Pierwsze 20 minut bardzo przeciętne w wykonaniu naszej reprezentacji. Niby stwarzali sytuacje podbramkowe, ale skuteczność, podobnie jak w poprzednich spotkaniach, pozostawiała wiele do życzenia. Z bramkarza rywali zrobili bohatera odsłony. A Węgrzy? Grali z kontry i jedna z nich przyniosła im bramkową zdobycz. Wyprowadzili szybki trójkowy atak po stracie krążka przez biało – czerwonych na niebieskiej. Rozmontowali defensywę Polaków, Nagy oszukał dwójkę obrońców i pod lewym parkanem Raszki backhandem ulokował krążek w bramce. Bramka obciąża polskiego golkipera. Najgroźniej pod bramką jego vis a vis Adorjana było wtedy, gdy na tafli przebywał atak Dziubiński - Kapica - Chmielewski.
Również w drugiej tercji, gdy na tafli pojawiał się ten atak, to pod bramką rywala było gorąco. Świetne dwie okazje na zdobycia gola zmarnował Chmielewski oraz raz Kolusz i Marzec. Zdecydowanie w liczebnych przewagach prezentowali się Węgrzy. Mieli sporo okazji, by podwyższyć prowadzenie i tylko dzięki Raszce wynik po 40 minutach nie uległ zmianie. Znów dały o sobie znać stare grzechy - niepotrzebne kary i trzykrotnie trzeba było bronić się w osłabieniu.
W trzeciej tercji Polacy starali się, atakowali, ale zawsze brakowało bądź ostatniego otwierającego podania, bądź też zawodzili pod bramką. Niespełna dwie minuty przed końcem trener Tomasz Valtonen wycofał bramkarza, ale źle przeprowadzona zmiana kosztowała nas karę. 38 sekund przed końcem Terbocs strzałem do pustej bramki przypieczętował zwycięstwo Węgrów.
Polska – Węgry 0:2 (0:1, 0:0, 0:1)
0:1 Nagy - Terbocs - Szarpatki (18:06)
0:2 Terbocs (59:22 do pustej)
Polska: Raszka - Ciura, Bryk, Przygodzki, Starzyński, Michalski – Kolusz, Wajda, Dziubiński, Kapica, Chmielewski – Michałowski, Jaśkiewicz, Brynkus, Neupeuer, Gościński – Bychawski, Jeziorski, Wanat, Zygmunt, Marzec. Trener Tomek Valtonen.
Stefan Leśniowski










