19.02.2012 | Czytano: 1174

Derby z dreszczykiem

Unihokejowe derby, nie ważne, w jakiej kategorii wiekowej, czy też płci, zawsze są ekscytujące i dostarczają licznie zebranej widowni mnóstwo emocji. Nie inaczej było w miniony weekend podczas potyczek juniorek Podhala i Szarotki. Ten drugi zespół, obrońca mistrzostwa Polski, miał już zapewniony awans do półfinału krajowego czempionatu. Lokalny rywal musiał wygrać, chociaż jedno ze spotkań. I tego dokonał.

Podobnie jak poprzedni dwumecz, tak i ten zakończył się krakowskim targiem, każdy wygrał po meczu. W obu spotkaniach było wszystko, co prawdziwy entuzjasta unihokeja kocha – mnóstwo zwrotów sytuacji, dużo strzałów i obron bramkarek i przede wszystkim niepewny rezultat do ostatnich sekund.

W pierwszej potyczce stroną aktywniejszą były obrończynie tytułu. Były częściej w posiadaniu piłeczki, miały więcej golowych okazji, ale zawodziła skuteczność. Ich przeciwnik grał z kontry i one okazały się kluczem do zwycięstwa. Szczególnie w ostatniej tercji zatrybiły. Szarotka prowadziła 3:2 i chyba za wysoko, w ostatnich 20 minutach, zagrała pressingiem. Skrzętnie wykorzystał to rywal. Wyprowadził trzy zabójcze kontrataki. Jeszcze na 150 sekund przed końcową syreną prowadził 5:3, ale mistrzynie łatwo się nie poddały. Z determinacją rzuciły się do odrabiania strat. Grając w przewadze zdobyły kontaktowego gola, a chwilę później jeszcze raz posłały ażurowy przedmiot do bramki Podhala. Sędzia jednak gola nie uznał.

- Dopatrzył się faulu mojej zawodniczki. Z mojej perspektywy faulu nie było – mówi trener Szarotki, Lesław Ossowski. - Zagraliśmy dobry mecz. Nie zawsze jednak ten wygrywa, kto częściej jest w posiadaniu piłeczki i wypracuje więcej sytuacji. Dziewczyny grały z wielkim zaangażowaniem, ale nieskutecznie. Rywalki wyprowadziły kilka groźnych kontr i je wykorzystały. Prowadząc 3:2 popełniliśmy błąd, wychodząc zbyt wysoko i w identyczny sposób straciliśmy trzy gole. Dramatyczna była końcówka meczu, która mogła widzom się podobać.

Niemniej ekscytujący był mecz rewanżowy. W nim również walka toczyła się o każdy skrawek boiska. Szarotka wyciągnęła wnioski z pierwszej konfrontacji. Już tak śmiało nie atakowała. Skupiała się także na destrukcji, co okazało się skuteczne. Tym razem kontry mistrzyń siały popłoch w szeregach obronnych Podhala. Mistrzynie po 40 minutach prowadziły 2:0, a mogły znacznie wyżej, gdyby miały lepiej nastawione celowniki. A tak, w połowie trzeciej tercji, straciły gola w zamieszaniu podbramkowym i zrobiło się nerwowo. 30 sekund do końca zawodniczka Podhala otrzymała karę dwóch minut i przeciwniczki już spokojnie dowiozły jednobramkowe zwycięstwo do końcowej syreny.

- Zmieniłem taktykę, nie zagrałem wysokim pressingiem, który dzień wcześniej próbowałem przed kolejnymi spotkaniami o medale – mówi Lesław Ossowski. – Przeszliśmy na krycie, by nie dopuścić do kontrataków. Dobrze broniliśmy i szkoda, że nie wykorzystaliśmy mnóstwa dogodnych sytuacji.

MMKS Podhale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 5:4 (2:2, 0:0, 3:2) i 1:2 (0:1, 0:1, 1:0)
Bramki: Florczak 3, Timek, Tymek – Anna Burdyn 2, R. Zapała, Bujak (I mecz); Timek – Anna Burdyn, Bujak (II mecz).

MMKS Podhale: Młynarczyk – Dębska, Nieckarz, Timek, Szeliga, Florek - Lasyk, Lech, Fryźlewicz, Tymek, Skiba – Mamak, Podlipni, Florczak, Łojek. Trener Arkadiusz Pysz.
Worwa Szarotka: M. Zapała – Chlebda, Sąder, Kubowicz, E. Burdyn, Chowaniec – Leśniak, R. Zapała, Kaczmarczyk, Bujak, Anna Burdyn – Aleksandra Burdyn, Węgrzyn, Dziubińska, Rokicka. Trener Lesław Ossowski.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama