26.04.2012 | Czytano: 1345

Worwa Szarotka: Wrócić na szczyt

W tegorocznym finale unihokejowej ekstraklasy mężczyzn spotkały się dwie najlepsze drużyny nowego tysiąclecia, o największym potencjale ofensywnym. Od lat między sobą toczące boje o najwyższy laur. Aż jedenaście razy lokalny wyścig wygrywała Szarotka. Kiedyś jednak hegemonia musiała dobiec końca. Co prawda już w ubiegłym roku została przerwana, ale wielokrotni mistrzowie odgrażali się, że wyciągnęli wnioski – jak mawiali - z „wypadku przy pracy”. Widać lekcji pokory nie odrobili starannie i mieliśmy szybki pogrzeb.

Uderzyć się w pierś
- Czy spodziewałem się takiego wyniku? Że Szarotka może tak wyraźnie przegrać? – powtarza pytanie nasz unihokejowy ekspert, Ryszard Kaczmarczyk. – Nawet na myśl mi to nie przyszło. Spodziewałem się twardej walki, ale liczyłem, że tytuł rozstrzygnie się w trzech meczach. Oczekiwałem zdecydowanie więcej od Szarotki. Zastanawiałem się, czy po porażce w pierwszym meczu odbuduje się pod okiem szwedzkiego szkoleniowca i potrafi wrócić na zajmowaną tyle lat pozycję. Powiedziałbym, że lepiej zagrała w pierwszym meczu, chociaż już wtedy było widać, że coś niedobrego się dzieje. To nie była ta Szarotka, którą wszyscy znamy. Wielokrotni mistrzowie Polski po prostu źle grali. Muszą uderzyć się w pierś i zacząć większą uwagę przywiązywać do szkolenia młodego narybku. Tak jak to zrobili Górale, którzy „młodą” bronią ich ograli. Szarotka zbyt mocno weszła w sferę taktyki, a odeszła od radosnej gry, kombinacyjnej, dzięki której potrafiła rozpychać obronę przeciwnika. Rywal nie wiedział gdzie jest piłeczka. Natomiast w tym dwumeczu zagrała bardzo schematycznie, czytelnie dla Górali. Nie pomogła nawet duża hala, która miała być jej atutem. Uważam, że Szarotkę stać na o wiele lepszą grę, niż pokazała w finałach. Myślę, że wiele zależało do ich głów.

Liga po staremu
- Niewiele zmieniło się w lidze seniorów – twierdzi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. - Od wielu lat skład finału jest niezmienny, a co gorsza pewny do wytypowania już przed sezonem. Poziom ligi nie poszedł do góry i niestety dobrych spotkań jest w niej jak na lekarstwo. W porównaniu z meczami z innych lig europejskich wyglądamy bardzo słabo. Drużynom często nie można odmówić ambicji, ale przygotowanie techniczne, a zwłaszcza taktyczne jest bardzo daleko w tyle. Ciekawą ekipę miała Zielonka opartą na młodych graczach. Oby dalej się rozwijali, bo jak sięgam pamięcią już kilka razy pojawiały się ekipy złożone ze zdolnych młodych zawodników, jednak później wtapiali się oni w ligową szarówkę. Niestety, podobnie jak poprzedniego sezonu, obecnego również nie możemy zaliczyć do udanych. Zdobyliśmy srebrny medal, ale wiadomo, że w takim klubie jak nasz, liczy się tylko złoto. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co o tym zadecydowało. Na pewno w tym roku tytuł dostał się w godne ręce, w ręce drużyny Górali, która w obu meczach finałowych zaprezentowała się lepiej od nas.

Trener potrzebą chwili
- Spadła trochę nasza siła ofensywna – przyznaje Lesław Ossowski. - I dotyczy to nie tylko finału, ale również całego sezonu. Widać to nie tylko w punktacji kanadyjskiej, ale przede wszystkim w ilości sytuacji, jakie sobie wypracowaliśmy. Wydaje się, że ładnie gramy piłką, jednak celem takiego rozegrania zawsze powinien być strzał na bramkę, a u nas tego brakowało. Zwracał na to uwagę także trener Patric Johansson sugerując, że powinniśmy oddawać więcej strzałów. Co do trenera, to byłoby świetnie, gdyby ktoś prowadził nas przez cały sezon. Spowodowałoby to walkę o miejsce w składzie oraz dałoby możliwość cierpliwego przygotowywania się do finałowych meczów. Minęły czasy, kiedy wystarczyło nam trochę popracować pod koniec sezonu (przed finałem) i wygrywaliśmy bez problemów. Z drugiej strony łatwo zdobywane tytuły tracą swoją wartość. Dlatego teraz pojawia się okazja do tego, aby pokazać w przyszłym sezonie, że naprawdę zależy nam na odzyskaniu tytułu. Mamy godnych przeciwników, a porażka w drugim z rzędu sezonie powinna być dla nas bodźcem do pracy przez cały rok. Spodobało mi się po finale, że nikt z chłopaków nie miał do nikogo pretensji. Każdy był przygnębiony, ale chyba także świadomy tego, że mógł zagrać lepiej. To dobrze wróży na przyszłość, bo siła drużyny nie może być tylko widoczna, kiedy się wygrywa, a wszyscy w koło nas chwalą. To dobra próba charakteru dla każdego z nas.

Unihokejowe święto
Finałowa potyczka była świetną promocją unihokeja. Sympatycy tej gry nie tylko na żywo, w nowej, pięknej i funkcjonalnej hali, mogli podziwiać dwie najlepsze drużyny w kraju, ale także za pośrednictwem telewizji internetowej TVPodhale. Na trybunach zasiadł komplet widzów, nie zabrakło też osób znaczących w mieście.

- Nareszcie mistrz i wicemistrz Polski może się pochwalić salą z prawdziwego zdarzenia – mówi prezes Górali, Tomasz Rusnak. – Ponad dziesięć lat tułaliśmy się po obcych halach. Możemy przyjmować gości w dobrych warunkach sanitarnych i w pełnowymiarowej hali, na świetnej nawierzchni. Mieliśmy unihokejowe święto.

- Świetnie, że finał mógł się odbyć na hali z prawdziwego zdarzenia – wtóruje mu Lesław Ossowski. - Dużo kibiców, dobra atmosfera, piękna hala - na to czekaliśmy wiele lat. Do tego sędziowanie godne finałowych meczów. Mam nadzieję, że takich spotkań w Nowym Targu będzie coraz więcej. Muszę podziękować wszystkim osobom, które pomagały nam w tym sezonie. Dziękujemy Miastu Nowy Targ, naszemu sponsorowi firmie Motosevice Adam Worwa, Zarządowi oraz wszystkim, którzy na ogół bezinteresownie pomagali nam. Zdajemy sobie sprawę, że nie do końca spełniliśmy oczekiwania, ale tak nieraz w sporcie bywa. Teraz przed nami czas odpoczynku i przygotowania do kolejnego sezonu.

Wicemistrzów prezentuje Lesław Ossowski
Będę mówił tylko o dobrych stronach, gdyż to są moi koledzy z boiska i nie wypada mi ich krytykować. W dodatku nie byłem trenerem.

Wojciech Batkiewicz - doświadczony bramkarz, z świetnym refleksem i mocną psychiką.
Bartosz Bujak - wrócił na finały, choć nie bronił. Ma duży talent i jeżeli będzie regularnie trenował, to przyszłość przed nim.
Artur Kasperek - najlepszy obrońca polskiej ligi; mocny fizycznie, z bardzo mocnym strzałem, ambitny i zaangażowany.
Piotr Ligas - dobry motorycznie, z mocnym strzałem z klepy; niezrównany w pojedynkach jeden na jeden.
Jarosław Lech - dobry technik, nieustępliwy, twardo walczący obrońca.
Amadeusz Wojtak - mocny fizycznie, dynamiczny z niezłym strzałem z zawijasa.
Tomasz Ryś - młody i perspektywiczny obrońca, twardy, z dobrym strzałem.
Tadeusz Ligas - dobry technicznie obrońca, posiadający mocny strzał z zawijasa i klepy.
Bartłomiej Augustyn - świetny center, super czyta grę, bardzo dobry w obronie.
Adrian Bocheński (napastnik) - doskonały technicznie, dobry strzał, doświadczony i skuteczny.
Łukasz Chlebda - waleczny i dobry motorycznie środkowy, dobry strzał i technika.
Bartłomiej Kulesza - dobra technika kija, sprytny zawodnik z zaskakującym i precyzyjnym strzałem z nadgarstka.
Kacper Luberda - świetna motoryka oraz dobry strzał to główne zalety.
Mateusz Półtorak - dobra motoryka, waleczny zawodnik z niezłym strzałem z nadgarstka.
Sebastian Hajnos - dobry w grze kombinacyjnej, z przeglądem sytuacji i niezłą techniką.
Dawid Korwel - waleczny i silny zawodnik, z dobrą motoryką.

Lesław Ossowski – gracz inteligentny, potrafiący czytać grę i wyciągać wnioski – ocenia Ryszard Kaczmarczyk. – Ma problemy z motoryką. Jak był szybki i sprawny, to był mocnym zawodnikiem, zagrażającym rywalom. Latka jednak lecą. Szybkość reakcji i wytrzymałość zmalała. Dalej jest jednak pożytecznym graczem drużyny, z zaskakującym strzałem i trzeba na niego uważać. Ma apogeum formy za sobą, ale jest bardzo ambitny i porażki mocno przeżył. Będzie chciał się odkuć i być może w przyszłym sezonie ujrzymy jego odrodzenie. Musi mieć zawodników do współpracy.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama