02.07.2018 | Czytano: 9068

Waśnie i spory w trialowym środowisku

- Jak ustępowałem, mówiłem, że mam nadzieję, iż zostawiam klub na potężnych i twardych nogach, że tak będzie działał dalej. Niestety zderzyłem się z smutną rzeczywistością. Jak słyszę, że są waśnie, to jestem zdziwiony. Jest mi przykro – mówi Mieczysław Batkiewicz, wieloletni prezes AMK Gorce Nowy Targ.

Trudno się nie dziwić, skoro trialowe środowisko jest w stanie wojny. Już podczas zakończenia sezonu trialowego mówiło się po kątach, że czołowi zawodnicy chcą odejść z klubu. Wtedy traktowano to jako „strachy na Lachy”. Dogadają się i wszystko rozejdzie się po kościach – mówiono. Nie rozeszło. Klub opuścili zawodnicy, którzy zdobywali mistrzowskie tytuły. AMK Gorce dzięki m.in. z nimi  20 lat rządziło i dzieliło na trialowych trasach. Co doprowadziło do wojenki między zawodnikami a prezesem Rafałem Luberdą?

- Za parę groszy zdradzili klub, który ich ukształtował Połasili się na śmieszne pieniądze – grzmiał prezes AMK Gorce, Rafał Luberda. - Za wykupienie licencji 260 zł i wpisowe 300 złotych. Tyle. Trudno. My się na nikogo nie gniewamy, nadal jesteśmy kolegami, mamy dobre kontakty – zapewniał. - Walczymy dalej, tylko z młodzieżą, której w klubie pod dostatkiem. Są to utalentowani zawodnicy, którzy są przyszłością klubu. Niebawem wrócimy na należne nam miejsce w Polsce.

Dolano oliwy do ognia

Ta wypowiedź wzburzyła środowisko, które się podzieliło – na tych dobrych i złych. Niektórzy mówią, że prezes dolał oliwy do ognia.

- Bardzo mi się nie podoba, sformułowanie prezesa klubu, że ktoś się sprzedał – ripostuje Boguś Sięka, wielokrotny mistrz kraju, od początku związany z tym klubem. - Prezes powinien podziękować chłopakom za lata spędzone, za tytuły. Dzięki nim klub tak wiele osiągnął. Prezes powinien poprosić, by kiedyś do nas wrócili. Mówienie, że ktoś się sprzedał za parę złotych, jest nie na miejscu. A może jest tak, że nikt im tutaj niczego nie zaproponował? Czy ktoś spytał się chłopaków jakie mają oczekiwania, żeby nadal jeździć dla tego klubu? Najbardziej przykre jest, że tak się wypowiada na temat chłopaków, którzy spędzili najpiękniejsze lata w klubie i wylali dla niego mnóstwo płotu. Widocznie nie chcieli być tak traktowani i odeszli z klubu, a tytuł razem z nimi. Bez takich zawodników, którzy jeżdżą już ileś lat i poświęcają swój czas, zdrowie, a przede wszystkim własne pieniądze, nie powinno się tak postępować. Sprzedaliby się, jakby podpisali lukratywne kontrakty. Tymczasem mówimy o drobnych kwotach, na które stać było klub w którym byli. Daję gwarancję, że nie były to kwoty, które nie były w zasięgu klubu. To nie odszedł jeden motocyklista, ale sześciu - Cyrwus, Marcinów, Pawlikowski, Gąsienica, Łukaszczyk, Pyzowski - którzy ciągnęli klub. Odszedł cały trzon, kadra najlepszych chłopaków. To nie tylko strata tytułu, ale także strata dla uczącej się młodzieży trudnej sztuki trialowej. Trudno, żeby wzorem dla nich nie był mistrz i wicemistrz Polski, którzy na co dzień trenują w Nowym Targu. Nie jest możliwością, by wszyscy dostali lukratywne kontrakty. Każdy kto chce decydować o swoim losie, chce spróbować jeździć w innym klubie. Czy musi być od razu sprzedawczykiem? Prezes mógł uczciwie powiedzieć „nie stać nas na pana, ale zapraszam do dalszej współpracy jak się skończy panu kontrakt”. Takie powinno być normalne, sportowe podejście prezesa. Każdy z zawodników powinien być zaproszony na zakończenie i dostać puchar za to co zrobił dla tego klubu. Mam z tymi chłopakami do czynienia na co dzień, bo ich trenuję i nie wierzę, żeby mi ściemniali. Bolało ich, że nikt się nimi nie zajmował, nikt nie był im w stanie pomóc. Jeśli chodzi o wpisowe, wyjazd, zgłoszenie do zawodów. Drobne rzeczy Skarżyli się, że jako członkowie klubu musieli płacić wpisowe na starty w Nowym Targu i płacić za trenowanie na torze. To było dla nich upokarzające. To było główną przyczyną, że odeszli z klubu. Chciałbym, żeby doszło do spotkania stron, a nie mówienie, że nic się nie stało. Bo stało się! Przez ponad 20 lat byliśmy mistrzem Polski, opierając się na chłopakach z Nowego Targu i nagle to rozleciało się to jak domek z kart. Jestem członkiem tego klubu, byłem od pierwszego dnia w tym klubie i boli mnie, bo kiedyś i mnie podobna sytuacja dotknęła. Też mi powiedziano, że bez takich zawodników jak ja klub się obejdzie, ale się nie obył. Nie było sukcesów. Potem były powroty. Przez tyle lat wszystko grało i w jednym roku wszystko się rozpadło. Czemu nie odeszli przez 15 lat, a nagle w tym roku wszyscy postanowili opuścić AMK Gorce? Nikt się na tym nie zastanawiał, nie analizował?

Kto nie jeździ Sherco jest wrogiem?

Wszystko co mówi trener potwierdza Michał Pyzowski. – Wszystko musieliśmy sobie sami opłacać – licencje, wpisowe, dojazdy na zawody, nawet za klubowy tor. Z prezesem, który prowadzi równocześnie firmę Sherco nie dało się dogadać. Kto jeździ na innym motocyklu niż Sherco, to jest jego wrogiem. Miał super zawodników i nic nie pomagał. Żeby podejść, coś zaproponować, żadnemu z nas nic. W Gliwicach płacą wpisowe, dojazdy na zawody, „krasnoludków” nam opłacają, licencję. Zawsze jakaś pomoc się liczy. Nie chcieliśmy dużo, to są drobiazgi. My nie zarabiamy na tym sporcie, jeździmy dla zabawy, dla fanów. Oburzony jestem stwierdzeniem prezesa, że odeszliśmy za marne pieniądze. Nadal jeździlibyśmy w Nowym Targu, bo tu mamy swoje serce, ale zamiast pomocy kopało się pod nami dołki. Po zawodach prezes AMK Gliwice nam gratuluje i nie ważne jakie zajęliśmy miejsce. Tutaj zawsze nas nie doceniano i mieszano z błotem.

Zrobiłem z nich mistrzów

- Każdy z nich zaczynał u mnie – broni się prezes. - Ja ich serwisowałem. Z Łukaszczykiem przejechałem pół świata. Trenowali ze mną od najmłodszych lat, jak przyszli za rączkę z tatą. Dzięki mojej ciężkiej i bezinteresownej pracy, bez żadnej złotówki, są teraz, gdzie są. Jestem najstarszym zawodnikiem i nigdy z tego klubu nie odszedłem, jak inni za parę złotych. Nikt mi nigdy nie płacił, bo nie jest to sport dochodowy. Robiłem i robię to z pasji. Klub jest dla zawodników. Mogli przyjść i porozmawiać. Czekamy niech przyjdą, zobaczą ile pieniędzy jest na naszym koncie, może zrozumieją. To nie jest mój prywatny klub, od podejmowania decyzji jest zarząd. Jeśli ktoś był w potrzebie, że nie stać go na zapłacenie licencji, to mógł to zgłosić, wtedy zarząd pojąłby decyzję, czy go zasponsoruje. Nikt jednak do nas się nie zgłosił. Przez wiele lat prowadziłem klub z Mieczysławem Batkiewiczem, wyciągnęliśmy go z długów. Budynek klubowy był w rozsypce, nie było toru. Dzisiaj oba obiekty prezentują się okazale. Nikt w klubie nie jest zatrudniony na etacie. Klub utrzymuje się z dzierżawy budynku. Jeśli chodzi o parcie na motocykl, to wygadują ewidentne bzdury. Zawodnik może jeździć na jakim chce motocyklu. Nie ma nic wspólnego firma- klub. A to, że musieli płacić za tor, to kolejne bzdury wyssane z palca.

Rajd Tatrzański to chluba klubu

Rozegrany w miniony weekend też wywołał kontrowersje.  - Piękna lokalizacja, piękne odcinki, teren. Pogoda typowa dla Rajdu Tatrzańskiego. Wszyscy byli zadowoleni. Organizacja na piątkę z plusem. Impreza piękne zorganizowana, wszystko dopięte na ostatni guzik i bez zastrzeżeń – podkreśla Boguś Sięka. - Wszystkie odcinki z wyjątkiem grupy A idealnie dopasowane. Skala trudności wyśmienita. Błędy w grupie A powinny być skorygowane po pierwszym dniu. Jeśli wicemistrz Polski i trzeci człowiek w kraju na pierwszej pętli przejeżdża jeden lub dwa odcinki, to powinno dać dużo do myślenia temu, kto je wytyczał. To nie znaczy, że zawodnicy obniżyli loty, ale ktoś kto dobierał trasę, nie dobrał odpowiedniej do poziomu zawodów. Nie wzięto pod uwagę warunków atmosferycznych, że zawodnicy nie są cudotwórcami, że mogą pojechać tylko to, co potrafią, nic więcej. To świadczy o ustawiaczach, że nie mają odpowiedniej wiedzy i nie są w stanie porównać skali trudności z umiejętnościami jeźdźców. Odcinki od lat są w tych miejscach, są znane i każdy zawodnik wie na ile go stać. Poprawienie na siłę, udowadnianie komuś, że jest wielbłądem, nie ma najmniejszego sensu.

- Cały czas ustawiałem odcinki i były dobre jak jeździli u nas. Teraz narzekają – dziwi się prezes. - Jeśli ktoś jest wicemistrzem Polski, to takie odcinki powinny być dla niego do pokonania. Szkoda, że Marcinów nie jechał, bo ten zawsze z takimi sekcjami świetnie sobie radził i nie narzekał. Były takie jak zawsze na mistrzostwach Polski grupy A. Zdjęcia są tego dowodem. Jak można mówić, że jest coś trudnego, jak się nie próbuje przejechać, bo trenerowi nie chciało się podejść do góry. Nie wiem dlaczego Boguś twierdzi inaczej, skoro takie odcinki kiedyś ustawialiśmy razem. Wtedy wszystko było dobrze. Wszyscy inni zawodnicy przychodzili i gratulowali mi odcinków.

Jak słyszę, że są waśnie, to jestem zdziwiony i jest mi przykro

- Jak ustępowałem, mówiłem, że mam nadzieję, iż zostawiam klub na potężnych i twardych nogach, że będzie działał dalej. Niestety zderzyłem się z smutną rzeczywistością, bo dzieje się wręcz odwrotnie –ze zdziwieniem przyjął wiadomość wieloletni prezes, Mieczysław Batkiewicz. - Strony prowadzące spór powinny zachować spokój. Próbować rozmawiać mając w pamięci, że klub ma prawie 70 lat, że budowali go w trudzie tacy ludzie jak Błoniarz, Zagata, Dziubiński. Oni rozwinęli sport motocyklowy, który zakorzenił się na stałe. Dowodem są odznaczenia z Miasta. W 2009 r przyznało klubowy tytuł zasłużonego dla Nowego Targu. Sięka, Luberda, Błażusiak otrzymali medale jako zasłużeni sportowcy. Klub nigdy nie miał pieniędzy. Gliwice miały zawsze z giełdy. My nie prowadzimy działalności gospodarczej. W ostatnim okresie został zrobiony dach, wymienione ogrzewanie, to kosztowało. To trzeba brać pod uwagę i z rozsądkiem, nie z uprzedzeniem, podchodzić do obecnych władz. To wszystko są koledze. Jak słyszę, że są waśnie, to jestem zdziwiony. Oni razem pracowali, przyjaźnili się, a stało się coś, co ich dzieli. Nie może tak być. Muszą pamiętać, że klub jest stowarzyszeniem, a ono ma wszelkie władze. Ma Sąd Koleżeński, do którego można się odwołać, a który może rozstrzygnąć sporne sprawy. Od decyzji Sądu można się odwołać z kolei do Walnego Zgromadzenie. Bodajże na początku przyszłego roku mamy zgromadzenie wszystkich członków. Te instrumenty służą do rozstrzygnięcia sporów. Nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego się tak potoczyło. Dla mnie jest to wielka przykrość.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama