07.02.2012 | Czytano: 1107

Awans krajowym składem

Męska unihokejowa drużyna narodowa odniosła wielki sukces, awansując do grona najlepszych 16 drużyn globu, które w grudniu walczyć będą o mistrzostwo świata. Pięć najlepszych reprezentacji z poprzedniego czempionatu – Finlandia, Szwecja, Czechy, Szwajcaria i Łotwa – udział miało zapewniony bez kwalifikacji.

Europejczycy stoczyli boje w trzech grupach kwalifikacyjnych. Oprócz biało – czerwonych paszporty do Szwajcarii wywalczyły ekipy Rosji, Węgier ( trzeci zespół z najlepszym średnim bilansem punktów), Estonia, Słowacja, Norwegia i Niemcy. Z kontynentu amerykańskiego – USA i Kanada. O dwa wolne miejsca w najbliższy weekend bój stoczą kraje Azji i Oceanii – Japonia, Singapur, Australia, Korea i Iran.

Bez „Szwedów”
- Cel, czyli awans do mistrzostw świata, został zrealizowany – mówi menadżer Dominik Siaśkiewicz. – Cieszy, że osiągnięty został składem z polskiej ligi. Poza Dziurdzikiem, Adamczakiem i Rybackim nie posiłkowaliśmy się „Szwedami”. Remis z Rosją pokazał, że w drużynie jest potencjał. Można mieć zastrzeżenia do remisu z Węgrami, ale ten team od jakiegoś czasu prowadzi trener z Finlandii i nie biega już bez myśli po boisku, ale jest ułożony. W nadchodzącym czempionacie może dołączyć do najlepszej dziesiątki w świecie. Ponadto zawodnicy z Węgier są lepiej wyszkoleni technicznie i zagrali destrukcyjnie. Inna rzecz, że nasze chłopaki miały już pewny awans i chyba nie zagrali na sto procent.

Spory udział w awansie mieli nowotarżanie. Aż 13 dostąpiło zaszczytu występowania w koszulce z białym orłem. Dwóch z nich – Michał Dziurdzik ( obecnie gra w ekstraklasie czeskiej) i Artur Kasperek - wybrano do zespołu All Stars polskiego turnieju kwalifikacyjnego. To obrońcy. Wzięli ciężar gry na swoje barki w decydujących spotkaniach i zawstydzili napastników. Ci ostatni strzelali jak na potęgę kelnerom z Wysp Brytyjskich, ale w meczach, w których ważyły się losy meczów do ostatnich sekund, przekazali pałeczkę defensorom, którzy zdobyli najwięcej goli.

- Też to zauważyliśmy – mówi menedżer ekipy, Dominik Siaśkiewicz. – Napastnicy się nie popisali. Mamy nagrane mecze, będziemy je analizować. Na gorąco trudno powiedzieć, czy była to słaba dyspozycja napastników, czy też przeciwnik skutecznie ich odcinał, zagęszczając strefę przed swoją bramką.

Taktyka zaskoczyła napastników
- Zagraliśmy słabiej – przyznaje Piotr Kostela, który zalicza się do najlepszych snajperów w lidze. – Nie potrafiliśmy się jeszcze odnaleźć w nowej taktyce. Czasem za bardzo myśleliśmy o realizacji założeń taktycznych, a nie o tym, co najlepiej potrafimy robić. Dlatego obrońcy strzelali gole. Niemniej nasza postawa z przodu im w tym pomogła. Mieli więcej miejsca i czasu na oddanie strzałów. Awansowaliśmy i trzeba ten turniej ocenić pozytywnie. Przed dwoma laty w kwalifikacjach udało nam się zremisować z Danią, z zespołem z pierwszej dziesiątki. Teraz zrobiliśmy krok do przodu, gdyż Rosja jest topowym zespołem w świecie, sklasyfikowana w ósemce. Z Rosjanami stoczyliśmy najlepszy pojedynek. Pozostał jednak niedosyt, bo prowadziliśmy grę i mieliśmy okazje, by wygrać. Dziurdzik i Kasperek byli podporami drużyny. W trudnych momentach brali ciężar gry na swoje barki i decydowali o losach meczu.

Zawstydził napastników
Kasperek na słowo gwiazda oburza się. – Nie czuję się gwiazdą – kręci głową. – Z Michałem gramy w kadrze trzeci rok i rozumiemy się bez słów. Umiemy rozegrać piłeczkę i zaskakująco strzelić. Partner gra w czeskiej ekstraklasie i dobrze sobie radzi. Zrobił duży postęp.

Polacy po rozstrzelaniu Brytyjczyków, w kolejnych meczach mieli pod górkę. Potwornie męczyli się z Austriakami i gdyby nie Kasperek, który wziął sprawy w swoje ręce, to zwycięstwo wymknęłoby się z rąk. – Brytyjczycy nie zmusili nas do wysiłku – twierdzi. – Po raz pierwszy w reprezentacyjnej karierze grałem z tak słabą drużyną. Austriacy też rewelacyjnie się nie prezentowali, ale nie mieliśmy dnia. Graliśmy stójkę. Nasza gra falowała. Gdyby zrobić wykres, to krzywa raz wspinała się w górę, by potem gwałtownie spadać. Na szczęście coś nam wpadło.

Dwa trafienia Kasperka dały remis z Rosją. – Duża w tym zasługa Michała – przekonuje. - Świetnie dogrywał mi piłeczki, wystarczyło tylko przyłożyć. Potrafimy skupić uwagę rywala na sobie.

Również w remisowej potyczce z Węgrami ciągnął grę, trafiał do sitaki w ważnych momentach. – To był mecz o pietruszkę. Wiedzieliśmy już o awansie, więc mobilizacja była mniejsza. Byliśmy częściej w posiadaniu piłeczki, więcej oddaliśmy strzałów, ale skuteczność wołała o pomstę do nieba. Czym była spowodowana? Graniem krajowym składem. W lidze nie ma wielu spotkań na styku, gry pod presją przeciwnika. Jest dużo miejsca i czasu na oddanie strzału. Tutaj rywal nie pozwalał na swobodne rozegranie piłeczki, cały czas naciskał. Nie potrafiliśmy szybko, bez przyjęcia oddać strzału. W lidze mamy 10 okazji, tutaj były 2-3 i trzeba było je wykorzystać. Słaba skuteczność zaważyła, że nie wygraliśmy z Rosjanami. Przed meczem remis wzięlibyśmy w ciemno, ale teraz, na chłodno, twierdzę, że mogliśmy ich pokonać. Rosjanie przyznali, iż remis był dla nich fartowny.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama