- Mają być wartością dodaną – kategorycznie stwierdził Roman Steblecki podczas transmisji z finałowego spotkania. To było nawiązanie do propozycji otwartej ligi dla obcokrajowców. Dotychczas przez polskie tafle przewinęło się ponad 6 tysięcy zawodników spoza naszego kraju. To cztery razy więcej niż jest w Polsce zarejestrowanych hokeistów! Z tej liczby tylko niewielu zostało w pamięci kibiców. Większość była „kwiatkiem do kożucha” i nie zawojowała naszej ligi, niektórzy szybko ją opuszczali. Sezon, który dobiega końca, z gry armii zaciężnej nie byli zadowoleni w JKH, Tauronie, no i oczywiście w Podhalu. Jeszcze grali jakość można było przymknąć oko na ich poczynania w sezonie zasadniczym, ale w play off…
- Z własnego doświadczenia wiem, że cały ciężar gry spoczywał na nas, zaś obcokrajowcy migali się jak mogli. Nie inaczej było w tym sezonie – mówi Leszek Laszkiewicz, były reprezentant kraju.
W tegorocznym play off-ie grę w Podhalu ciągnęli – Krystian Dziubiński (niesamowity walczak), Marcin Kolusz (mimo przesunięcia go do defensywy), Bartek Neupauer, Mateusz Michalski (świetny sezon) i wiecznie młody, świetnie jeżdżący na łyżwach - Krzysztof Zapała. Finowie znaleźli się w grupie najsłabszych obcokrajowców w historii klubu. Są fachowcy, którzy twierdzą, że byli najsłabsi i mają za złe, że trener Tomek Valtonen pozbył się nowotarskich wychowanków. Pytają w czym byli jego rodacy lepsi od Dariusza Gruszki, Kamila Kapicy czy Rafała Dutki? Mają żal, że wielu decydujące boje oglądało zza bandy w klubowych kurtach. Przecież duet obrońców Hovinen, Suominen – jak twierdzi Jacek Kubowicz – był tylko w składzie i nic poza tym. Dutka to były reprezentant kraju, a Kapica i Gruszka w poprzednim sezonie swoją postawą walnie przyczynili się do brązowego medalu.
Włodarze Podhala poszli w ilość, a nie w jakość. A więc zrobili coś przeciwnego do swoich poprzedników. Finowie zdobywali gole w play off, ale wtedy, gdy wynik był już rozstrzygnięty. Tylko w jednym przypadku było odstępstwo od reguły; Joona Tolvanena w wygranym półfinale w Tychach.
Grali pierwsze skrzypce
Podhale po zdobyciu mistrzowskiego tytułu w 1987 roku przez wiele lat nie mogło się odnaleźć. Miało chudy okres. Zawodnicy odchodzili do bogatszych klubów, a młodzież nie miała wzorców, by podnosić umiejętności. Wtedy sternicy Podhala wpadli na pomysł zatrudnienia dobrych obcokrajowców i szkoleniowca. Z zawodnikami trafili, ze szkoleniowcem już nie. Bronisław Samowicz nie okazał się takim wodzem, o jakiego chodziło sternikom.
Po długich dyskusjach doszli do przekonania, że będą to gracze, którzy pomogą Podhalu na lodowej tafli i jednocześnie od nich będą się uczyli młodsi koledzy. W 1990 roku sięgnęli po wysokiej klasy napastnika Siergieja Warnawskiego, czterokrotnego wicemistrza ZSRR w barwach Spartaka Moskwa. Znakomity technik, obdarzony dużym zmysłem kombinacyjnym; mało tego – okazał się również strzelcem najwyższej marki. W siedmiu spotkaniach play off zdobył 11 goli! Drugim był Siergiej Zemczenko, ale ten play offu nie doczekał, doznał groźniej kontuzji w Toruniu i wypadł ze składu. Zastąpił go Michaił Zacharow, lecz zdążył zagrać w czterech meczach play off i zdobył dwa gole.
Mistrz globu
Fundacja im. Tadeusza Kilanowicza w następnym sezonie sięgnęła po Siergieja Agiejkina (jedyny mistrza świata w barwach Podhala) i Jewgienija Siemieraka. Zawodnicy poleceni przez trenera Ewalda Grabowskiego, którego chcano zatrudnić w Nowym Targu, ale ten miał jeszcze ważny kontrakt z Dinamo Ryga. To był świetny duet zawodników. Po ich zagraniach ręce same składały się do oklasków. U ich boku rozwinął się talent Janusza Hajnosa. Atak ten w sumie zdobył 77 goli!
Kolejnym krokiem było sprowadzenie dobrego trenera. Andrzej Podgórski i spółka postawiła na Ewalda Grabowskiego. Łotysz dostał młodą drużynę i świetnych obcokrajowców – Siergieja Odincowa i jego imiennika Powieczerowskiego. Ewald kręcił nosem, chciał zatrudnić kolejnych graczy, ale Andrzej Podgórski był stanowczy. „Ewald jak chcesz kolejnych zawodników, to z twojej wypłaty”- zaproponował mu prezes i dodał „ Ty masz wyszkolić młodych graczy. Po to tutaj cię ściągnęliśmy”. No i wyszkolił! Podhale odzyskało mistrzowską koronę i to w jakim stylu. Zdobywało je potem w kolejnych pięciu sezonach.
W pierwszym roku pracy Łotysza, jego drużyna w finale play off, w dwóch ostatnich spotkaniach, rozbiła Unię Oświęcim 5:0 i 10:0. Górale byli tak przygotowani do tej fazy mistrzostw, że zajechali oświęcimian. Kluczowy dla losów tej rywalizacji był drugi mecz, wygrany w karnych przez górali. Odincow i Powieczerowski grali pierwsze skrzypce. Ten ostatni w kluczowym meczu zdobył gola na wagę zwycięstwa z karnego w 11 serii! Przy nich ogromne postępy zrobili młodzi gracze – Paweł Bomba, Marcin Ćwikła, Sławomir Furca, Dariusz Łyszczarczyk, Janusz Misterka, Zbigniew Podlipni, Wojciech Słowakiewicz.
Gustlik, Primka i „Sasza”, czyli…
Andriej Gusow, Andriej Prima i Aleksander Aleksiejew – to kolejni gracze, które na stałe wpisali się w złotą historię „Szarotek”. W finałach play off to oni zdobywali kluczowe gole, to oni – wspólnie w polskimi kolegami – tworzyli niezapomniany team. „Sasza” był grającym ofensywnie obrońcą, podobnie jak w minionym sezonie był Tolvanen (jedyny jasny punkty w fińskim zaciągu). Potem do tego grona dołączył Jurij Karatajew i Witalij Semenczenko.
Obcokrajowcy w play off

Fińscy wirtuozi
W kolejnych latach na tafli błyszczał Siergiej Antipow oraz fiński duet – Kim Ahlroos i Miko Koivunoro. Ten ostatni zasłynął z ostrej gry. W sezonie złapał 215 minut kar. Na fiński duet patrzyło się z ogromną przyjemnością. Oni naprawdę robili różnicę na tafli. Byli ulubieńcami nowotarskiej publiczności. Niestety Kim musiał przejść operację wyrostka robaczkowego i Miko nie miał wsparcia w rodaku, z którym rozumieli się bez słów. W dodatku Roman Mega w półfinale play off sprzedał – zdaniem władzy klubu - mecz kryniczanom i został wyrzucony z drużyny. Podhale do play off przystąpiło w zaledwie 14- osobowym składzie!
Czeskie wzmocnienia
Na kolejne gwiazdy musieliśmy trochę poczekać. Milan Baranyk był tym, który urzekł nowotarską publiczność, sposobem gry, jazdą na łyżwach i skutecznością. W siedmiu meczach play off zdobył siedem goli. Wsparcie miał środkowym Martinie Vozniku, który był reżyserem gry. Nie zdobywał goli, ale dogrywał takie krążki partnerom, że przeciwnik dostawał zawrotu głowy. Podobny typ do Siemieraka.
W pamięci postanie również Frantisek Bakrlik, który z Milanem doprowadzili „Szarotki” do 19-tego mistrzostwa kraju. Wcześniej ich rodak Marian Kaczir z Tomasem Jakeszem walnie przyczynili się do mistrzostwa w 2007 r. Do grona dobrych graczy zza południowej granicy zaliczyć należy Michala Piskorza.
W naszej pamięci pozostanie też nieżyjący już Siergiej Ogorodnikow i jego partner w ataku z poprzedniego sezonu Elvijs Biezais. Oni robili różnicę, doprowadzili drużynę do najniższego stopnia podium.
Obcokrajowcy w play off

Niektórzy powiedzą, że zatrudnienie dobrego obcokrajowca zależy od klubowej kasy. To prawda, ale w Podhalu, w całej historii, nigdy się nie przelewało. Niemniej poprzednicy nie zatrudniali 7-8 stranieri, ale dwóch – trzech, lecz prezentujących wysoki poziom. Jak uczy historia, bardziej to się opłacało.
Andrzej Zabawa, były reprezentant kraju i wieloletni kierownik drużyny narodowej uchylił rąbka tajemnicy o zarobkach obcokrajowców dziennikarzowi katowickiego Sportu. - Obcokrajowcy oficjalnie zarabiają powiedzmy 3 tysiące, a resztę otrzymują pod stołem.
Obcokrajowcy w play off

Możne kluby zawsze kaperowały (wtedy tak to się nazywało) lepszych graczy wychowanych w Nowym Targu. Nie było klubu w lidze, w którym nie byłoby gracza rodem ze stolicy Podhala. Prawdą jest też, że wtedy nowotarżanie mieli bogate zaplecze i było kim zastąpić odchodzących zawodników. Są jednak rodzynki, które rozwijają się u konkurencji – Brynkus, Kamiński, Kamieniecki. „Szarotki” musiały wejść w komitywę z Unią, by wystartować w mistrzostwach kraju juniorów, dodajmy bez sukcesu.
Stefan Leśniowski










