24.05.2013 | Czytano: 1835

Najgorszy od 14 lat

Sezon 2012/13 nie będzie mile wspominany przez unihokeistów Szarotki Nowy Targ. Trudno się dziwić, skoro od 14 lat przyzwyczaili nas, że zawsze grali o najwyższe cele w lidze. Jedenaście razy z rzędu – są rekordzistą pod tym względem w historii polskiego unihokeja – stawali na najwyższym stopniu podium.

W 1999 roku uznali wyższość Podhala Nowy Targ, a w ostatnich dwóch latach zdetronizowani zostali przez lokalnego rywala Górali, ulegając im w finale play off. Tym razem odpadli już w półfinale i na otarcie łez pozostała im walka o brązowy medal. Zakończyła się sukcesem, ale…

- Był to najgorszy sezon od 14 lat – mówi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. - Zdobyliśmy „tylko” trzecie miejsce, a wiadomo, że taki wynik należy traktować w kategorii porażki. Przegraliśmy, aż pięć spotkań, a jedno wygraliśmy po dogrywce. Straciliśmy prawie tyle punktów, co we wszystkich poprzednich sezonach.

- Co było przyczyną tak kiepskiego rezultatu?
- Trudno w skrócie podsumować przyczyny słabego wyniku, ale najprościej mówiąc, po prostu graliśmy słabo. Począwszy od bramkarzy, poprzez obrońców, aż po napastników. Wszyscy bez wyjątku nie zaprezentowali poziomu, który upoważniałby nas do gry chociażby w finale. Złożyło się na to wiele czynników, a jednym z nich jest mentalność. W takiej grze jak unihokej, opartej na amatorskich zasadach, główną rolę odgrywa motywacja do gry. Musi się z niej czerpać radość. Nam tej radości zabrakło, dlatego wiele spotkań wyglądało tak, jakbyśmy mieli je tylko odegrać i jak najszybciej iść do domu. Oczywiście, to byłoby tylko spłaszczenie całego problemu, bo na wynik sportowy, wpływają głównie umiejętności zawodników oraz ogólne przygotowanie, zarówno fizyczne jak i taktyczne. A z tym również było różnie. Dodatkowo nie graliśmy na równym, chociażby średnim poziomie. Nasza gra bardzo falowała. Nawet trener kadry narodowej, po meczu o trzecie miejsce, powiedział, iż momentami gramy na poziomie wykraczającym poza polską ligę, a momentami po prostu bardzo słabo. I to jest trafna ocena naszych występów w minionym sezonie.

- Jaka jest przyszłość tej drużyny?
- Ciągle wierzę w tę zespół. Paradoksalnie porażka może się okazać początkiem naszego odrodzenia. Zobaczymy jak będzie wyglądał nasz skład w przyszłym sezonie, bo kilku starszych graczy zastanawia się nad dalszą grą. Mam nadzieję, że jeszcze jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie tyle sił, by powalczyć o czołowe miejsce w lidze. Gdybyśmy mieli już dość grania, to chyba nie zmobilizowalibyśmy się do walki o trzecie miejsce, bo dla żadnego z nas brązowy medal nie jest sukcesem. Muszę podziękować ludziom, którzy nam pomogli w tym sezonie. Głównie za to, że byli z nami, mimo iż nie zdobyliśmy w ostatnich sezonach mistrzostwa. Dziękuję Miastu Nowy Targ z burmistrzem na czele, naszemu sponsorowi Firmie Worwa oraz zarządowi z Witoldem Tomalakiem na czele. Szczególnie dziękuję Bogdanowi Chowańcowi, że tak bardzo nas wspiera i wykonuje nieocenioną pracę dla naszego klubu. Mam nadzieję, że uda nam się odwdzięczyć Tym Ludziom zdobyciem mistrzostwa, bo na pewno ciągle nas na to stać.

- Poziom ligi nie był najwyższy. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
- Kolejny raz nie oceniam ligi pozytywnie. Poziom nie jest wysoki, a do tego rywalizuje w niej tylko sześć drużyn, które grają śladową ilość spotkań. Na pewno pozytywem jest Zielonki. To jedyna drużyna, która zrobiła krok naprzód i niewiele jej zabrakło, by w finale postarała się o ogromną niespodziankę. Szkoda, że jest to tylko jedna taka ekipa, ale na pewno jest to pozytywne. Obecnie trudno w ciemno stawiać, kto zagra w finale, a to jest świetnie dla ligi. Wycofanie się dwóch drużyn w trakcie sezonu, tylko potwierdza, niestety słabą kondycję finansową poszczególnych ekip. Ciągle w unihokeja nie gra się w dużych ośrodkach, co mogłoby przyciągnąć do hal więcej kibiców oraz potencjalnych sponsorów. Tego na pewno brakuje naszej dyscyplinie.

- Super Finał był strzałem w „dziesiątkę” działaczy związkowych?
- Nie byłem fanem rozgrywania Super Finału. Muszę jednak przyznać, iż był on świetnie zorganizowany i naprawdę mógł się podobać. Szkoda, że nie został rozegrany w jakimś dużym mieście w celu popularyzacji dyscypliny. Z drugiej strony podtrzymuję swoje zdanie, iż ze względu na małą ilość spotkań w lidze, chyba lepiej byłoby rozgrywać więcej meczów finałowych, aby zawodnicy, którzy mają stanowić o sile drużyny narodowej, rozgrywali więcej spotkań o dużą stawkę i pod presją. Tego w sezonie na pewno zabrakło.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama