19.04.2012 | Czytano: 1701

Złote dziewczyny „Osy”

Jeszcze przed dwoma laty nikt o nich nie słyszał, ale dlatego, że nie było sekcji kobiecego unihokeja w klubie. W Nowym Targu królowały unihokeistki MMKS Podhale. Okazuje się, że do czasu. Grono ludzi związanych z Worwą Szarotką postanowiło powołać do życia sekcję dziewczęcego unihokeja i to okazało się gwoździem do trumny lokalnego rywala. Szarotka odebrała im zaszczyty.

W tym klubie jak już coś się robi, to dobrze. Minimalizm tam nie obowiązuje. Szkoleniowiec Lesław Ossowski, który z niejednego unihokejowego pieca chleb jadł (reprezentant kraju, 11-krotny mistrz Polski) zakasał rękawy, zachęcił dziewczyny do pracy, po rozpadzie Gorców i pod jego skrzydłami pannice zaczęły robić szybkie postępy. Niektórzy przecierali oczy ze zdziwienia, jak wielkie. Tuż przy boku wyrósł Podhalu mocny konkurent, który bardzo szybko go prześcignął. W ubiegłym roku Podhale było typowane do złotego medalu, a zabrakło go w finale. Szarotka natomiast, mając młodszy zespół sięgnęła po mistrzostwo Polski. To była sensacja sporego kalibru, ale jakże miła. W tak krótkim czasie udało się Lesławowi Ossowskiemu zbudować team najlepszy w kraju. Fachowcy strasznie się dziwili. Sponsor w nagrodę posłał dziewczęta na jeszcze głębszą wodę. Zgłosił je do ekstraklasy. Walczą o piąte miejsce, ale start w tej lidze miał być wyższą uczelnią dla juniorek. To, czego się nauczą na uniwersytecie, miało zaprocentować we właściwej dla nich kategorii. I zaprocentowało, bo uczennice pilnie się uczyły i były bardzo pojętne. Tytuł mistrzowski, po raz drugi z rzędu, dostał się w godne ręce. W półfinałowym i finałowym turnieju pokazały klasę.

Czym mi zaimponował ten zespół? Walką do końca o zwycięstwo. W półfinale przegrywał z Podhalem różnicą dwóch bramek, ale nie poddał się. Tuż przed syreną dziewczyny „Osy” doprowadziły do dogrywki, a w niej zadały decydujące trafienie. Pokazały charakter, który jest niezbędny w walce o najwyższe cele. Takie mecze budują morale. A lokalny rywal, musiał obejść się smakiem. Znowu zabrakło go na podium.

- Pomimo, iż pozostała nam jeszcze walka o piąte miejsce w seniorskiej lidze, to sezon głównie należy ocenić przez pryzmat rozgrywek juniorskich i uważam za bardzo udany – mówi twórca sukcesu, Lesław Ossowski. - Grę w ,,dorosłej lidze” traktowaliśmy jako przygotowanie do najważniejszych meczów we właściwej dla nas kategorii wiekowej. To było świetne posunięcie, ponieważ w samych juniorkach gralibyśmy śladową ilość spotkań, a poprzez mecze z lepszymi drużynami mogliśmy podnosić swój poziom.

Początek sezonu był ciężki, graliśmy słabo, czego efektem były porażki w lidze zarówno juniorskiej (fatalne mecze z Trzebinią i dwa z MMKS-em) oraz seniorskiej. - Cały czas jednak ciężko pracowaliśmy, bo celem głównym był awans do finału juniorek, a potem obrona tytułu – mówi trener. - Myślę, że właśnie ta praca zaowocowała sukcesem w postaci drugiego z rzędu tytułu mistrza Polski. Zaimponowała mi frekwencja dziewcząt na treningach (pomimo wielu obowiązków w tym matur), która w niektórych przypadkach była stuprocentowa. Na każdym treningu pracowaliśmy nad doskonaleniem jakiegoś elementu gry. Do tego raz w tygodniu pracowaliśmy nad siłą. To zaprocentowało w najważniejszych momentach. Wszystkie dziewczęta były świetnie przygotowane i wytrzymały trudy sezonu. Powtórzyła się sytuacja z zeszłego roku, kiedy to od półfinału zaczęliśmy łapać wysoką formę i wygrywać mecze. Chwalebne jest to, że nauczyliśmy się grać do końca. Jak nie szło dziewczynom, to już nie zwieszały głów, tylko walczyły i na ogół odmieniały losy spotkania.

Trener dysponował wyrównaną grupą, każda mogła wziąć ciężar gry na swoje barki, rozstrzygnąć spotkanie. – To w głównej mierze zadecydowało o naszym triumfie - twierdzi Lesław Ossowski. - O wyniku nie decydowała jedna czy dwie zawodniczki. W tym tkwiła nasza siła, gdyż większość drużyn juniorskich bazuje na „pojedynczych gwiazdeczkach”. Kiedy wyłączy się je z gry, nie mają innej alternatywy. Nie wszystko nam zawsze wychodziło, może czasem za dużo zwracaliśmy uwagę na taktykę i staraliśmy się grać dorosły unihokej, ale uważam, że jeżeli dziewczyny dalej będą się w to bawić wyjdzie im to tylko na dobre. Mam nadzieję, iż ta grupa utrzyma się w przyszłym sezonie, a do tego dołączą do nas nowe zawodniczki. Liczę tu szczególnie na dziewczęta, które prowadzi Artur Kasperek, bo na pewno będą miały już dobre podstawy do dalszej pracy. Będzie to ważne, bo kilka dziewcząt rozpocznie studia i może mieć problemy z regularnym trenowaniem.

- Jestem bardzo dumny z moich zawodniczek, z wykonanej przez nie pracy. To świetny materiał na ,,dorosłą" drużynę i mam nadzieję, że dane nam będzie dalej pracować razem. Zaczynaliśmy od ósmego miejsca przed dwoma laty, a teraz jesteśmy już dwukrotnym mistrzem Polski. Jak już wielokrotnie mówiłem same dziewczyny ciężko na to zapracowały. Aby iść do przodu konieczna jest dalsza i systematyczna praca – dodaje Lesław Ossowski.

Nie byłoby sukcesu, gdyby nie działacze i sponsorzy. To oni chuchali i dmuchali na zespół. Stworzyli podwaliny pod sukces. - Dziękuję Miastu za pomoc finansową oraz naszemu sponsorowi Łukaszowi Worwie i jego firmie. Dziękuję Zarządowi oraz rodzicom za wszelką pomoc oraz ogromne zaangażowanie, dziękuję także Ryszardowi Kaczmarczykowi, który, gdy tylko było potrzeba, zastępował mnie i prowadził zespół. Szczególnie zaś pragnę podziękować i zadedykować ten tytuł zmarłej Danucie Chlebdzie, która była głównym twórcą i opiekunem tej drużyny – zakończył Lesław Ossowski.

Oto jak charakteryzuje swoje złote medalistki.
Madalena Zapała - jedyna bramkarka; dobra w obronie strzałów z bliska. Zaangażowana w treningi. Musi poprawić sprawność i koncentrację.
Joanna Chlebda - kapitan zespołu, czołowa obrończyni w Polsce. Mocna fizycznie z dobrym strzałem. Poprawić musi zawiązywanie akcji ofensywnych.
Sabina Sąder (obrona) - nie efektowna, a bardzo efektywna. Wykonuje czarną robotę. Świetna w grze jeden na jeden; silna fizycznie. Musi poprawić strzał i technikę.
Kinga Leśniak (obrona) - dobra technicznie, zrobiła bardzo duży postęp pod względem fizycznym. Dobry duch drużyny. Musi poprawić koncentrację oraz strzał z dystansu.
Renata Zapała (obrona) - tytan pracy na treningach, których w ogóle nie opuszcza. Świetna fizycznie, mocny strzał. Potrzebuje więcej spokoju i lepszego przeglądu sytuacji
Anna Kubowicz (napastniczka) - czołowa zawodniczka w kraju na tej pozycji; świetna motoryka i wytrzymałość, dobry strzał, chociaż musi popracować nad celnością oraz skutecznością. Rozwinęła się i nie gra już tylko na skrzydle, ale również na środku.
Ewelina Burdyn (napastniczka) - bez dwóch zdań to jedna z najlepszych zawodniczek w kraju. Świetnie czyta grę, dobra motorycznie, potrafi zagrać na każdej pozycji. Musi tylko bardziej wierzyć w swoje umiejętności. To, że nie jest w dwudziestce na mistrzostwa świata to porażka ludzi, którzy wybierali kadrę.
Magda Chowaniec (napastniczka) – waleczna, dobra motorycznie zawodniczka, z dobrym strzałem z zawijasa oraz z pierwszej piłeczki. Musi pracować nad techniką kija.
Sabina Kaczmarczyk (napastniczka) - zrobiła ogromny postęp pod względem motoryki, chociaż dalej musi nad tym pracować. Gra inteligentnie, świetnie dogrywa piłeczki koleżankom, pożyteczna w grze kombinacyjnej. Ostatnio także skuteczna.
Karolina Bujak (napastniczka) - wszechstronna zawodniczka, dobra motorycznie, z dobrą techniką kija i bardzo dobrym strzałem z zawijasa. Poprawić musi skuteczność.
Anna Burdyn (napastniczka) - świetna fizycznie, silna i wytrzymała. Walczy zawsze na sto procent, a to udziela się innym zawodniczkom. Umie znaleźć się w sytuacji bramkowej. Pracować musi nad techniką, głównie nad podaniem.
Aleksandra Burdyn (napastniczka) - podobnie jak siostra, świetna motoryka oraz ogromna waleczność. Nie ma dla niej straconych piłek. Gra bez respektu dla przeciwniczek. Brakuje jej na razie przeglądu sytuacji i spokoju.
Marta Gruszczak (napastniczka) - młoda zawodniczka, ale coraz mocniejszy punkt drużyny. Dobra technicznie, z dobrym strzałem. Z czasem musi stać się bardziej waleczna, ale przyszłość przed nią.
Karolina Węgrzyn (napastniczka) - wszechstronna i młoda. Dobry strzał i technika podania. Potrafi zagrać i z przodu, i z tyłu. Musi pracować nad motoryką.
Klaudia Dziubińska (napastniczka) - zrobiła ogromny postęp; dobra motorycznie, waleczna. Musi pracować nad techniką.
Olga Rokicka (napastniczka) - dobra motoryka oraz waleczność. Gdyby ciut więcej trenowała, zrobiłaby jeszcze większe postępy.
Agata Szarek (napastniczka) - niestety mało trenowała. Miała problemy zdrowotne, ale jeszcze jest młoda, więc ma szansę na rozwój.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Jarosław Chlebda www.myfloorball.pl

Komentarze







reklama