pierwsze i myślę, że ostatnie.

- Czy nie masz wewnętrznego pragnienia pokazania się światu inaczej niż w dresie?
- He, he, he. Jakoś nigdy nie marzyłam o takich rzeczach. Zawsze wolałam być " chłopczycą". Uwielbiam chodzić w dresach, bluzach z kapturem i nie tracić czasu przed lustrem.

- Zmieniłabyś coś w swojej urodzie?
- Nie. Nie mam zamiaru, bo akceptuję siebie taką, jaką jestem.

- Wygląd jest ważny w każdych okolicznościach ?
- Kiedyś kompletnie nie zwracałam uwagi na wygląd. Teraz to się troszkę zmieniło. Zresztą chyba każda dziewczyna w moim wieku pragnie się ładnie prezentować. Jednak czy wygląd jest ważny w każdych okolicznościach ? Chyba raczej nie. Jeśli chodzi o mnie, to wiąże się to z chęciami i z czasem. Przed wyjściem do szkoły często go brak, toteż wyglądam w niej czasem jak… wyglądam. Nie ma tam osoby, której chciałabym się podobać, to zbytnio się tym nie przejmuję.

- Na meczach obowiązuje makijaż?
- Na co dzień nie przepadam za robieniem makijażu, a co dopiero na mecz. Ewentualnie używam tylko tuszu do rzęs. Podczas meczu skupiam się tylko na graniu, a nie na wyglądzie. Dewizą mamy jest, że "jeśli się dobrze nie pogra, to przynajmniej trzeba dobrze wyglądać" (śmiech). Jeśli chodzi o mnie i moją drużynę, to żadna z dziewczyn nie przywiązuje większej uwagi do makijażu, tym bardziej, że przecież byłoby niewygodnie z nim grać.

- Co robi w unihokeju tak delikatna osoba jak ty. W tej grze trzeba być bezczelnym. To się ze sobą nie kłóci?
- To fakt, jestem drobna i nie mam za wiele siły, nad czym bardzo ubolewam. Niektóre marzą o stracie na wadze, a ja wręcz przeciwnie, bardzo chętnie bym chciała zyskać kilka kilogramów. Póki co, nie wychodzi mi to. Jednak wcale nie jestem taka delikatna, na jaką wyglądam. Potrafię być bezczelna i to bardzo. Mam trudny charakter i potrafię walczyć o swoje. Mam swoje zdanie i często nikt nie potrafi mnie przegadać. Po kimś to jednak muszę mieć (śmiech).

- W unihokeju zdarzają się brutalne faule ?
- Pewnie, że się zdarzają. Już nie raz polała się krew. Zawodniczka musiała skończyć karierę, czy też przerwać grę na dłuższą chwilę. Było to spowodowane przypadkowym faulem, bądź, niestety, zamierzonym zagraniem ze wglądu na spory pomiędzy zawodniczkami. Mówi się, że to tylko gra, ale każdemu chodzi tylko o wygraną. Na boisku można zobaczyć jakie są stosunki między graczami.

- Chwiejne nastroje to cecha typowo kobieca. Miewasz takowe nastroje?
- Niestety zdarzają mi się. Jestem wtedy nie do życia.

- Jaka jest twoja reakcja obronna na stres?
- Rzadko się stresuję. Jeżeli chodzi o mecze, to podchodzę do nich "na lajcie". Szkoła (uczęszcza do LO na Borze – przyp. aut.) też nie sprawia mi większych problemów, toteż stres w tym przypadku także nie występuje. Pojawi się zapewne dopiero 4 maja, z dniem rozpoczęcia matur. Natomiast bardzo często miewam gorsze dni, zły humor, lecz wtedy doskonałym sposobem na odreagowanie jest trening.

- Zostać sportowcem w sportowej rodzinie, to obowiązek? Kto namówił cię do uprawiania sportu? Od razu był to unihokej ?
- Myślę, że bycie sportowcem w sportowej rodzinie nie jest absolutnie obowiązkiem. Sport jest jednak w genach. Od dziecka miałam kontakt z salą gimnastyczną. Często jeździłam na obozy z hokeistami, których trenował tata. Sport był częścią mojego życia już od małego dziecka, dlatego ciężko było wybrać inną drogę. Nikt nie musiał mnie namawiać. Próbowałam chyba wszystkiego, co się tylko dało. Uczęszczałam na tańce, karate, pływanie, koszykówkę. Jednak lenistwo i brak ambicji spowodowało, że nie zatrzymałam się przy żadnej z tych dyscyplin na dłużej. W końcu trafiłam na unihokej. Nie jestem w tym za dobra, brak mi przede wszystkim predyspozycji fizycznych, jednak bardzo cieszy mnie ta gra i to jest najważniejsze. Trafiłam na wymarzoną drużynę, razem z dziewczynami tworzymy małą rodzinę, w której każda z nas może liczyć na drugą. Co najważniejsze nie jesteśmy nią tylko na boisku, czy na treningach, ale i w naszym prywatnym życiu. Wiele razy już słyszałam od dziewczyn z innych drużyn, że zazdroszczą nam, uważają, iż tworzymy prawdziwy team. Każda z dziewczyn jest wspaniałym człowiekiem, posiada wielkie serce do gry, a razem tworzymy coś idealnego. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, co udowodniłyśmy już nie raz. Jak to sie mówi "to nie tylko gra, ale i styl życia". Wiele zawdzięczam unihokejowi, wiele się nauczyłam dzięki niemu. Nie chodzi tylko o wygrywanie, zdobywanie pucharów, medali, czy bycia najlepszą zawodniczką. Na pewno jest to celem pracy trenerów, drużyny i każdego zawodnika, jednak super sprawą w tym wszystkim jest to, iż można poznać wielu wspaniałych ludzi. Rodzi się mnóstwo przyjaźni na całe życie. Sport dostarcza wiele wspaniałych wzruszeń i wspomnień, których nikt nie jest w stanie ci odebrać. Dlatego też polecam wszystkim, którzy mają możliwości, aby chwytali się takich doświadczeń w życiu, ponieważ jest to coś niesamowitego.

- Tata jest surowym recenzentem twoich występów?
- Jest dla mnie autorytetem. Niewielu jest takich jak on. We wszystko, co robi wkłada całe serce. Nie pamiętam, żeby cokolwiek zrobił " na odpiernicz". Wiele w życiu przeżył i osiągnął. Ma, czym się pochwalić. Bardzo dużo rozmawiamy o sporcie, ma ogromną wiedzę na temat unihokeja, lecz wcale nie jest surowym recenzentem moich występów. Wie, że traktuję go, jako zabawę, ale często daje mi kilka dobrych wskazówek. Tak się złożyło, iż kilkakrotnie zastępował nam trenera Lesława Ossowskiego i mógł się przekonać, że tworzymy fajną paczkę, która ma ogromne ambicje i potencjał. Polubił każdą z dziewczyn i stał się wiernym kibicem naszej drużyny.

- Unihokej na igrzyskach olimpijskich. Z Toba ?
- Nie, bez przesady. Myślmy realnie, ale… Dlaczego nie? Do 2024 może przybiorę na wadze (śmiech).

- Twoje pozasportowe marzenia.
- To najbliższe, to zdanie egzaminu dojrzałości, a potem dostanie się na AWF.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama