22.08.2016 | Czytano: 1317

Gdzie te chłopy?

FELIETON. „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy. Orły, sokoły, herosy? Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów, gdzie te chłopy? – pytała Danuta Rin.

To pytanie jak ulał psuje do naszych reprezentantów, uczestników igrzysk olimpijskich. Słaba pleć (chyba nie taka) pobiła tą „mocną”. Gdyby nie panie to nasz medalowy dorobek były bardzo skromniutki. Panowie tylko trzy razy stawali na podium, a panie aż osiem razy! Tak dla przypomnienia: cztery lata temu w Londynie był idealny remis 5:5. To panie zdobyły dwa krążki z najszlachetniejszego kruszcu, a więc wszystko co w tym kolorze znalazło się w dorobku naszej reprezentacji. Po raz pierwszy od 1956 roku na najwyższym stopniu podium nie stanął mężczyzna z Polski.

Psychologowie od lat twierdzą, że kobiety są silniejsze – nie fizycznie, a psychicznie – od mężczyzn, a na dodatek bardziej odporne na ból. Tylko dlaczego ta zasada dotyczy tylko reprezentantów Polski? Dlaczego akurat nasze zawodniczki odnoszą sukcesy w sportach wymagających ogromnej siły i twardości, którą powinni mieć panowie? Panie wydają się jakby bardziej zdeterminowane, emanujące wolą zwycięstwa, silniej przekonane do sensu wykonywanej pracy. Anita Włodarczyk, dzisiaj już legenda polskiego sportu, poddaje się – o czym mówi jej trener – w treningu reżimowi wręcz zakonnemu. A trener kajakarek twierdzi, że dziewczyny tak harują, iż ergometry rozwalają. Maja Włoszczowska, mimo licznych kontuzji, nigdy się nie poddała. Oktawia Nowacka, kolejny twardziel, którego życie nie oszczędziło. Kilka miesięcy temu walczyła z poważną kontuzją. Po wypadku, w latach 2011-2013, zmuszona była zawiesić treningi na dwa lata.

Co z panami? Jeden z dziennikarzy napisał, że byli mocni w gębie. Przed startem buńczuczne zapowiedzi w stylu: „jedziemy po złoto”, „tylko medal nas interesuje”. Tylko wyrachowanym podejściem można osiągać wielkie sukcesy, a nie błyskotliwymi i buńczucznymi cytatami przy okazji występów z fiaskiem.

„Francuski piłkarz Patrice Evra zdefiniował kiedyś czym różnią się w sporcie chłopcy od mężczyzn. Trudno uniknąć tego odniesienia patrząc na polskich siatkarzy. Nasi kibice siatkówki przypominają wyrozumiałą mamusię kochająca ślepo swoje dzieci. Jeśli jednak ktoś nie bierze udziału w tym zbiorowym akcie siatkarskiej halucynacji, dostrzega, że nasi siatkarze to grupa ludzi rozkapryszonych, mało wytrwałych, niezbyt zaciętych. Oni o względy „mamy” zabiegać nie muszą. „Mama” w nich wierzy przełykając gorzką pigułkę raz na cztery lata - pisze na swoim blogu Dariusz Wołowski, dziennikarz Wyborczej. Od mistrzostwa świata nie wygrali żadnej imprezy!
Błąd w przygotowaniach? Mentalność? Psychika? Bartek Kurek po przegranej z USA wspomniał, że nie głowa zdecydowała, a umiejętności. Chyba nie do końca miał rację. Bo jeśli czegoś jemu i kolegom zabrakło, to jednak tej wielkiej determinacji, ryzyka, którymi dla odmiany zaimponowali w wojnie z Chorwatami i Duńczykami podopieczni Dujszebajewa.

– Nie mięśnie i siła decydują o sukcesie w takich imprezach, lecz głowa – powiedział mistrz olimpijski, Szymon Ziółkowski. Odniósł się do Pawła Fajdka, który już w drugich igrzyskach dał ciała. Wtórują mu psychologowie: „Najsprawniejsze ciało to nie wszystko. Można poddać się walkowerem we własnej głowie. Bywa, że ten, kto się boi, przegrywa walkę, nim wyjdzie na boisko. Kluczem do sukcesu jest mózg i jego reakcja na stres i umiejętność koncentracji w ekstremalnych warunkach”.

Zawodzili mistrzowie świata, Europy, ci, na których tak bardzo liczyli kibice. Naszym głowa ciążyła. Najdziwniejsze, że nie wiedzieli dlaczego nie odnieśli sukcesu. Powtarzali, że byli świetnie przygotowani, w gazie, że zrobili wszystko i nie wyszło. „Powinno być dobrze, a k… nie było” – wyznał przed kamerami Adam Kszczot, kolejny pewniak do medalu na 800 metrów, który zawiódł. Niestety te słowa pasują do większości naszych klęsk, stając się przykrym mottem polskich występów w Rio, dla których nieliczne medale to chlubne wyjątki od reguły.

Trzeba też przyznać, że z pań najbardziej zawiodła Agnieszka Radwańska. Trzecie igrzyska i nawet nie zdołała się rozpakować, a już żegnała się z turniejem. Kibice nie mają dla niej litości. Twierdzą, że biały orzełek ją nie interesuje, tylko kasa. Nie chcę w to wierzyć, bo w końcu Agnieszka w historii światowego tenisa jeszcze nie zapisała się złotymi zgłoskami. Nie wygrała żadnego Wielkiego Szlema. W igrzyskach miała autostradę, by przejść do historii. Chcę wierzyć, że to syndrom słabej odporności, całkiem innej imprezy pod względem psychiki niż cotygodniowe turnieje. Zawiodła też skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko.

To były igrzyska sensacji. Jedną z większych sprawiła portorykańska tenisistka Monica Puig, który zdobyła dla swojego kraju pierwszy złoty medal w historii. Do niespodzianek dochodziło na basenie, torze kajakowym, macie zapaśniczej i dżudo, w grach zespołowych. Chciałoby się w tym miejscu napisać o sensacjach i miłych niespodziankach sprawionych przez Polaków. Tych w Rio praktycznie nie było. No może poza dwoma wyjątkami, świetnym występem z rekordem Polski 20- letniej mistrzyni świata juniorek Marii Andrejczyk, czwartej w finale oszczepu. Walczyła bez kompleksów. Medal Oktawii Nowackiej, czy rekord życiowy Joanny Jóźwik na 800 metrów. Sportowców, którzy na najważniejszej imprezie biją życiówki i rekordy kraju, wychwalałbym na równi z medalistami. Więcej było jednak rozczarowań, a kaca moralnego mieliśmy, gdy z igrzysk wykluczono braci Zielińskich, „bohaterów” dopingowego skandalu.

A miało być tak fajnie. Jak nigdy, a wyszło jak zawsze. To miały być igrzyska, w których wreszcie przełamiemy barierę dziesięciu zdobytych medali. Udało się, zdobyliśmy jedenaście. O jeden więcej niż na poprzednich trzech igrzyskach, ale znacznie mniej niż zakładano, a zwłaszcza złotych. Nie wpadam w zachwyt, że to najlepszy olimpijski występ w tym tysiącleciu. Polski sport to nadal trzecia światowa liga. Jeszcze dwa dni przed zakończeniem mogły być- jeśli chodzi o medalowy dorobek – najgorsze igrzyska od 60 lat! Można tylko pozazdrościć Węgrom, którzy zgarnęli osiem złotych medali! Polacy z Soczi przywieźli cztery złote medale. Kilka lat temu takie zdanie brzmiałoby jak herezja. Dziś? Takie są fakty.

Gwiazdą igrzysk był amerykański pływak Michael Phelps, człowiek ryba. Zdobył pięć złotych medali i jeden srebrny. W sumie medalowa kolekcja Amerykanina, obejmujący „zbiory” z igrzysk 2004, 2008, 2012 i 2016, wynosi aż 28 trofeów, w tym 23 złote!. Jest największym urobkiem w historii igrzysk, a osiem złotych medali z Pekinu, to rekord w jednym występie.

Przepowiednie się nie sprawdziły. Nie doszło do ataków terroru, wirus zika też nikogo nie zaatakował. Wszystko co miało być zmorą igrzysk nie doczekało się potwierdzenia w rzeczywistości.

Stefan Leśniowski

Polskie medale
ZŁOTE

Magdalena Fularczyk Kozłowska, Natalia Madaj ( wioślarstwo, dwójka podwójna)
Anita Włodarczyk (lekka atletyka, rzut młotem)
SREBRNE
Piotr Małachowski (lekka atletyka; dysk)
Maria Walczykiewicz (kajaki, K1 200 m)
Maja Włoszczowska ( kolarstwo górskie)
BRĄZOWE
Rafał Majka (kolarstwo, wyścig ze startu wspólnego)
Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald, Joanna Leszczyńska (wioślarstwo, czwórka podwójna)
Karolina Naja, Beata Mikołajczyk (kajaki, K2 500 m)
Monika Michalik (zapasy, kategoria 63 kg)
Oktawia Nowacka (pięciobój nowoczesny)
Wojciech Nowicki (lekka atletyka, rzut młotem)
 

Komentarze







reklama