Rozmach, doskonała organizacja już wtedy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. O 200 tysięcy koron rywalizowało 146 drużyn, rozegrano 381 spotkań w siedmiu halach. Finał Elite, pomiędzy fińską i szwedzką drużyną, oglądało 7 tysięcy widzów w hali na Strahovie. Palca nie można było wbić, taki ścisk i… potworny upał. Szarotka, jako mistrz Polski, wystąpił w półfinale Pucharu Europy, który równolegle był rozgrywany z Czech Open. Dodajmy od razu, że mistrzowie Polski, prowadzeni przez Ryszarda Kaczmarczyka byli rewelacją turnieju. Przed wyjazdem do stolicy Czech góralom dawano najmniej szans. Tymczasem nowotarżanie nad Wełtawą zrobili ogromną furorę, pokonując wyżej notowanych w światowym rankingu mistrzów Łotwy i Niemiec. Zajęli pierwsze miejsce i awansowali do finału Pucharu Europy. O triumfie górali zdecydowała niezwykle twarda i agresywna gra, żywcem wzięta z hokeja na lodzie. To był wtedy największy sukces polskiego unihokeja i – co warte podkreślenia – dokonała tego drużyna z „ulicy”, bez bazy sportowej, której zawodnicy trenowali w wolnych chwilach, po pracy. Rywali stać było na luksusowy hotel, myśmy nocowali w szkole, śpiąc na materacach. Okazało się, że takie warunki tylko hartują, a świat należy do walecznych.
Gorce Black Shadows Nowy Targ to również amatorska drużyna, która odnosi sukcesy na krajowym i zagranicznym podwórku (mistrz Podhalańskiej Ligi Unihokeja i słowackiej ligi). Po raz czwarty wybiera się na podbój Pragi. W tym roku do turnieju zgłosiła się rekordowa liczba drużyn, aż 272 ekipy z 19 krajów.
- Po PLU, lidze słowackiej i TS CUP przyszedł czas na najważniejsze i na pewno najtrudniejsze wyzwanie tego sezonu, ale także nagroda na koniec długiego i udanego sezonu. Prestiż i ranga zawodów jest naprawdę wysoka, świadczy o tym choćby fakt, iż finał zawodów będzie można śledzić na antenie Eurosportu. Jesteśmy jedyną drużyną z Polski, co dodatkowo wywiera na nas presję, ale i bardzo motywuje – mówi Maciej Gąsienica Makowski.
Jak się rzekło, nowotarski zespół po raz czwarty weźmie udział w tym największym klubowym święcie unihokeja. W debiucie (2010) dotarli do 1/32 finału, rok później w bardzo okrojonym składzie zrobili krok do przodu. Odpadli w 1/16 finału. Najsłabiej poszło im w ubiegłym roku. Z turniejem musieli się pożegnać już fazie 1/64 finału.
- Zdecydowanie był to nasz najtrudniejszy turniej – twierdzi Maciej Gąsienica Makowski. - Przyszło nam się zmierzyć z drużynami prezentującymi najwyższe umiejętności. Trafiliśmy na trzy ekstraklasowe czeskie drużyny - SSK Future czy AC Sparta Praga. W tym roku startujemy w kategorii „open” gdzie zagra 128 drużyn. Jak sama nazwa wskazuje, można trafić na ekipy każdego kalibru, od młodzieżowych przez amatorskie, po ekstraklasowe z Czech, Finlandii czy Szwajcarii.
Nowotarżanie poznali już swoich rywali w grupie eliminacyjnej. Przyjdzie im się zmierzyć z dwoma czeskimi ekipami - FBC 98 Chomutov i Athletics Praga oraz z Soittorasia Tampere z Finlandii.
- Z internetowego wywiadu wynika, iż wszystkie drużyny wywodzą się z profesjonalnych klubów z długim stażem, z kilkoma sekcjami unihokeja. Zdecydowanie najtrudniejsza przeprawa czeka nas z unihokeistami z Tampere. Do wyjazdu pozostały dwa tygodnie, czasu niewiele. Formalnie i logistycznie jest już wszystko zorganizowane. Będziemy dobrze przygotowani i mam nadzieje, że swoją postawą udowodnimy to na boisku. Intensywnie pracujemy już od kilku tygodni. Dwa razy w tygodniu pracujemy nad zgraniem i elementami taktycznymi oraz dodatkowo w plenerze nad kondycją. Niestety nie jedziemy w najmocniejszym składzie. Zabraknie Rafała i Krzyska Sulki oraz Grześka Guzika. Rafała i Grześka zatrzymują w kraju sprawy zawodowe, a Krzysiek w tym okresie będzie zmieniał stan cywilny. Pozostały trzon składu to zawodnicy znani z PLU. Dołączą do nas reprezentanci kraju - Piotrek Kostela i Michał Dziurdzik - informuje Maciej Gąsienica Makowski. - Niewątpliwie będzie to dla nas duże wzmocnienie. Każdy na pewno da z siebie wszystko. Postaramy się powtórzyć sukces z 2011, jakim niewątpliwie było dotarcie do 1/16 turnieju. A może pokusimy się o niespodziankę i poprawimy ten rezultat. Jedziemy też po to, by podpatrywać jak grają najlepsi na świecie.
Stefan Leśniowski










