Nowotarżanki do Rakoniewic, gdzie rozgrywane były decydujące mecze o podziale medali, pojechały w bardzo osłabionym składzie, w zaledwie 11-osobowym. Wczesna pora meczu, godzina 9, zmusiła góralki do wcześniejszego wyjazdu, bo trzeba było pokonać ca 600 kilometrów. Nie wszystkie zawodniczki mogły porzucić pracę, inne zatrzymały obowiązki rodzinne i drobne urazy. Podhalanki bardzo wolno się rozkręcały. Trener Jacek Michalski z ławki bez przerwy pokrzykiwał „Wysoko, mocno”. Gdy jego podopieczne grały daleko od swojej bramki, to było jeszcze wszystko w porządku. Gorzej, gdy atakowały Dzikie Gęsi, które były rzeczywiście dzikie, bo gdy przechwyciły piłeczkę, to atakowały z ogromną furią. Góralki gubiły się w obronie, nie potrafiły dokładnie pokryć ruchliwe rywalki. Chociaż pierwszą bramkę straciły po kontrataku.
Po 20 minutach nowotarżanki przegrywały 0:2 i musiało zawrzeć w szatni, bo na drugą odsłonę wyszły bardziej zmobilizowane i żądne „krwi”. Timek i Florczak, a więc mistrzynie Polski juniorek, znalazły sposób na pokonanie ostatniej instancji Zielonki i 28 minucie był remis. Nie wiem czy w góralskim zespole nie wystąpił syndrom „mamy je”, bo w odstępie 60 sekund ponownie Dzikie Gęsi odskoczyły na dwa gole. Co prawda za sprawą Florczak, 11 sekund po stracie czwartego gola, Podhalanki „złapały” kontakt, ale chwilę później straciły piłeczkę w narożniku boiska za swoją bramką i Zielenkiewicz z prezentu zrobiła właściwy użytek. W 161 sekundy padły cztery gole!
W trzeciej tercji nowotarżanki „próbowały” odwrócić losy pojedynku, atakowały, ale przeciwniczki bardzo mądrze rozbijały ich ataki i wyprowadzały groźne kontrataki. Po jednym z nich (trzy na jeden) straciły szóstego gola. Pierwszy strzał Młynarczyk obroniła, ale wobec dobitki Chełstowskiej była już bezradna. Gdzie była obrona? Podhalanki nie załamały się takim przebiegiem spotkania i rzuciły na szalę wszystkie umiejętności i siły. Nadzieje w serca góralek wlała w 50 minucie Timek, wykorzystując podanie Fuły. Na wyrównanie i przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę pozostawało Podhalu 10 minut. W unihokeju, to szmat czasu. W 54 minucie Fuła zdobyła kontaktowego gola i byliśmy świadkami ekscytującej końcówki. Nowotarżanki atakowały z ogromnym animuszem, ale też musiały uważać w obronie, bo kontry rywalek były bardzo niebezpieczne. W końcowych minutach Zielonka grała daleko od swojej bramki. Trzy razy musiała interweniować Młynarczyk, raz wyręczyła ją Florczak, wybijając piłeczkę zmierzającą do pustej bramki. Trener Jacek Michalski wziął czas, by ustawić grę na końcowe sekundy, wycofał bramkarkę, ale ten manewr na nic się zdał. Brązowe medale nie dla Podhalanek.
Najlepszymi zawodniczkami spotkania zostały: Agnieszka Timek - Katarzyna Chełstowska
MMKS Podhale Nowy Targ – Dzikie Gęsi Zielonka 5:6 (0:2, 3:3, 2:1)
0:1 Rogala (Chełstowska) 9:59
0:2 Zielenkiewicz (Rogala) 19:32
1:2 Timek (Grynia) 21:26
2:2 Florczak (Timek) 27:27
2:3 N. Witak (Kryńska) 33:18
2:4 Grzelak 34:18
3:4 Florczak 34:29
3:5 Zielenkiewicz 35:59
3:6 Chełstowska 47:08
4:6 Timek (Fuła) 49:38
5:6 Fuła 53:45
MMKS Podhale: Młynarczyk – Grynia, Podlipni, Mamak, Siuta, Krzystyniak – Florek, M. Bryniarska, Fuła, Florczak, Timek. Trener Jacek Michalski.
Tytuł mistrzowski wywalczył Absolwent Siedlec, ktory w finale pokonał Energę Gdańsk 6:4.
Stefan Leśniowski










