Taki zawodnik to skarb, żywe srebro, trudno go zatrzymać. Piłeczka była mu posłuszna, nie odskakiwała od kija, podczas gdy rywale mieli problemy z jej opanowaniem. Imponował przeglądem sytuacji, widział wszystko na boisku i rozdawał piłeczki marzenie. Śmiało można powiedzieć, że orkiestra Górali grała symfonię na kij i ażurową piłeczkę pod jego batutą.
- Najlepszy zawodnik meczu. On przechylił szale zwycięstwa na naszą stronę – docenił go kapitan Górali, Piotr Kostela.
Akcja na 2:2 w jego wykonaniu była okrasą spotkania. Zapoczątkował ją w środkowej strefie Subik, odegrał piłeczkę na środek do Wronki, a ten do pędzącego skrzydłem Kosteli. Ten również z pierwszego zwrócił ją Wronce i …zatrzepotała w siatce. Wypadało bić brawo na stojąco.
- Nie posraliśmy się, wyszliśmy z jajami i to był klucz do zwycięstwa – mówi bez ogródek bohater meczu. - Do tego można dodać grę zespołową. Dwa moje trafienia były do pustej bramki. Zagraliśmy też świetnie z tyłu. Teraz skupiamy się na drugim meczu, bo również chcemy go wygrać.
Górale chyba lepiej odrobili lekcję niż ich rywal. Rozszyfrowali atak pozycyjny Szarotki, zacieśnili strefę obronną i ta w ataku motała się jak ryba w sieci. Co z tego, że posiadała optyczną przewagę, była częściej w posiadaniu piłeczki, skoro nie miała pomysłu na grę. Gdy w 13 minucie Kasperek nie wykorzystał rzutu karnego, frustracja narastała. Towarzystwo zamiast grać, dyskutowało, denerwowało się, podważało decyzje arbitra i odwiedzało ławkę kar. Miało jednak szczęście, gdyż gra w przewadze kompletnie nie leżała mistrzom Polski. Nie potrafili wykorzystać nawet gry pięciu na trzech. Dopiero szóstą przewagę zamienili na bramkę.
- Nie ćwiczyliśmy zbyt długo tego wariantu gry. Inna rzecz, że Szarotka wyciągnęła wnioski z poprzedniego sezonu i wiedziała skąd zdobywamy bramki – twierdzi Piotr Kostela.
Górale nie chcieli grać w nowej pełnowymiarowej hali na Niwie, z nową, gładziutką jak stół nawierzchnią. Sala na Borze sprzyja destrukcyjnemu stylowi gry Górali. – Rzeczywiście hala na Borze nam sprzyja – przyznaje Piotr Kostela, który w 57 minucie nie wykorzystał karnego. – Zagraliśmy fajnie z tyłu. Szarotka grała tylko atak pozycyjny. Nie daliśmy się sprowokować do kontr, graliśmy swoje. Szczególnie moja piątka miała mnóstwo okazji. Zwycięstwo mogło być okazalsze.
Sfrustrowana Szarotka, że jej nic nie wychodzi z upływem czasu popełniała coraz więcej błędów podczas rozgrywania piłeczki we własnej strefie. Mylili się najbardziej doświadczeni gracze - Kasperek, Lech czy Ossowski. To z ich prezentów padł trzy gole dla Górali.
- Niczym nas Górale nie zaskoczyli, raczej myśmy sami siebie zaskoczyli. Byliśmy mało ruchliwi z przodu i z łatwością rozbijali nasze ataki – wyjaśnia kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – Do tego mało sprytni. Dobiła nas druga tercja i bezsensowne kary za bicie kijem czy gadulstwo. Straciliśmy wtedy rytm gry. Górale raz nas rozklepali, a trzy gole im podarowaliśmy. Gdy przyszły decydujące momenty, to wtedy zabrakło nam argumentów. Brakowało czasu, spokoju i popełnialiśmy błędy.
Madex Górale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 5:3 (2:2, 2:0, 1:1)
1:0 Sąder (Siaśkiewicz) 3:06, 1:1 Chlebda (Ossowski) 14:13 w przewadze, 1:2 Bocheński (Kulesza) 17:06, 2:2 Wronka (Kostela) 18:10, 3:2 Podraza (25:57), 4:2 Wronka (Kostela) 32:38 w przewadze, 4:3 Chlebda 41:44, 5:3 Wronka 54:11.
Madex Górale: Pawlik; Subik – Gotkiewicz, Barszczewski – Mirek, Cholewa – Turwoń; Kostela – Wronka - Podraza, Bisaga – Bełtowski – Żuk, Siaśkiewicz – Sąder – T. Brzana, Krugiołka.
Worwa Szarotka: Batkiewicz; Kasperek – P. Ligas, Wojtak – Lech, Rys – Starmach; Kulesza – Augustyn – Bochański, Lipkowski – Chlebda – Ossowski, Hajnos – Luberda – Półtorak.
Stefan Leśniowski










