08.11.2019 | Czytano: 2127

EIHC: Zwycięstwo na inaugurację

Polscy hokeiści turniejem o Puchar Niepodległości i potyczką z Japonią oficjalnie rozpoczęli sezon międzynarodowy, którego ukoronowaniem będą mistrzostwa świata Dywizji IB w Katowicach.

Poprzedni światowy czempionat zakończył się fiaskiem dla biało –czerwonych, bo wyprzedziła nas Rumunia i to ona wywalczyła awans do Dywizji IA. Teraz nawet nie dopuszczamy myśli, by w katowickim „Spodku” Polacy nie zdobyli promocji do wyższej klasy rozgrywkowej. Nim jednak to nastąpi przed wybrańcami Tomka Valtonena gdański turniej i lutowe prekwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Nur-Sułtanie, z udziałem Kazachstanu, Ukrainy i rywala z grudniowych kwalifikacji.

W składzie na turniej w Gdańsku powołanych zostało tylko dwóch graczy reprezentujących Podhala – Krystian Dziubiński ( Tomek Valtonen powierzył mu kapitańską opaskę) i Bartłomiej Neupauer. Niemniej wychowanków nowotarskiego hokeja, ale nie grających dla macierzystego klubu, jest więcej. W obronie - Oskar Jaśkiewicz, Patryk Wajda i Marcin Kolusz, którego w tej formacji widzi były trener „Szarotek”. Wszyscy reprezentują GKS Katowice. Z tego klubu powołanie dostał także napastnika Mateusz Michalski oraz Sebastian Brynkus i Damian Kapica z Cracovii. Tylko Michalskiego nie zobaczyliśmy w inauguracyjnym meczu z Japonią, która występuje w tej samej dywizji co biało –czerwoni.

Hokeiści z Japonii lepiej zaprezentowali się w pierwszych 20 minutach. Prowadzenie uzyskali po prezencie Jaśkiewicza, który niczym partner z drużyny wyłożył krążek rywalowi, a ten po uderzenie z pierwszego pokonał Raszkę. Krążek wylądował pod poprzeczką. Stracony gol zdeprymował naszych hokeistów i pozwolili się zdominować rywalom. W końcu na rajd zdecydował się Chmielewski i wyrównał po pięknej indywidualnej akcji.

Drugą tercję Polacy rozpoczęli od ostemplowania poprzeczki przez Dziubińskiego, mimo iż grali w osłabieniu. Japończycy tak się wystraszyli, że grając w przewadze... wybili krążek na uwolnienie. Gdy Kapica wrócił na lód, nasi hokeiści mocniej przycisnęli, a gdy Suzuki trafił na ławkę kar, trwał ostrzał japońskiej bramki. Na bramkę czekaliśmy aż 14 minut. Wtedy Bryk zdecydował się na strzał z dystansu i czarny kauczukowy przedmiot, po rykoszecie, zatrzepotał w japońskiej bramce. 2 minuty później Azjaci pozostawili bez opieki przed swoją bramką Bryka, który przyjął krążek, odwrócił się i zmieścił go między parkanem bramkarza a słupkiem.

Trzecia odsłona dla Japonii, którzy od początku mocno zaatakowali. W 48 minucie trener Valtonen poprosił o czas, ale nie pomogło. Paś dwukrotnie powędrował na ławkę kar i za drugim razem Japonia wykorzystała grę w przewadze. W końcówce dzięki Raszce, który zwijał się jak w ukropie, zawdzięczamy, że dowieźliśmy jednobramkowe prowadzenie do końcowej syreny.

Polska – Japonia 3:2 (1:1, 2:0,0:1)
0:1 Minoshima (15:59)
1:1 Chmielewski – Wajda - Urbanowicz (18:46)
2:1 Bryk - Przygodzki (33:24)
3:1 Marzec – Bychawski – Starzyński (35:16)
3:2 Nakajima - Minoshima - Takahashi (50:43 w przewadze)
Polska: Raszka – Jaśkiewicz, Bryk, Przygodzki, Dziubiński, Brynkus – Dronia, Bychawski, Urbanowicz, Paś, Chmielewski – Kolusz, Wajda, Jeziorski, Neupauer, Kapica – Wanat, Ciura, Zygmunt, Starzyński, Marzec. Trener Tomek Valtonen.

W pierwszym meczu turnieju Włosi pokonali po dogrywce Węgrów 4:3.

Stefan Leśniowski
 

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama