W męskim finale zarówno Szarotka Nowy Targ jak i MUKS Zielonka mają wystraczająco sporo atutów, by myśleć o mistrzowskim tytule. Z jeden strony, w oczach fachowców, murowany kandydat do złota, zaś z drugiej, zespół, który odzyskał równowagę oraz wiarygodność po klapie w poprzednich sezonach. Zielonka, która wygrała sezon zasadniczy chciałaby zrobić krok do przodu, czyli po raz pierwszy sięgnąć po mistrzostwo Polski i przełamać trwającą od 1999 roku hegemonię drużyn z Nowego Targu. W ubiegłym roku przegrała finał z Góralami. Szarotka z kolei (zajęła trzecie miejsce w regularnym sezonie) chce nawiązać do lat świetlności, kiedy to 11 razy z rzędu zasiadała na mistrzowskim tronie. Ostatni raz w 2010 roku. W tym sezonie bilans jest na remis – zwycięstwo Szarotki 7:4 i porażka 4:8.
Z kolei w unihokejowej ekstraklasie kobiet Podhale po raz drugi zagra w finale, ale po raz pierwszy w nowej formule. Nowotarżanki w 2010 roku przegrały rywalizację z gdańszczankami, z którymi teraz walczyć będą o mistrzowskie berło. Unihokeistki znad morza to sześciokrotne mistrzynie Polski ( w 2002 roku pod firmą UNO Gdynia). Są faworytkami, choć w bieżącym sezonie góralki pokonały Olimpię 4:3, ale przegrały 3:7. Te dokonania idą jednak w niepamięć, bo wszystko zaczyna się od nowa. Przedstawicielom nowotarskich drużyn zadaliśmy te same pytania przed pierwszym finałowym gwizdkiem.
- Czujecie presję przed decydującym starciem?
Jacek Michalski (trener Podhala): - Presja jest duża. Każdy przecież chce się znaleźć na samym szczycie. Srebrny medal już mamy, teraz chcielibyśmy wywalczyć złoto. Na pewno tanio skóry nie sprzedamy. Prawdopodobnie wystąpimy w optymalnym składzie.
Lesław Ossowski (kapitan Szarotki): - O tak. Zrobiliśmy już dużo. Doszliśmy do finału, wyeliminowaliśmy Górali. Teraz jednak czeka nas trudniejsze zadanie. Zagramy z bardzo dobrą drużyną, która okazała się najlepsza w sezonie zasadniczym. Szanse są pół na pół. To jest tylko jeden mecz i wszystko może się zdarzyć. O sukcesie zadecydować może jedna bramka, o porażce jeden błąd. Jesteśmy mocno zmobilizowani, by odzyskać tytuł. Zrobimy wszystko, by tak się stało.
- Po wyeliminowaniu półfinałowych rywali pewnie wam się lżej zrobiło?
Jacek Michalski: - Trudno powiedzieć. Będzie to inny przeciwnik, lepszy. Można o nim powiedzieć, że jest faworytem. Takie mecze jednak mają swoją regułę, trudną do przewidzenia. To jest jeden mecz i wszystko może się zdarzyć. O sukcesie może zadecydować jedna akcja, jedna piłeczka, bądź rozstrzygnięcie może paść już w pierwszej tercji.
Lesław Ossowski: - Na pewno. W półfinale postaraliśmy się o niespodziankę, eliminując Górali. Nie byliśmy w tych meczach faworytami. Nikt na nas nie stawiał, zwłaszcza po pierwszej przegranej. Tymczasem w dwóch kolejnych potyczkach pokazaliśmy charakter. Mimo, iż mecze nie układały się po naszej myśli, zdołaliśmy szalę przechylić na swoją stronę. Myślę, że to nas wzmocniło psychicznie.
- Co jest najmocniejszą stroną waszych rywali?
Jacek Michalski: - Doświadczenie. Gdańszczanki to utytułowany zespół, ograny w wielu międzynarodowych turniejach. Drużyna, która naście lat gra swoim systemem. Posiada zawodniczki, które grają wiele lat o dużą stawkę.
Lesław Ossowski: - Atutem naszego przeciwnika jest młodość i dobre przygotowanie fizyczne, chociaż my z Góralami pokazaliśmy, że „fizyką” nie ustępujemy. Zielonka ma w swoim składzie kilku zawodników, którzy potrafią groźnie uderzyć z dystansu i zdobywać gole. Będziemy chcieli ich zneutralizować. Niezłego mają też golkipera.
O pocieszenie
Dwa kolejne nowotarskie zespoły - Szarotka (kobiety) i Górale (mężczyźni) - otarły już łzy po przegranych półfinałach i są gotowe do walki o brązowy medal. Szarotka już raz stała na najwyższym stopniu podium w 2004 roku, miała też dwa razy srebrne medale, ale to była całkiem inna ekipa. Potem znikła z unihokejowej mapy. Po reaktywowaniu sekcji żeńskiej po raz pierwszy bić się będzie w seniorkach o medal. Rywalem będzie Jedynka Trzebiatów, z którą w sezonie regularnym wygrała 5:4 i doznała sromotnej porażki 4:12.
- Nie czujemy się zawiedzeni, że nie weszliśmy do finału. Broń Boże. Gra o brązowy medal, to tak jakbyśmy grali o złoto – twierdzi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – Cel minimum już osiągnęliśmy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenie. Chcemy wygrać medal. Drużyny są zbliżone umiejętnościami. Na tym poziomie każdy wynik jest możliwy. Znamy mocne strony przeciwniczek i będziemy chcieli je wyeliminować. Dużo zależeć będzie do tego jak dziewczęta będą wykorzystywały sytuacje, bo ostatnio z tym było kiepsko.
Z kolei Górale są największymi przegranymi sezonu. Mieli mocny skład i typowani byli do kolejnego złota. W ostatnich trzech sezonach stawali na najwyższym stopniu podium. Czy znajdą jeszcze motywację, by powalczyć o medal z najmniej szlachetnego kruszcu? Muszą pokonać Absolwent Siedlec ( w sezonie zasadniczym wygrali 10:3 i 9:5).
- Nie ukrywamy, że jesteśmy zawiedzeni – mówi Piotr Kostela. – Naszym celem była gra w finale. Nie udało się tego dokonać. Nikt nie ma monopolu na zwycięstwa. Na pewno trudno będzie nam się zmobilizować, ale zdajemy sobie sprawę, że jeśli nie zdobędziemy medalu, to będziemy pozbawieni pewnej dotacji. To jest naszą motywacją. Chcemy też pokazać, że nie byliśmy zespołem gorszym w półfinale. Najprawdopodobniej pojadą z nami hokeiści, ale przez matury z części zawodników nie będziemy mogli skorzystać.
Tekst Stefan Leśniowski










