- Podczas MS U20 D1B w 2018 roku awans uzyskała reprezentacja Norwegii, a najlepszym zawodnikiem został Alan Łyszczarczyk – pisze Marek Dudek. - Z tamtego składu Norwegii dwóch zawodników grało w zakończonych w niedzielę MŚ. Norwegowie odnieśli w nich historyczny sukces, zdobywając brązowy medal. Siedem goli zdobył 21 - letni Noah Steen, aktualnie grający w klubie Syracuse Crunch liga AHL w farmerskiej drużynie Tampa Bay Lightning. Jednym z etapów kariery Steena była gra w norweskim klubie Lorenskog, w którym trenerem był wówczas nasz rodak, Grzegorz Rostkowski. Noe twierdzi, że Grzegorz postawił na nogi norweski hokej i dorzucił do tego swoje trzy grosze mówiąc, że jest dobry w te klocki. Trener Grzegorz Rostkowski w latach 2020-24 był trenerem w prestiżowej szkole sportowej WANG Romerike.
Idzie młodość
W zespole Norwegii Steen to jeden z licznej grupy nowej fali. Petter Vesterheim, Mikkel Eriksen Tinus Luc Koblar (19 latkowie) i jeszcze 21 – letni Slian Solberg. Viggo Bjorck (18 lat), Ivar Stenberg (19), Jack Berglund (20) młodzieńcy w zespole „Trzech Koron”. W innych drużynach narodowych również byli nastolatkowie. Trenerzy jakoś nie bali się ich wpuszczać na lód nawet na osłabienia. A u nas w kraju? Młodzi mają problemy z dostaniem się do ekstraklasy i na regularną grę, a jedynie na sporadyczne wejście na lód, by tylko w protokole odnotowano, że młodzieżowiec był w składzie.
Dziwne czasy
Podhale wychowało wiele talentów, którzy z powadzeniem reprezentowali nasz kraj i mogli grać w NHL. Wielu nie było dane grać w wielkich klubach zachodnich czy NHL, mimo iż ich umiejętności do tego predysponowały. Walenty Ziętara, Leszek Kokoszka, jego imiennik Tokarz, Stefan Chowaniec, Mieczysław Jaskierski - z pewnością w tej lidze poradziliby sobie. Bo radzili sobie w mistrzostwach świata z gwiazdami ZSRR, Czechosłowacji czy Szwecji i Finlandii. No cóż, uprawiali sport w dziwnych czasach, które… pozwalały wyjechać za granicę tylko na sportową emeryturę. Wtedy kiedy szczyt formy był już po za nimi. Bramkarzem Pawłem Łukaszką, który swoją postawą w mistrzostwach świata w 1981 roku zrobił furorę, zainteresowanie wykazywały zawodowe kluby zza oceanu, ale ten przerwał karierę i wstąpił do seminarium duchownego.
Dwóch draftowanych
Czasy się zmieniały, Polska zaczęła otwierać drzwi na zachodni świat i skorzystał z tego Patryk Pysz. Jego talent dość szybko dostrzegli skauci z Ameryki, którzy złożyli mu ofertę gry w zawodowym klubie NHL Chicago Blackhawks. W 1993 roku został draftowany z numerem 102. Był pierwszym draftowanym wychowankiem Podhala, ale nie zagrał w NHL. W sezonie 1996/97 grał w „farmerskiej” drużynie Chicago - w Columbus Chill (ECHL).
Drugim wychowankiem, który dostąpił takiego zaszczytu był Marcin Kolusz. 22 czerwca 2003 roku został draftowany przez Minnesotę Wild z numerem 157. Był też pierwszym zawodnikiem z polskiej ligi. Jego poprzednicy – Mariusz Czerkawski, Krzysztof Oliwa i Patryk Pysz draftowani byli z zagranicznych klubów. Kolusz grał w Vancouver Giants, a potem lokaut w NHL zmusił go do powrotu do Europy.
W gronie kolejnych wychowanków, którzy mieli szansę na draft do NHL byli - wspomniany przez Marka Dudka - Alan Łyszczarczyk oraz Krzysztof Maciaś. Obaj jednak nie przebili się, chociaż w swoich klubach mocno punktowali.
Może więcej szczęścia będzie miał Gabriel Wsół, zaledwie15 – latek. Po wyjeździe z Nowego Targu trzy lata spędził w szwajcarskim EHC Basel, regularnie występując na tafli z 16-latkami oraz 18-latkami. Stąd młody Polak został zawodnikiem szwedzkiego Soedertaelje SK. Nie można wykluczyć, że w przyszłości zobaczymy go w NHL.
Nigdzie nie zatrudniają na piękne oczy
Wróćmy do naszych szkoleniowców pracujących poza granicami naszego kraju. - Już nie trzy grosze, a osiem franków dorzucił do szwajcarskiego hokeja Henryk Gruth – pisze Marek Dudek. - Ogromnym szacunkiem cieszy się pan Heniu u Helwetów. Ośmiu jego wychowanków grało o złoty medal MŚ. Wciąż w klubie Henryka Grutha ZSC Lion Zurich pracuje Darek Wieczorek. Trenuje bramkarzy w grupie U16. We Francji mamy trenerów z Podhala. W klubie z Lyonu z grupami U18 pracuje Marek Rączka, a w Toulon trenerem seniorów i juniorów jest Jacek Szopiński. W Finlandii z sukcesami w grupach U16 i U18 w Ilves pracował Tobiasz Bigos, aktualnie asystent trenera naszej kadry seniorów. W USA w stanie Connecticut od kilku lat pracuje Tomek Piątek. W tym sezonie został Head Coach i General Manager. Klub może mniej znany, ale grają tam zawodnicy z Ameryki i Europy. Kilku było na drafcie NHL lub grało w tej lidze. Wielu innych znalazło miejsce w profesjonalnych klubach. W Kanadzie w Ottawa Senators NHL zatrudniony został Maciej Szwoch jako trener koordynator bramkarzy. Wcześniej pracował w Szwecji, a jego jednym z podopiecznych był Linus Ullmark jeszcze w klubie MODO Hockey. Nigdzie nie zatrudniają na piękne oczy. Jest mnóstwo trenerów z TOP-Hokejowych nacji, więc nie ma co zasług naszych trenerów umniejszać. Każdy z nich odniósł większy czy mniejszy sukces, czasem po skończonej szybko karierze hokeisty w Polsce. Często przez brak możliwości rozwoju i szkolenia, bo PZHL robił dziwne eksperymenty zadłużając się, a kluby za jego pozwoleniem ścigały się po tytuł Mistrza Polski ściągając trenerów i zawodników z zagranicy. Czas ich zweryfikował. Uważam, że takich TOP było zaledwie. 35%. Gdyby lata temu stworzono warunki dla rozgrywek juniorów, zadbano o marketing, wypracowano narzędzia dla dobra reprezentacji i zadbano o kadrę trenerską, to dzisiaj nie patrzylibyśmy z zazdrością na Norwegów i nie przegralibyśmy z Litwą, a Łyszczarczyk czy Krężołek ładowaliby gole Danii, Łotwie czy Niemcom. Polacy to już nie tylko pracownicy od taczek i wódki. Mamy swoją jakość, pomysłowość i kulturę pracy. Zauważają to w innych krajach. Wierzcie mi, bo żyję w USA już 24 lata. Mam nadzieję, że nowe władze Związku nie popełnią błędów poprzedników. Być może cześć z tych trenerów wróci do Polski z jeszcze większym doświadczeniem i postawią nasz hokej na nogi.
Stefan Leśniowski i Marek Dudek










