Nowotarską maszynę trzeba naoliwić, podregulować, a więc będzie musiał zakasać rękawy, bo czeka go dużo pracy. Wierzymy, że mu się uda i w następnym sezonie będziemy mieli zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia. Nie należy tylko zaciemniać obrazu i przede wszystkim wyciągnąć wnioski z tego co nie funkcjonowało, a co było pozytywem. Przeanalizować na kim trzeba budować zespół. Krótko mówiąc zrobić rachunek sumienia.
Były w minionym sezonie dobre i złe momenty. Zespól potrafił – nieraz z możnymi ligi – walczyć jak równy z równym, przegrywał jedną bramką, szkoda, że nie potrafił wyrwać zwycięstwa. Notes trener zapewne zapełnił plusami i minusami. Nie ośmielam się wkraczać na szkoleniowy teren, ale pokusiłem się po części przynajmniej zaprezentować moje skromne plusiki i minusiki poparte liczbami.
Plusy
* Wygranymi sezonu są młodzi gracze, niektórzy w poprzednim sezonie grali, bądź jeszcze grają w juniorach młodszych. Dla tych młodych ludzi to prawdziwy przeskok z juniorskiego hokeja do seniorskiego. Szkoleniowcy nie raz powtarzali, że już z juniora przeskok jest duży, a co dopiero z kategorii niższej. Uważam, że nie zawiedli. Dostali potężna dawkę lekcji hokeja. Teraz tylko od nich samych zależy jak ją wykorzystają. W tej grupie są: Wiktor Bochnak, Jakub i Kacper Malasińscy, Krzysztof Jarczyk, Jakub Michalski, Jakub Żurawski, Kacper Worwa, Tobiasz Kapica, Marat Soroka oraz Bartłomiej Wsół i Fabian Kapica, chociaż ci ostatni już w poprzednim sezonie mieli okazję zasmakować ekstraklasowego chleba. Jak widać spora armia młodych wilczków, a przecież są jeszcze zaledwie ciut starsi – Adrian Słowakiewicz (ciąg na bramkę, umiejętność zasłaniają krążka ciałem), Jakub Worwa i po powrocie z Norwegii Łukasz Siuty ( obaj walczaki, dla których nie ma straconego krążka). Brakuje im jeszcze skuteczności. Nad tym elementem nie tylko oni muszą solidnie popracować.
* Paweł Bizub – ten może czuć się największym wygranym sezonu. Kto by pomyślał jeszcze we wrześniu, że wyrośnie z niego golkiper pełną gębą. W wielu spotkaniach ratował skórę kolegom. Dostrzegł to selekcjoner, który powołał go do drużyny narodowej. Jeszcze w niej nie zadebiutował, ale poznał smak zgrupowania i atmosferę panującą w kadrze. Wierzymy, że to nie ostatnie słowo Pawła.
* Średnia wieku drużyny (22,9) – to może budować, a zarazem usprawiedliwiać zajęte miejsce. Podhale zaprezentowało w sezonie aż dwunastu zawodników poniżej 20 roku życia. Średnią wieku zawyżyli gracze, którzy z początku sezonu opuścili klub – Tomas Franek i Artiom Pugołowkin.
Minusy
* Odpowiedzialność – to klucz. Gra w przewagach. Starta aż dwunastu goli w przewadze to wstydliwy wynik. Co najbardziej denerwowało, że błędy popełniali zawodnicy z doświadczeniem, na których trener najbardziej liczył. Zaledwie 14% skuteczność w przewagach. Najgorsza w ligowej stawce.
* Gra w obronie – to kolejny kamyczek do ogródka zespołu. Zagrania nieraz były irytujące. Obrońcy mieli problemy z rozegraniem akcji ofensywnej, z uruchomieniem napastników. Krążek przechwytywali przeciwnicy i robiło się gorąco pod swoją bramką. W nowoczesnym hokeju cały zespól jest odpowiedzialny za defensywę. „Szarotki” miały najgorszy bilans bramkowy grając w osłabieniu (ca 70%).
* Skuteczność – wystarczy spojrzeć na klasyfikacje strzelców, by zdać sobie sprawę, że w tym elemencie jest mnóstwo do poprawy. Górale w tej klasyfikacji są na szarym końcu. Najwięcej goli zdobył Gleb Bondaruk – 9, a potem Marcin Kolusz – 7 oraz Bartłomiej Neupauer, Filip Walkiewicz, Adrian Słowakiewicz i Jakub Worwa – po 6. Dodamy, że przez 205 minut i 3 sekundy „Szarotki” nie zdobyły gola
* Franek łowca bramek (Tomas Franek) – mówiono na niego, gdy w pierwszym sezonie występował w barwach nowotarskiego klubu. Wtedy rzeczywiście strzelał na zawołanie. W następnym sezonie zakotwiczył w Cracovii, ale tam już mu tak dobrze nie szło. Zaciął się i częściej grzał ławę niż przebywał na lodowej tafli. W pierwszej rundzie jeszcze nie zdobył gola, a potem pożegnał się z Podhalem.
* Artiom Pugołowkin. Niewypał. Przyjechał bez przygotowania i to było widać na lodowej tafli. Poruszał się dostojnie jak oldboj. Trener liczył na jego doświadczenie, ale jak się nigdzie nie gra, to trudno gdzieś zakotwiczyć. W Nowym Targu nie udało się. Więcej, niż dał, powinno się oczekiwać od Andrieja Czwanczikowa.
Liczby
1 – pierwszy raz w historii wzajemnych potyczek Podhale przegrało z JKH i Zagłębiem w dwucyfrowych rozmiarach. Z obrońcą mistrzowskiego tytułu 10:0, z Zagłębiem 10;2.
2 – tyle bramek zdobyło Podhale w osłabieniu i po raz drugi w historii nie zagrało w play off. Pierwszy raz w sezonie 2013/14. Również zajęło – jak teraz –dziewiąte miejsce, lecz z dorobkiem 32 punktów. Do gry w decydującej fazie zabrakło tylko czterech „oczek”.
3- tyle punktów nowotarżanie zdobyli na wyjeździe
6 – tyle spotkań górale przegrali jedną bramką, z Tychami 2:3 i 1:2, Zagłębiem 1:2, JKH 1:2, Sanokiem 5:6 i Cracovią 4:5 po karnych.
8- w tylu spotkaniach Podhale nie zdobyło gola.
9 – tyle punktów zdobyło Podhale na własnym lodowisku
12 – tylko zdobyło punktów w sezonie zasadniczym i tyluż graczy wystąpiło w wieku 20 lat i niżej.
20 – tyle porażek z rzędu zanotowali 19- krotni mistrzowie Polski. Najwięcej w historii. Do tego sezonu niechlubny rekord wynosił 17 przegranych pod rząd.
24 – tyle punktów zdobyło Podhale w sezonie 2011/12 kiedy zajęło ostatnie miejsce w ligowej tabeli. A więc drugie tyle co teraz. Wtedy jednak, pierwszy raz w historii, musiało opuścić ekstraklasę. Grało wtedy osiem zespołów
26 – tyle bramek zdobyli górale w przewadze
31 – w tej sekundzie Podhale najszybciej straciło bramkę od rozpoczęcia meczu. Rusłan Baszyrow (Zagłębie) był strzelcem tego gola.
48 – tyle stracili goli grając w osłabieniu.
205 – dokładnie po 205 minutach i 3 sekundach „Szarotki” przełamały snajperską niemoc.
373 – tyle minut kar złapali Podhalanie.
Część pierwsza podsumowania
Stefan Leśniowski










