Wyrabiane od około 700 lat zasmakowały również nowotarskim hokeistom, którzy je schrupali. Tym samym przedłużyli serię zwycięstw do ośmiu.
Komentatorzy telewizji internetowej wietrzyli sensację. W takim tonie wypowiadali się przed rzuceniem pierwszego krążka między kije centrów pierwszych formacji. Twierdzili, iż torunianie mają patent na nowotarżan, a w dodatku nie leży im toruńskie lodowisko. Jakżeż musieli być zaskoczeni, gdy w 74 sekundzie górale objęli prowadzenie. Wygrane wznowienie po prawej ręce Spesznego i natychmiastowe uderzenie Petterssona z nadgarstka. Krytykowany go9lkiper miejscowych po ostatnich występach, nawet przez trenera Czucha, skapitulował. Torunianom szybko trafiła się okazja do wyrównania. Grali w przewadze, ale nie potrafili poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Odrobnego. Gdy już grali w komplecie, krążek znalazł się w nowotarskiej bramce, lecz po analizie wideo gol nie został uznany. Jak się wykorzystuje liczebne przewagi pokazali gospodarzom „Szarotki”. Wystarczyło im 22 sekundy od wykluczenia Skólmowskiego, by Jenczik z bliska wpakował czarny kauczukowy przedmiot do bramki. Przyjezdni mieli kontrolę nad tym co dzieło się na tafli, a w 17 minucie jeszcze ostemplowali słupek. Gospodarze próbowali atakować, ale mieli spore problemy, by przedostać się pod bramkę Odrobnego. Gdy im się już udało, „Wiedźmin” ze spokojem likwidował wszelkie zapalne sytuacje pod jego bramki.
Szvec strzałem w przeciwległy róg bramki, sprawił, że szkoleniowcy toruńskiego zespoły odwołali z bramki Spesznego. Jego miejsce między słupkami zajął młody Bujanowski i trzeba przyznać, że dobrze wywiązywał się swoich obowiązków. Przynajmniej nie skapitulował do syreny kończącej drugą część meczu. Inna rzecz, że Podhale też nie grało na maksa, bo i nie trzeba było, bo rywal nie był wymagający. Hokeiści z grodu Kopernika sprawiali wrażenie, że spotkanie z mistrzami Polski sprzed dwóch dni rozładowało ich akumulatory. Byli wolniejsi, a co za tym brakowało im dynamiki i pomysłu na rozegranie akcji ofensywnej. W przewagach też im nie szło. Rozgrywali krążek w jednostajnym tempie, bez przyspieszenia, które mogłoby zaskoczyć linie defensywne „Szarotek”. W dodatku w obronie popełniali juniorskie błędy.
Taka niemoc torunian chyba uśpiła czujność przybyszów z gór, bo trzecią odsłonę rozpoczęli od starty gola. Obrona przysnęła, pozostawili Serguszkina bez opieki, a ten otrzymał podanie spod bandy i znalazł receptę na pokonania Odrobnego. Odpowiedź górali była natychmiastowa. Na właściwe tory przywrócił zespół nie kto inny jak jego kapitan. Dziubiński uderzył z prawego bulika i Bujanowskiego po raz pierwszy musiał wyjmować krążek z siatki. Gospodarze próbowali jeszcze coś zdziałać, ale nie mieli zbyt dużo atutów. Nowotarżanie na wiele im jednak nie pozwolili. Sami zaś grając w osłabieniu ( w 55 min.) jechali samotnie w dwójkę na bramkarza, lecz Bujanowski był górą.
KH Energa Toruń - KH Podhale Nowy Targ 1:4 (0:2, 0:1, 1:1)
0:1 Pettersson – Słowakiewicz (1:14)
0:2 Jenczik – Neupauer – Suominen (8:13 w przewadze)
0:3 Szvec – Dziubiński – Willick (23:32)
1:3 Serguszkin – Sadrietdinow (41:16)
1:4 Dziubiński – Seed – Słowakiewicz (44:36)
Energa: Speszny (23:32 Bujanowski); A. Jaworski – Zieliński, Szkodenko – Kozłow, Skólmowski – Smirnow, Mazurkiewicz – Gazda; Kalinowski – Fraszko – Minge, Serguszkin – Fieofanow – Pozdjankow, J. Jaworski – Sadrietdinow – Wołżankin, Olszewski – Mazurkiewicz – Gazda. Trener Jurij Czuch.
Podhale: Odrobny; Suominen – Seed, Chalupka – Kamieniew, Mrugała – Sulka, Wsół; Jenczik – Willick – Szvec, Dziubiński – Neupauer – Franek, Słowakiewicz – Naettinen – Pettersson, Wielkiewicz – Siuty – Różański. Trener Phillip Barski.
Stefan Leśniowski










