25.10.2008 | Czytano: 947

Pogryźli glebe

Sezon trialowy dobiegł końca. Zakończenie, przy watrze, odbyło się w Nowym Targu, zaraz po zakończeniu piątej i szóstej rundy mistrzostw Polski strefy południowej. Nowotarżanie mieli co świętować, gdyż ponownie zdominowali krajowe rajdy. Najwięcej mistrzowskich tytułów przypadło góralom. Godnie też zakończyli sezon. Nie byli gościnni dla pozostałych uczestników. Większość pucharów trafiła do rąk zawodników AMK Gorce Nowy Targ.

Zawody strefowe reaktywowano w tym roku, po 10 latach przerwy. Frekwencja dopisała. Na starcie stanęło 32 motocyklistów z Polski i Słowacji. Jedynie pogoda mogła być ciut lepsza. Co prawda nie lało, ale zimno najbardziej dawało się we znaki jeźdźcom. Kostniały im ręce i trudno im było utrzymać kierownicę.

Zawodnicy, w każdej rundzie mieli do pokonania dwie pętle, na których usytuowano osiem odcinków jazdy obserwowanej. Łączny czas jazdy dwóch rund wynosił 180 minut. Nie wszyscy się w tym limicie czasowym zmieścili. Między innymi za przekroczenie czasu w szóstej rundzie niesklasyfikowano aktualnego mistrz kraju, nowotarżanina Przemysława Kaczmarczyka. Champion pierwszą pętle pokonał w dwie godziny i kolejne trzy musiał przejechać w 60 minut. To było wprost niemożliwe. Popularny „Kaczor” wygrał piątą rundę, przyjeżdżając do mety z 3 punktami karnymi. Toczył zażartą rywalizację z młodszym kolegom ze „stajni” Gabrielem Marcinowem i Tomaszem Hajdukiem z Krakowa. Po pierwszej pętli mistrz miał dwie nogi, Marcinów – 5, a Hajduk – 8. Na drugim okrążeniu wynik poprawił Kaczmarczyk, który miał tylko jedną podpórkę. Tym samym wygrał eliminację wyprzedzając Gabrysia o 6 „oczek” i Legutko o 12. Całe wiec „pudlo” dla nowotarżan.
- Odcinki miały podobny stopień trudności – mówi Przemysław Kaczmarczyk. – Na każdej sekcji były dwa, trzy elementy ekstremalne, które dawały w kość. Tym bardziej, iż koła się ślizgają po mokrych belkach, pniach drzew i oponach. Na VI OJO dosłownie „przykleiłem” się do skały i złapałem „nogę”.

Być może dlatego było sporo upadków. Motocykl i jeździec ratowali się jak mogli. Raz stalowy rumak zaklinował się między skałami, za drugim razem wyskoczył jak z procy ze skały, a zawodnik zaliczał glebę lub robił fikołka przez kierownicę. Najboleśniej potłukł się Krzysztof Martyna na szóstej sekcji. Przekoziołkował przez kierownice i…- Pogryzłem glebę – komentował swój upadek, po którym pozostał mu ślad obdartej skóry na policzku i brodzie oraz przecięta warga.

Żniwo zbierała „siódemka” zbudowana z drewnianych belek. Na tym odcinków najwięcej „piątek” zbierali jeźdźcy. Nie dlatego, że był najtrudniejszy, ale dlatego, że zawodnicy… nie myśleli. Cieszyli się z pokonania wszystkich przeszkód, nieraz bez podpórki, a tymczasem inkasowali maksymalną ilość punktów karnych. - Za co? – pytali. - Za przecinanie śladu – odpowiadał sędzia.

– To trudny technicznie odcinek, na którym trzeba myśleć. Nie można przekroczyć swojego śladu, trzeba tak motocykl kierować, by przy nawrocie go ominąć – tłumaczy szef grupy Sherco Team, Rafał Luberda, były mistrz kraju.

Na ten „haczyk” złapali się młodzi i starzy. Weteran trialowych tras, wielokrotny mistrz kraju, nowotarżanin Bogusław Sięka, dwa razy popełnił błąd przecięcia śladu. Boguś po dwóch latach jeżdżenia w grupie C, tym razem zdecydował się wypłynąć na „głęboką wodę” i rywalizować w klasie otwartej. Od razu trzeba dodać, że nie utonął. Wygrał szóstą rundę z młodszym kolegą klubowym Konradem Legutko różnicą 9 punktów. Jeszcze raz pokazał klasę i chart ducha. W „generalce” był drugi za młodym Legutko, który również miał „śladowe” problemy. Wszyscy bardzo płynnie i ładnie pokonali ostania sekcję zbudowana w namiocie. To był prawdziwy labirynt skał i opon.

– Po tak długiej przerwie nie jeżdżenia trudnych odcinków, pierwszą pętle potraktowałem sondażowo. Stąd tyle podpórek. Po przejechaniu jednego kółka wyciągnąłem wnioski, znalazłem swój rytm i z okrążenia na okrążenie, z odcinka na odcinek było coraz lepiej – twierdzi Bogusław Sięka.

Niezadowolony był Gabriel Marcinów. – Mizeria. Mam problemy ze sprzęgłem - kręcił głową konsultując się z trenerem. Za to Hajduk po bezbłędnym przejechaniu szóstego odcinka odparł z dumą: - Widzę w sobie jeszcze spory potencjał.

W klasie młodzik również rywalizacja była bardzo zacięta. O kolejności miejsc decydowała liczba odcinków przejechanych na zero bądź czas przejazdu. Piątą rundę wygrał Oskar Kaczmarczyk przed Jakubem Łukaszczykiem, a w szóstej kolejność była odwrotna. Oba młodzi adepci tej trudnej motorowej sztuki, nadzieje polskiego trialu, przejechali obie rundy bez podpórki. Na najniższym stopniu podium w obu startach stawał Bartosz Kwak.

W juniorkach triumfowała Paulina Siuty z Waksmundu, jedyna płeć piękna w tym męskim towarzystwie. Nic więc dziwnego, że była wdzięcznym obiektem fotoreporterów. Konkurencja nie wytrzymała jej nacisku. Co start ta dziewczyna robi olbrzymie postępy. Być może już w przyszłym roku usłyszymy o jej sukcesach na krajowej scenie.

W klasie weteran nie miał sobie równych Marek Pawlikowski. Popularny „Szary” przejechał cztery pętle w błyskawicznym czasie i potem z boku śledził konkurencję jak męczy się na sekcjach. Był rozluźniony, bo w obu startach zaliczył zero punktów karnych. Nikt nie mógł go prześcignąć, gdyż czasem pobił wszystkich na łeb na szyję.

Odnotować też należy start dwóch trialowców z Ochotnicy, którzy kiedyś ścigali się w barwach nowotarskiego AMK – Franciszek Niewiadomy i Józef Buczek. Obaj szkolą obecnie narybek w Ochotnicy i… - Zakładamy klub. Złożyliśmy już papiery do rejestracji klubu Gorc Ochotnica – informuje Franciszek Niewiadomy. – Spora liczba młodych ludzi garnie się u nas do tego sportu oraz motocrossu i enduro. Mocno trenujemy. Sami dla siebie nie będziemy jeździli i postanowiliśmy, iż w przyszłym roku skonfrontujemy nasze umiejętności z krajową czołówką.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama