07.02.2013 | Czytano: 2463

Jaka rewolucja? Propaganda!

Minister Joanna Mucha wsadziła kij w mrowisko reformując polski sport i dzieląc pieniądze. Dzieli je dziwacznie. Dla jednych złote góry, dla innych koniec świata. W hasłach niby wszystko się zgadza, ale nie ma w tym logicznego klucza. Wprowadziła spory ferment w środowisku sportowym, co było łatwe do przewidzenia.

Przeprowadziliśmy sondę wśród ludzi sportu z nowotarskiego środowiska. Zdaliśmy im pytania: Czy w polskim sporcie jesteśmy świadkami rewolucji? Kto na tym straci, kto zyska? 

Witold Chamuczyński -trener koszykówki
- To nie jest rewolucja, ani żaden nowy system. To jest przykład przerzucania pieniędzy z prawej do lewej kieszeni. W ten sposób polskiego sportu się nie uzdrowi. Mam na uwadze przede wszystkim sport dzieci i młodzieży, czyli podstawę piramidy. Szczyt piramidy wystaje ponad poziom, jest dosyć dobrze dofinansowany, bo nie słyszałem, by kadra olimpijska narzekała na brak pieniędzy. Jej znowu zapewniamy optymalne warunki przygotowań, natomiast nie wyznaczamy kierunku rozwoju dla ich następców, tych którzy dzisiaj są słabsi od mistrzów, ale stanowią jakąś perspektywę. Narzekają na brak pieniędzy kluby, zwłaszcza w małych miasteczkach i wioskach, a więc tam, gdzie wychowuje się najwięcej medalistów olimpijskich. Pani minister myśli, że zabierając 200 tysięcy złotych psim zaprzęgom i da je wiodącym dyscyplinom, to tym sposobem uzdrowi sport? Jest w wielkim błędzie. Powiedziała, że te pieniądze to dwustu animatorów sportu, a prawda jest taka, że w tym roku ten program został zlikwidowany. Tym samym dofinansowanie trenerów w małych miasteczkach i wsiach zostało wyeliminowane. Jest oczywiste z czym to się wiąże. Ten proces za kilka lat przyniesie klęskę na igrzyskach olimpijskich. Pomysł, żeby dorzucić więcej pieniędzy dla związków sportowych uważam za fatalny. Czym zajmują się związki? Są od prowadzenia drużyn narodowych, w tym również młodzieżowych. By istniały kadry młodzieżowe muszą być zawodnicy, musi być dopływ nowego narybku. Tymczasem coraz mniej jest klubów. W jednym z najsilniejszych koszykarsko województw, w małopolskim, są tylko trzy drużyny juniorów! To są liczby, a z nimi się nie dyskutuje.

Stanisław Mrowca - prezes Powiatowego Szkolnego Związku Sportowego i Podhalańskiego Podokręgu Narciarskiego, pierwszy trener Justyny Kowalczyk.
- Pracuję 30 lat w sporcie wyczynowym i nikt dotychczas nie wpadł na tak szatański pomysł. Sport polski przez minister Joannę Muchę postawiony został na głowie. Życzenia można mieć różne, można odnosić się do końca epoki komunizmu, bo to chwytliwe określenie. Tymczasem mamy do czynienia z ewidencją i kategoryzacją tego co jest. Nagrodą dla tych co byli dobrymi uczniami, jest ukaranie zmniejszeniem budżetów. Przy takich działaniach za kilka lat zostanie spalona ziemia. Nie będzie w Polsce sportu. Mucha rozwala sport nie tylko wyczynowy, ale również dzieci i młodzieży, masowy. Jak sobie minister Mucha wyobraża sport bez przygotowań? Najpierw wyniki, a potem pieniądze? To pomylona kolejność. Z pustego i Salomon nie naleje. Mamy szkolić młodzież nie mając na to środków? Nie wiem jak to sobie wyobraża minister Mucha. Przecież dzieci w klubach napędzają sport. Senior nie wyskakuje z kapelusza iluzjonisty. Trzeba wielu lat pracy, by wykształcić mistrza. W sporcie, nawet bardziej niż w innych dziedzinach życia, jest ogromny przesiew. Każdy nosi w plecaku buławę, ale nie każdy się do sportu nadaje. Z dzieci i młodzieży później rekrutują się zawodowi sportowcy. Minister sportu o tym nie wie, że odwrotnie to nie działa? Tymczasem my pilnujemy, by niczego nie zabrakło gwiazdom. A jak one zgasną, to co wtedy? Przebywam obecnie na zawodach narciarskich Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, która jest motorem rozwoju sportu w regionach, która przyciąga młodzież do sportu. Podobno w przyszłym roku ma zostać zastąpiona mistrzostwami Polski. Będą w nich startować kluby, które będą miały pieniądze. Ci co są bogaci, będą jeszcze bogatsi, bo załatwią sobie sponsorów. Poprzez polityków będą mieli dostęp do spółek skarbu państwa. Słabsze związki, a przede wszystkim kluby, upadną. Mało tego, minister Mucha zlikwidowała animatorów sportu, a tym samym odcina samorządy od sportu masowego. Dzisiaj w sporcie jest mnóstwo społeczników, którzy poświęcają swój czas i nieraz własne pieniądze, a takimi pomysłami zaangażowanych usuwa się w cień. Nie przypuszczałem, że dożyję takich czasów, że to co zostało zrobione będzie w taki sposób niszczone.

Edward Pazdur - prezes Małopolskiego Okręgowego Związku Unihokeja.
- Modne stało się obcinanie. Czy jest to rewolucja? Jeśli mam brać udział w jakiejś rewolucji, to chciałbym wiedzieć, na czym ów rewolucyjny charakter zmian polega. Być może jest to propaganda. Wszyscy oszczędzamy, to pokażmy, że sport też oszczędza. Czy akurat na sporcie musimy oszczędzać? Wydaje mi się, że się nie powinno. Straci nie tylko sport wyczynowy, ale dzieci i młodzieży oraz masowy. Polski Związek Unihokeja dostawał 290 tysięcy złotych na drużyny narodowe, na przygotowania do najważniejszych imprez, na wyjazdy. Nie były to powalające pieniądze, a teraz będą jeszcze mniejsze. Obcięto nam budżet do 135 tysięcy. To już są żadne pieniądze. Nawet biedniejsze państwa finansują w sport, bo to jest wizytówka kraju i przede wszystkim zdrowe społeczeństwo. U nas na zdrowie nie zwraca się uwagi. Są jedynie doraźne programy 2-3 miesięczne, brak natomiast systematyczności. Dlatego nasze społeczeństwo, jeśli chodzi o kulturę fizyczną, jest bardzo ubogie. Nie wiem czy jest to świadoma robota czy nie. Wiem natomiast, że daleko nam do Skandynawów, gdzie każdy uprawia jakiś sport. To co zaproponowała minister sportu odbije się na zdrowiu społeczeństwa, a co za tym idzie na wydajności w pracy. Zastanawialiśmy się z zarządem nad długoterminową strategią, papier wszystko przyjmie, ale zawsze w takich przypadkach pojawia się bariera finansowa. W tym momencie zanosi się na to, że sport młodzieżowy utrzymywać będą rodzice. Wielu na to nie stać, a tym samym coraz mniej dzieciaków będzie trafiało do sportu. Związki nie mają pieniędzy, kluby ich też nie mają, rodzicom ich brakuje i mamy zamknięte koło. Ostatnio ujawniona afera w piłce nożnej dowodzi, że jest góra pieniędzy, ale tylko u bogatych. Piłka nożna, chociaż bez sukcesów, znalazła się w pierwszej grupie finansowania. Kto był mocny, będzie jeszcze mocniejszy, a słabsi mogą paść.

Józef Guzik – wiceprezes Krakowskiego Okręgowego Związku Tenisa Stołowego, prezes KS Gorce Nowy Targ.
- Nie ma żadnej rewolucji. To ma się nazywać rewolucja, tylko dlatego, że ktoś sobie wymielił, że sportowcy zostaną podzieleni. Jeśli mamy coś robić, to róbmy to kompleksowo. Jest kryzys, budżet państwa ma problemy, wszyscy oszczędzamy. Uważam, że są to zabiegi czysto księgowe. Ale zaraz rewolucja? Jesteśmy zbywani propagandą, która próbuje nas przekonać, że w polskim sporcie dzieje się coś istotnego. Jest to próba usprawiedliwienia cięć, które w dalszym ciągu dotykają sport. Robimy segregację, nie proponując żadnej perspektywy. Priorytety muszą uleć zmianie. Jeśli sport dzieci i młodzieży nie będzie priorytetem, to nie osiągniemy poprawy, a wtedy za kilka lat sport w pojęciu zawodowym nie będzie funkcjonował. We Francji jest świetnie rozwinięty sport młodzieżowy, szkolny. Potem są sukcesy w sporcie dorosłym. Nie wiedzę światełka dla polskiego sportu. Nie będzie w tym projekcie takich, którzy będą mieli dobrze, będą mieć tylko trochę gorzej. Nikt nie będzie miał lepiej. Niektóre związki mogą zostać na tym samym poziomie, ale najprawdopodobniej ich dotkną 10% cięcia.

Witold Tomalak – członek zarządu Polskiego Związku Unihokeja, prezes KS Szarotka Nowy Targ.
- To co wymyśliła minister Mucha jest totalnym nieporozumieniem. Brak pieniędzy zahamuje dopływ dzieci i młodzieży do klubów i sekcji, a tym samym powolne umieranie dyscyplin. Rodziców nie stać, a jeśli już to jednostki, by za własne pieniądze wychować gwiazdę, która później dopiero będzie dofinansowywana przez państwo. Nim zostanie gwiazdą musi dużo wody w rzece upłynąć, a to sporo kosztuje. Baza, szkoleniowcy, treningi, odżywki… Brakuje mi słów na decyzję ministerstwa. Najlepiej ciąć, przekładać pieniądze z kieszeni do kieszeni, a jest ogromny problem w myśleniu do przodu. Nie proponujemy żadnej perspektywy. Oczekiwałem bardziej programu rozwoju sportu. Są rozwiązania, które sprawdzają się w Europie i na świecie. W niektórych państwach nie ma ministerstwa sportu, a sport ma się bardzo dobrze. Określajmy priorytety i zachowujmy trzeźwość patrzenia. Uważam, że to nie jest rewolucja, to zwykła propaganda, ratowanie na siłę budżetu państwa.

Robert Zamarlik – wiceprezes ds. sportowych MMKS Podhale Nowy Targ.
- Minister powiedziała jasno „jeśli będzie dobry program, dobre rozwiązanie dla dyscypliny to znają się środki”. Czy w PZHL był gotowy program rozwoju dyscypliny? Czy został przedłożony w ministerstwie? Co zrobiono, by przekonać ministerstwo, że warto inwestować w hokej? Przypomnę, hokej znalazł w drugiej grupie finansowania. Na razie ucięte zostały środki na sport zawodowy. Sytuację w związkach śledzimy na bieżąco i nie dzieje się w nich dobrze. W końcu ktoś powinien uderzyć ręką w stół. Szukajmy drogi do wyników, a nie trwońmy pieniądze. Jeśli chodzi o nas, to finansowanie na sport młodzieżowy zostało utrzymane na poziomie zeszłego roku. Tutaj nie było interwencji. Nasz klub na tym nie ucierpiał. Czy to będzie rewolucja czy huk propagandowy przekonamy się po kilku miesiącach, gdy program zostanie wdrożony. Kto straci, kto zyska? Siatkarze są czwartą drużyna świata i należy w nich inwestować. Futboliści to dla mnie nieporozumienie. Żadnych nie odnoszą sukcesów, a pompujemy pieniądze w dyscyplinę.

Zebrał Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama