47 razy biało- czerwoni stawali na podium Pucharu Świata, mistrzostw świata i Europy. Sztuka ta udała się jedenastu zawodnikom i czterem drużynom. Zdobyliśmy siedem medali mistrzostw świata w dyscyplinach olimpijskich. To może być iskierka nadziei, że za rok w Soczi na igrzyskach olimpijskich może być dobrze.
Dorobiliśmy się więcej szans medalowych niż kiedykolwiek. Przypomnijmy, iż rok przed igrzyskami w Vancouver Polacy dwadzieścia razy mniej stawali na podium, ale dokonały tego dwie drużyny i tylko czterech zawodników. Z kolei przed Turynem – 17 ( 5 zawodników i drużyna). Od czasu igrzysk w Lillehammer ( 2 razy „pudło” zawodnika i drużyny) staliśmy się w sportach zimowych liczącą się siłą. I nie tylko ze względu na sukcesy skoczków czy Justyny Kowalczyk.
Kryształowa dziewczyna
Kowalczyk po raz czwarty sięgnęła po Kryształową Kulę w biegach. To duże osiągnięcie, na które sobie w pełni zasłużyła. Może mały niedosyt pozostał po mistrzostwach świata, ale jest jedyną, która może skutecznie walczyć z norweską koalicją.
- Kryształowa Kula to nagroda za wyjątkowo ciężką pracę, jaką wykonała na treningach oraz za postawę na zawodach. Przeżywaliśmy huśtawkę nastrojów, ale to najzupełniej normalne. Obok momentów radosnych i satysfakcjonujących, zdarzały się słabsze, wymagające zastanowienia i refleksji. To typowe zjawisko dla karier sportowców, także z tej najwyższej półki. Soczi to najważniejsza impreza czterolecia. Po jej zakończeniu podejmiemy decyzję z Justysią co do naszej dalszej współpracy – mówi trener Aleksander Wierietielny.
„Rakieta z Zębu”
Skoczkowie atakują całą ławą. To nie tylko, jak drzewiej, jeden Adam Małysz, ale cała grupa. Fruwają coraz dalej w nienagannym stylu. 2197 punktów zgromadzili w indywidualnych konkursach Pucharu Świata, to rezultat o 609 więcej niż w poprzednim sezonie.
- Przebiliśmy pod tym względem lata, w których brylował Adam Małysz. Do tego przywieźliśmy dwa medale z mistrzostw świata, w tym najbardziej oczekiwany w drużynówce – mówi szkoleniowiec Łukasz Kruczek, który stery naszej reprezentacji objął pięć lat temu. – Mamy najlepszą drużynę skoczków w historii – uważa prezes PZN Apoloniusz Tajner.
Po erze „Orła z Wisły” nastał czas „Rakiety z Zębu”. Kamil Stoch wrócił z Predezzo z dwoma medalami. Stanął na najniższym stopniu podium cyklu Pucharu Świata. Nie jest osamotniony w sukcesach, rywalizacja jest ostra i z tego należy się cieszyć, bo z niej może się wykluć medalowe Soczi.
W końcówce sezonu błysnął Piotr Żyła, który nie tylko skokami, ale wypowiedziami robił furorę. Jego facebookowy profil śledzi ponad ćwierć miliona osób, a słowa o „garbiku i fajeczce” stały się przebojem internetu.
Maciej Kot zrealizował się, uplasował się w pierwszej dwudziestce Pucharu Świata, zdobył brązowy medal w drużynie w MŚ i na zakończenie sezonu wywalczył tytuł mistrza Polski, pozostawiając w pokonanym polu dwóch wcześniej wymienionych kolegów.
Dawid Kubacki, skoczek z Nowego Targu, zakończył sezon brązowym medalem drużynowych mistrzostw świata, zdobył pierwsze punkty w PŚ. A jest jeszcze Krzysztof Miętus, Stefan Hula, Jan Ziobro, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka i Krzysztof Biegun, którzy punktowali w PŚ. Również dziesięciu skoczków stawało na podium Pucharu Kontynentalnego. Stefan Hula – jako jedyny z naszych reprezentantów – wygrał konkurs PK w Planicy.
Bez toru
Panczeniści również dostarczyli nam mnóstwa powodów do radości, a mają najgorsze warunki spośród krajów światowej czołówki. Tylko Polska nie dysponuje krytym torem. Biało – czerwoni muszą przygotowywać się poza granicami kraju. To wstyd! W jakim my wieku żyjemy? Widać przeciwności hartują, bo po raz pierwszy Polak (Zbigniew Bródka) wygrał klasyfikację Pucharu Świata, a drużyny – żeńska (brązowa z igrzysk olimpijskich w Vancouver) i męska – stanęły na podium mistrzostw świata.
Konrad Niedźwiedzki (Poroniec Poronin) w poszukiwani lepszych warunków do treningu trenuje w Holandii, w grupie zawodowej TVM, z czołowymi zawodnikami świata – Svenem Kramerem i Ireen Wüst. Również jego kolega klubowy Jan Szymański (brązowy z drużyny), a także Katarzyna Bachleda Curuś oraz Luiza Złotkowska spędzają większość czasu poza domem.
- Wyjdzie tego pewnie ponad 270 dni w roku. Trenujemy za granicą, głównie w Niemczech, bo w kraju nie ma obiektu – zaznacza Jan Szymański.
- Znamy swoją wartość i z każdym startem ją potwierdzamy. Nie musimy już nikomu nic udowadniać – mówi srebrna medalistka z drużyny, reprezentantka Porońca, Luiza Złotkowska. 26- letnia zawodniczka po srebro sięgnęła z Katarzyną Bachledą Curuś i Natalią Czerwonką.
Sukcesem mogą pochwalić się także przedstawiciele krótkiego toru. Patrycja Maliszewska zdobyła drugi w karierze brązowy medal ME w short tracku na dystansie 500 metrów. Stanęła też na podium z koleżankami ( Aida Bella, Paula Bzura, Natalia Maliszewska) w drużynie.
- Patrycja to światowa czołówka w sprincie – przekonuje trener kadry short tracku John Monroe.
Celne strzelały, szybko biegły
Biathlonistki, z wicemistrzynią świata z Czerwiennego Krystyną Pałką, strzelały celnie i szybko biegały. Pałka w biegu na dochodzenie awansowała z siódmego miejsca po sprincie i zdobyła historyczny dla polskiego kobiecego biathlonu srebrny medal.
Największa niespodzianką MŚ była 21 – letnia Monika Hojnisz, która ledwo zakwalifikowała się do biegu ze startu wspólnego, ale spisała się świetnie i wywalczyła brązowy krążek. Później jeszcze zdobyła trzy medale ME.
Z kolei Magdalena Gwizdoń wygrała przedolimpijską próbę w Soczi w sprincie. Bezbłędne strzelanie i świetny bieg dały jej drugie w karierze zwycięstwo w PŚ.
- Nasze dziewczyny są bardzo mocne – twierdzi Tomasz Sikora, legenda polskiego biathlonu.
Nie należy zapomnieć …
… o snowboardzistach ( Ligoccy) i narciarstwie dowolnym (Karolina Riemen). Mateusz Ligocki wygrał zawody PŚ w snowboardcrossie. W szwajcarskim Veysonnaz był pierwszy w finale ex aequo z Alexem Pullinem. To było siódme podium PŚ w karierze Ligockiego. Z kolei Karolina Riemen odniosła największy sukces w historii narciarstwa dowolnego w Polsce. Zawodniczka z Zakopanego zajęła trzecie miejsce w PŚ w Are.
- W Vancouver jeszcze nie wiedziałam, czy się nadaję do tego sportu. Teraz więcej trenuję profesjonalnie – mówi i nie kryje, że środki, którymi dysponuje nie wystarczają na utrzymanie. Może ten sukces sprawi, że cześć problemów zniknie.
Sporty w ogonie
Nic dobrego nie da się powiedzieć o alpejczykach, saneczkarzach i hokeistach. Pozostały nam tylko wspomnienia po Andrzeju „Ałusiu” Bachledzie, dwukrotnym medaliście mistrzostw świata i siostrach Tlałkównach. Nie jesteśmy krajem alpejskich i tylko to może być jakimiś usprawiedliwieniem. W saneczkarstwie też mieliśmy sukcesy, choćby wspomnieć Barbarę Piechę. Ale to zamierzchłe czasy, kiedy rywalizacja zaczęła przebiegać na sztucznych torach (nie ma w Polsce) saneczkarstwo w naszym kraju stało się sportem zapomnianym.
W ogonie wlecze się hokej, nie robi postępów. Ostatni raz polscy hokeiści w igrzyskach olimpijskich brali udział w 1992 roku w Albertville. W tym sezonie nie udał się atak na Soczi. Nasza reprezentacja jest w trzeciej lidze światowego hokeja i należy mieć nadzieję, że w kwietniu, podczas mistrzostw świata na Ukrainie, awansuje szczebel wyżej i nawiąże do chlubnych tradycji, kiedy to biało –czerwoni potykali się w elicie światowego hokeja. Panowie hokeiści, dajce trochę radości swoim fanom, niech przestaną żyć wspomnieniami i niezapomnianymi zwycięstwami nad mistrzami świata, ekipami ZSRR i Czechosłowacji. Aż nie chce się wierzyć jak dawno to było. Kraje te już nie istnieją!
Stefan Leśniowski










