28.10.2012 | Czytano: 1377

Bezkrólewie

Derby zawsze rządzą się swoimi prawami. Są to mecze, w których nie ma zmiłuj. Każdy wychodzi ze skóry, by okazać się lepszy. To w końcu walka o panowanie w mieście, przynajmniej do następnej konfrontacji i nie ważne, czy są to mecze w seniorach, czy grupach młodzieżowych. W konfrontacji juniorek bezkrólewie. Nikt nie panuje, bo zespoły podzieliły się punktami


Ostatnie trzy weekendy obrodziły w derbowe pojedynki unihokeistów i unihokeistek. Po seniorach przyszła kolej na juniorki. Szarotka dwa razy pod rząd sięgała po mistrzostwo kraju, Podhale było wielkim przegranym. W ubiegłym roku zabrakło dla niego miejsca na podium. Miało więc okazję zmazać plamę i przynajmniej do następnych konfrontacji królować w stolicy Podhala. Jak to w derbach kości i bandy trzeszczały. Żadna z dziewczyn nie odpuszczała. W końcu zasiadała na trybunach wymagająca publiczność, w większości sympatie. Nie można było się zbłaźnić. Może dlatego zabrakło w tych potyczkach finezji, technicznych sztuczek. Była za to walka do upadłego.

W sobotę na pierwszego gola czekaliśmy 19 minut i 50 sekund. Kiedy wydawało się, że tercja zakończy się bezbramkowo Florczak uderzyła z dystansu, zza obrońcy i piłeczka wylądowała w siatce. Do tego czasu gra falowała. Szarotka częściej strzelała, niemal z każdej pozycji. Podhale grało bardziej kombinacyjnie, próbowało rozgrywać długo akcje, ale dopiero w połowie tercji zastosowało pressing na całym boisku. – Bliżej, bliżej – słychać było uwagi trenera. Atakowały rywalki już zza ich bramką, a te miały problemy z wyprowadzeniem piłeczki.
W drugiej tercji obraz gry uległ zmianie. Ola Burdyn wykorzystała grę w przewadze i mecz rozpoczynał się od nowa, a w ofensywie aktywniejsza była Szarotka. W 33 minucie Fryźlewicz i Kowalczyk miały wyśmienitą okazję, przed sobą tylko pustą bramkę .Jedna z rywalek rzuciła się po strzał, blokując go. W 37 min. Podhale wyprowadziło kontrę i Kowalczyk ulokowała piłeczkę w okienku i poszło za ciosem. Efektem trafienie Timek, ale znowu Ola Burdyn wlała nadzieję w serca fanów Szarotki. Potem jednak w roli głównej wystąpiła Mamak, która dwoma golami rozstrzygnęła sprawę.

Nazajutrz mistrzynie Polski w pierwszej tercji zadały trzy ciosy przeciwnikowi. Grały składniej, nie pozwalały Podhalu na rozwinięcie skrzydeł. Kiedy w 45 minucie Szarotka prowadziła 6:2, wydawało się, że jest „posprzątane”. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że to unihokej w kobiecym wydaniu. Szybka gra, a kobieta lubi być zmienną. 5 minut później było już tylko 6:4 i gra nabrała rumieńców. Szarotka nie dała sonie już wydrzeć zwycięstwa.

Worwa Szarotka Nowy Targ – MMKS Podhale Nowy Targ 3:5 (0:1, 1:2, 2:2) i 7:5 (3:0, 2:2, 2:3)
Bramki: Aleksandra Burdyn 2, Rokicka – Florczak, Kowalczyk, Timek, Mamak 2 (I mecz); E. Burdyn 3, Aleksandra Burdyn, Anna Burdyn, Węgrzyn – Timek 2, Łojek, samobójcza (II mecz).

Worwa Szarotka: M. Zapała – E. Burdyn, Węgrzyn, Aleksandra Burdyn, Anna Burdyn, Bujak – R. Zapała, Sulka, Czubińska, Dziubińska, Rokicka – Maciaszek, E. Piekarczyk, Gruszczak. Trener Joanna Chlebda.
MMKS Podhale: Młynarczyk – Z. Lech, Szewczyk, Timek, Florczak, Dębska – Łojek, Florek, Podlipni, Fryźlewicz, Mamak – Kowalczyk, Tymek, Szeliga. Trener Arkadiusz Pysz.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama