24.03.2012 | Czytano: 1181

Symfonia pod batutą Wronki

Pierwszy finałowy pojedynek o mistrzostwo Polski w unihokeju mężczyzn był popisałem Patryka Wronki. Nie tylko trzy razy użądlił rywala, który musiał zejść z parkietu pokonany, ale był reżyserem gry mistrzów Polski, człowiekiem, który zrobił różnicę.


Taki zawodnik to skarb, żywe srebro, trudno go zatrzymać. Piłeczka była mu posłuszna, nie odskakiwała od kija, podczas gdy rywale mieli problemy z jej opanowaniem. Imponował przeglądem sytuacji, widział wszystko na boisku i rozdawał piłeczki marzenie. Śmiało można powiedzieć, że orkiestra Górali grała symfonię na kij i ażurową piłeczkę pod jego batutą.
- Najlepszy zawodnik meczu. On przechylił szale zwycięstwa na naszą stronę – docenił go kapitan Górali, Piotr Kostela.
Akcja na 2:2 w jego wykonaniu była okrasą spotkania. Zapoczątkował ją w środkowej strefie Subik, odegrał piłeczkę na środek do Wronki, a ten do pędzącego skrzydłem Kosteli. Ten również z pierwszego zwrócił ją Wronce i …zatrzepotała w siatce. Wypadało bić brawo na stojąco.


- Nie posraliśmy się, wyszliśmy z jajami i to był klucz do zwycięstwa – mówi bez ogródek bohater meczu. - Do tego można dodać grę zespołową. Dwa moje trafienia były do pustej bramki. Zagraliśmy też świetnie z tyłu. Teraz skupiamy się na drugim meczu, bo również chcemy go wygrać.


Górale chyba lepiej odrobili lekcję niż ich rywal. Rozszyfrowali atak pozycyjny Szarotki, zacieśnili strefę obronną i ta w ataku motała się jak ryba w sieci. Co z tego, że posiadała optyczną przewagę, była częściej w posiadaniu piłeczki, skoro nie miała pomysłu na grę. Gdy w 13 minucie Kasperek nie wykorzystał rzutu karnego, frustracja narastała. Towarzystwo zamiast grać, dyskutowało, denerwowało się, podważało decyzje arbitra i odwiedzało ławkę kar. Miało jednak szczęście, gdyż gra w przewadze kompletnie nie leżała mistrzom Polski. Nie potrafili wykorzystać nawet gry pięciu na trzech. Dopiero szóstą przewagę zamienili na bramkę.
- Nie ćwiczyliśmy zbyt długo tego wariantu gry. Inna rzecz, że Szarotka wyciągnęła wnioski z poprzedniego sezonu i wiedziała skąd zdobywamy bramki – twierdzi Piotr Kostela.


Górale nie chcieli grać w nowej pełnowymiarowej hali na Niwie, z nową, gładziutką jak stół nawierzchnią. Sala na Borze sprzyja destrukcyjnemu stylowi gry Górali. – Rzeczywiście hala na Borze nam sprzyja – przyznaje Piotr Kostela, który w 57 minucie nie wykorzystał karnego. – Zagraliśmy fajnie z tyłu. Szarotka grała tylko atak pozycyjny. Nie daliśmy się sprowokować do kontr, graliśmy swoje. Szczególnie moja piątka miała mnóstwo okazji. Zwycięstwo mogło być okazalsze.


Sfrustrowana Szarotka, że jej nic nie wychodzi z upływem czasu popełniała coraz więcej błędów podczas rozgrywania piłeczki we własnej strefie. Mylili się najbardziej doświadczeni gracze - Kasperek, Lech czy Ossowski. To z ich prezentów padł trzy gole dla Górali.


- Niczym nas Górale nie zaskoczyli, raczej myśmy sami siebie zaskoczyli. Byliśmy mało ruchliwi z przodu i z łatwością rozbijali nasze ataki – wyjaśnia kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – Do tego mało sprytni. Dobiła nas druga tercja i bezsensowne kary za bicie kijem czy gadulstwo. Straciliśmy wtedy rytm gry. Górale raz nas rozklepali, a trzy gole im podarowaliśmy. Gdy przyszły decydujące momenty, to wtedy zabrakło nam argumentów. Brakowało czasu, spokoju i popełnialiśmy błędy.


Madex Górale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 5:3 (2:2, 2:0, 1:1)
1:0 Sąder (Siaśkiewicz) 3:06, 1:1 Chlebda (Ossowski) 14:13 w przewadze, 1:2 Bocheński (Kulesza) 17:06, 2:2 Wronka (Kostela) 18:10, 3:2 Podraza (25:57), 4:2 Wronka (Kostela) 32:38 w przewadze, 4:3 Chlebda 41:44, 5:3 Wronka 54:11.
Madex Górale: Pawlik; Subik – Gotkiewicz, Barszczewski – Mirek, Cholewa – Turwoń; Kostela – Wronka - Podraza, Bisaga – Bełtowski – Żuk, Siaśkiewicz – Sąder – T. Brzana, Krugiołka.
Worwa Szarotka: Batkiewicz; Kasperek – P. Ligas, Wojtak – Lech, Rys – Starmach; Kulesza – Augustyn – Bochański, Lipkowski – Chlebda – Ossowski, Hajnos – Luberda – Półtorak.


Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama