27.06.2018 | Czytano: 3802

„Przygoda”, która trwa 22 lata!

- Kocham emocje, które towarzyszą każdemu spotkaniu, zwłaszcza derbowemu. Przerwy między tercjami w szatni, gdzie sporo się dzieje, radość po zwycięstwie, łzy i złość po porażce. To, że jedną decyzją możesz zmienić oblicze meczu – mówi Bartosz Gotkiewicz, najlepszy trener unihokejowy minionego sezonu.

-„Gotkiewicz stworzył super atmosferę przed finałem. Zjednoczył nas. Byliśmy jednością na boisku i na ławce” – mówił po finale Piotr Kostela. Jak to skomentujesz? Wcześniej nie było jedności?

- Przed meczem finałowym nastroje w drużynie nie były najlepsze. Zwłaszcza piątka, w której występuję spisywała się na treningach znacznie poniżej oczekiwań. Jesteśmy jednak tak doświadczonym teamem, że na najważniejsze mecze sezonu potrafimy się skoncentrować i zmobilizować siły. Z racji pełnionej funkcji kapitana i trenera, do mnie należała przedmeczowa przemowa i cieszę się, że zjednoczyła nas w tak ważnym momencie. Nie pozostaje mi nic innego jak po raz kolejny podziękować wszystkim kolegom i działaczom z drużyny za cały mistrzowski sezon 2017/18.

- To chyba nie był jedyny klucz do ogrania Zielonki?

- Oczywiście, że nie. Elementów, które sprawiły, że odzyskaliśmy mistrzowski tytuł było znacznie więcej. Przede wszystkim gra w finale na trzy piątki, wielka ambicja i poświęcenie w grze defensywnej, wysoka dyspozycja Jakuba Pawlika dająca nam pewność w rozgrywaniu piłki, eksplozja strzeleckiej formy Jakuba Korczaka i doświadczenie całej drużyny. Odkąd gram w KS Górale Nowy Targ nie pamiętam żebyśmy tak drużynowo rozegrali spotkanie.

- W którym momencie uwierzyłeś, że złoto zawiśnie na waszych szyjach?

- Wierzyłem od początku sezonu. Gdybym nie wierzył, to nie byłoby sensu trenować i grać. Jeżeli chodzi o kluczowy moment meczu to bramka zdobyta 4 minuty przed zakończeniem meczu przez Michała Leję na 6:3.

- Artur Kasperek okazał się jokerem w tali?

- Bardzo żałuję, że Artur nie mógł zaprezentować się w finale w pełnym wymiarze czasu. Kontuzja uniemożliwiła mu kontynuowanie gry już na początku spotkania. Mimo wielkiego bólu bardzo pomógł nam „z ławki”. Mam nadzieję, że o ile zdrowie mu pozwoli to jeszcze wspólnie będziemy się cieszyć z tytułu mistrza Polski. W meczach półfinałowych Artur udowodnił, że należy do najlepszych unihokeistów w kraju.

- Przed finałem zapewne mieliście w głowach wcześniejsze niepowodzenia podhalańskich drużyn z Zielonką. Szczególnie końcówki niemal wygranych meczów.

- Wiedzieliśmy z własnego doświadczenia oraz analizy spotkań Szarotki i Ludźmierza, że musimy być skoncentrowani od pierwszej do ostatniej minuty. Drużyna z Zielonki przegrywając, stosuje manewr gry najlepszymi zawodnikami przez dłuższy moment w meczu. W finale również zagrali w ten sposób i nadziali się na kontrę, którą sfinalizował Bartek Ciapała. Uważam, że to był również bardzo ważny moment spotkania.

- Co jest potrzebne, żeby osiągnąć dobry wynik w rozgrywkach?

- Wiele czynników ma wpływ na dobry wynik. Oczywiście systematyczny trening, organizacja w klubie, zaangażowanie zawodników, długa ławka, doświadczenie połączone z młodością, szczęście, ale przede wszystkim dobra atmosfera w drużynie. Wszyscy, którzy trenujemy unihokej jesteśmy pasjonatami tej dyscypliny sportu. Gramy na poważnie, ale bawimy się unihokejem. Bez dobrej atmosfery w drużynie, ciężko o dobry wynik, a bez dobrego wyniku trudno o dobrą zabawę.

- Najtrudniejszy moment w sezonie?

- Mecz ćwierćfinałowy w Łodzi. Nie wiem co się z nami stało w tamtym spotkaniu, ale zagraliśmy bardzo słabo. Chyba źle mentalnie podeszliśmy do tamtego meczu. Będziemy mieli nauczkę na przyszłość, że do każdego meczu należy podejść w 100 % skoncentrowani.

- Górale wystąpią w Pucharze Europy?

- Jeżeli znajdą się środki finansowe, które umożliwią start w tej imprezie, to na pewno z zarządem klubu i zawodnikami rozważymy start w Pucharze Europy.

- Czy liga wymaga zmian?

- Od wielu lat system rozgrywek wzbudza kontrowersje. Jedni działacze klubowi są za podziałem regionalnym, inni chcieliby mierzyć się w sezonie zasadniczym z większą ilością drużyn niż to miało miejsce w ostatnich latach. Jeszcze inni są za zmniejszeniem liczby drużyn w ekstralidze. Ja jestem zwolennikiem tej ostatniej opcji, by po przyszłym sezonie najlepsza ósemka utworzyła Ekstraligę Unihokeja, a pozostałe kluby rozgrywały mecze w I lidze.

- Coś zmieni się w Góralach w nadchodzącym sezonie?

- Na razie jest za wcześnie by mówić o zmianach w klubie. Mam nadzieję, że osoby które rozważają zakończenie przygody z unihokejem, przemyślą jeszcze swoją decyzję i zostaną z nami.

- Twoja wizja drużyny?

- Niestety od kilku lat brakuje dopływu młodych zawodników do klubu. Jest to spowodowane słabnącym zainteresowaniem młodzieży tą dyscypliną sportu. Z roku na rok trudniej jest skompletować skład na kolejny sezon. W zeszłym roku dołączyli do nas zawodnicy grający do tej pory w „Killersach” Kraków i między innymi dzięki ich zaangażowaniu frekwencja na treningach była przyzwoita. Zobaczymy co przyniosą najbliższe tygodnie, ale jestem optymistą i wierzę, że nadchodzący sezon będzie równie udany jak poprzedni.

- Mógłbyś żyć bez unihokeja?

- Oczywiście. Powiem więcej, coraz częściej do głowy przechodzą mi różne myśli. Chociaż jak patrzę jak dobrze radzą sobie koledzy z drużyny lokalnego rywala Lesław Ossowski i Jarosław Lech, to może jeszcze chwilę pogram.

- Co kochasz w trenerskiej profesji, a czego nie lubisz?

- Trenerska profesja to trochę za poważnie brzmi, jeśli chodzi o moją osobę. Zawsze powtarzam, że traktuję unihokej jako wielką przygodę, która trwa już od 22 lat. Przechodząc z Szarotki do Górali jako 19-letni zawodnik nigdy nie przypuszczałem, że zostanę kapitanem i trenerem drużyny, która tak wiele osiągnie w Polskim unihokeju. Kocham emocje, które towarzyszą każdemu spotkaniu, zwłaszcza derbowemu. Przerwy między tercjami w szatni, gdzie sporo się dzieje, radość po zwycięstwie, łzy i złość po porażce. To, że jedną decyzją możesz zmienić oblicze meczu. Czasem są to błędne decyzje i dają sporo do myślenia. Najtrudniejszy moment to przekazanie zawodnikowi, że w danym meczu nie zagra, bądź zacznie na ławce. Tego nie lubię najbardziej.

- Trenerzy na początku swojej kariery odbywają różne kursy, podpatrują, uczą się pracy w tym zawodzie. A co gdy się jest grającym szkoleniowcem?

- Ja mam wielkie szczęście, że przez lata trenowali mnie wielcy fachowcy, a przede wszystkim wspaniali ludzie. Od każdego z nich nauczyłem się czegoś, co w późniejszym czasie wykorzystywałem na boisku jako zawodnik i jako trener. Dziękuję trenerom- Ryszardowi Kaczmarczykowi, Rafałowi Adamczykowi, Dariuszowi Gajewskiemu, którzy trenowali mnie w unihokeja, a także trenerowi Witoldowi Chamuczyńskiemu (piłka koszykowa) i Adamowi Ślusarkowi (piłka nożna). A jak chodzi o granie i trenowanie, to jest to o czym mówiłem w poprzednim pytaniu. Moi zawodnicy, są moimi przyjaciółmi i ciężko mi pogodzić te funkcje.

- Jakie relacje powinny panować pomiędzy trenerem, a zawodnikami?

- W profesjonalnym graniu nie ma szans na przyjaźń między trenerem i zawodnikami. Ja natomiast z moimi kolegami jestem w mega dobrych relacjach i nigdy nie będę stawiał relacji koleżeńskich ponad to co jest między nami.

- Jest tak, że niektórych lubi się bardziej, drugich mniej?

- Wspomniałem o moich byłych trenerach, ale w chwili obecnej chciałbym wspomnieć o trenerze, który powinien być nagrodzony tą nagrodą, którą ja zostałem nagrodzony. To Piotrek Kostela, który zawód trenera mi przekazywał ciężko realizując się w Danii. Dzięki Kostek.

- Sport wymaga dużej mobilności. Jak ci się udaje zorganizować życie rodzinne?

- Póki co jestem singlem, więc nie jest źle.

- Czego się nauczyłeś dzięki unihokejowi?

- Wytrwałości w działaniu i przede wszystkim systematyczności.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama