15.02.2012 | Czytano: 1165

Wymienność funkcji

Polscy unihokeiści odnieśli ogromny sukces awansując do mistrzostw świata. Tym większy, iż osiągnięty został bez zawodników grających w zagranicznych ligach. Nowotarżanie mogą mieć powody do dumy, gdyż w biało - czerwonych barwach wystąpiło 13 graczy z dwóch nowotarskich klubów – Madex Górale i Worwa Szarotka. Występ naszej drużyny narodowej ocenia ekspert, Ryszard Kaczmarczyk.

- W telewizji internetowej obserwowałem równolegle turniej w Niemczech i ten z udziałem naszej drużyny narodowej, i muszę przyznać, że w tamtej imprezie poziom był znacznie wyższy – przekonuje. – W naszej grupie groźni byli Rosjanie i Węgrzy. Fatalnie zaprezentowała się Austria, mimo iż stawiała nam zacięty opór. Nasze męczarnie z nią były pokłosiem pojedynku z Brytyjczykami, których udział w tej imprezie był wielkim nieporozumieniem. Nawet nasi juniorzy spokojnie ograliby „Lordów”. Austriacy obserwowali ten pojedynek i dobrze nas rozpracowali. Wiedzieli, iż gramy często trójkowe akcje pod bramką i odcięli nam środek. Nie mieliśmy na to żadnej recepty. Dopiero potem obrońcy strzelali z obwodu i zaczęło wpadać. Rywalowi dobrze mecz się ułożył i walczył ze wszystkich sił dopóty, dopóki miał szansę na korzystny rezultat. Gdybyśmy ich wcześniej złamali, to mecz potoczyłby się inaczej. To był najsłabszy nasz występ.

Polacy postarali się o sporą niespodziankę remisując 3:3 z Rosją, zespołem w pierwszej ósemki w światowym rankingu. To był kluczowy pojedynek w walce o awans do szwajcarskiego czempionatu.

– Nie wiem czy Rosja wystawiła najmocniejszy skład. Ilu było graczy z mistrza kraju, który wywarł na mnie duże wrażenie podczas Pucharu Europy – mówi ekspert. - Mimo wszystko potencjał rosyjskiej ekipy jest spory i wynik, jaki osiągnęliśmy, to duży sukces. Tym bardziej, iż dokonany w krajowym składzie, bez „Szwedów”. Szczerze, to nie widziałem większej różnicy w grze naszej drużyny, z zawodnikami z szwedzkiej ligi i bez nich. Tylko Mikulski jest grajkiem dużego formatu. Nasi zaprezentowali się super. Cieszy, że nowotarżanie odgrywali w teamie wiodące role, a Michał Dziurdzik i Artur Kasperek ( obaj wybrani zostali do zespołu All Stars – przyp. SL) rozegrali turniej życia. Ten drugi zasługuje na szczególne słowa wyróżnienia. Artur skromnie wypowiada się, że to zasługa całej drużyny, ale to na jego barkach spoczywał ciężar gry i zdobywania bramek w tych najważniejszych momentach. Wreszcie się przełamał, bo w ligowych meczach mało strzelał. Górale powinni się go obawiać, bo złapał wysoką formę.

Po dobrym występie z Rosją, niektórzy remis w Węgrami (6:6) przyjęli chłodno. Kibice liczyli na pewną wygraną. Tymczasem rzutem na taśmę uratowaliśmy remis. Cały czas prowadzili Madziarzy.

– Mam wrażenie, że obu zespołom nie zależało na wygranej, a remis dawał im awans. Nie twierdzę, że był to ustawiony mecz, ale dziwnie się ułożył. Madziarom na początku wszystko wchodziło, ale też nasz bramkarz nie miał najlepszego dnia. Katastrofa, co mu wpadało. Wszystko, co leciało w światło bramki, trafiało do siatki. Zdołaliśmy jednak się podnieść. Słyszałem opinię, że zawieli w turnieju napastnicy, bo mało strzelali goli. Że zawstydzili ich obrońcy. Nie zgodzę się z tym. W unihokeju zanikł podział na formacje. To nie hokej na lodzie. Ktoś, kto za pośrednictwem telewizji internetowej śledzi światowe rozgrywki, to na pewno zauważył, iż podział na formacje jest tylko formalny. Jest spora wymienność funkcji. Tak naprawdę nie wiadomo, kto jest obrońcą, a kto napastnikiem. Każdy gra z przodu, jest duża rotacja po obwodzie. Najgroźniejsze strzały są z daleka, z pierwszego, gdy bramkarz jest zasłonięty. Spod bramki naprawdę trudno trafić, gdyż panuje tam duży tłok – tłumaczy Ryszard Kaczmarczyk.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama