28.11.2011 | Czytano: 1148

Zwycięski zryw Black Shadows

Konfrontacja Black Shadows z Copacabaną dostarczyła widzom, obserwującym dziewiąta kolejkę Podhalańskiej Ligi Unihokeja, najwięcej emocji.

Copacabana od pierwszego wznowienia narzuciła swój styl gry. Co prawda w 8 minucie był remis 1:1, ale „restauratorzy” kontrolowali wydarzenia na boisku. Bramkarza przeciwnika zatrudniali strzałami z każdej pozycji. Oddawali ich dużo i celnych. Golkipera przełamali dopiero w 19 minucie, gdy grali w liczebnej przewadze.

Po zmianie stron rywal szybko doprowadził do wyrównania, co troszkę pomieszało szyki „restauratorom”. Musiało upłynąć 10 minut ( do tego momentu trwała wymiana ciosów, ale żaden nie trafił do celu), by wyregulować wszystkie trybiki. Te jak zaczęły sprawnie działać, dały dwubramkowe prowadzenie, wykorzystując liczebne osłabienie rywala. Pierwszego gola zdobyli w podwójnej przewadze, drugiego, gdy jeden z przeciwników wrócił już na plac gry. Black Shadows zdobyły kontaktowego gola, ale nikt nie przypuszczał, że mecz może przybrać inne oblicze. Tym bardziej, iż do zakończenia pojedynku postawało 99 sekund. W tym szybkim sporcie wszystko jest możliwe. Blacks Shadows wygrały, wydawałoby się przegrany mecze. W odstępie 6 sekund zdobyły trzy gole! Sytuacja wszystkich zaskoczyła totalnie. Bramki były przecudnej urody. Zaraz po wygranym wznowieniu oddawano strzał, a piłeczka lądowała w okienku, wpadając nad lewym uchem A. Hajnosa. Kolejny raz wystąpił między słupkami, zastępując nominalnego golkipera leczącego kontuzję. Hajnos był bezradny, ale każdy bramkarz z takimi uderzeniami miałby ogromne problemy.

Równie ciekawym widowiskiem, trzymającym w napięciu do ostatniej sekundy, uraczyli nas unihokeiści Sportowego Podhala/ Górale i Warriorz. Jedynie, co można zarzucić zespołom, to nierówną grę. Ten mecz miał kilka oblicz. Raz jedna drużyna przeważała, za chwilę wymieniły się rolami, by kolejny raz oddać dominację w inne ręce.

W pierwszej połowie na gol odpowiadano natychmiast golem. Żadnej z drużyn nie udało się wypracować bezpiecznej przewagi. Ten scenariusz uległ zmianie po przerwie. Mocno przycisnęli Górale i odskoczyli na 9:4. Dyrygentem Górali był Dominik Siaśkiewicz. Jak przystało na mistrza Polski, pokazał kilka zagrań, po których ręce same składały się do oklasków. Z trybun docierały ochy i achy. Ale to, co zrobił przy dziewiątym golu zaparło wszystkim dech w piersiach. Będąc 5 metrów od bramki i widząc, że ciasno jest na oddanie strzału, zahipnotyzował obrońców, położył ich na parkiecie, jakby ściął drzewa w lesie. Również bramkarza rozłożył niczym żabę i ze stoickim spokojem wpakował ażurowy przedmiot do pustej bramki. Choćby dla tej bramki warto było się wybrać do hali Gorców.

Chupacabras utrzymali pozycję lidera. Nawet powiększyli przewagę. Po pierwszej połowie prowadzili 3:1 z Aulą, ale desperacki zryw zespołu Gaja i Iskrzyckiego doprowadził do wyrównania. Czyżby znowu „Chupasy” miały zadowolić się remisem? Nie tym razem. Wyciągnęli wnioski z poprzednich nierozstrzygniętych spotkań, zmienili taktykę i to przyniosło pewną wygraną. Świetną partię rozgrywał M. Handzel, dokładnie rozgrywając piłeczkę.

Black Shadows – Copacabana 7:4 (1:2)
Bramki: Gąsior, Kwak, Gąsienica Makowski, Pala 3, Homrol – Ślusarek 2, G. Hajnos.

Warriorz – Sportowe Podhale/Górale 8:9 (3:3)
Bramki: Sadowy 3, Kostela 3, Smarduch, Barszczewski – Siaśkiewicz 2, B. Kalata 4, Zientara, Karecki 2.

Chupacabras – Aula 6:3 (3:1)
Bramki: Staszel, Kwak 2, Trzebunia 2, J. Handzel – Luberda 3.

LP
DRUŻYNA
MECZE
PUNKTY
BRAMKI
1
Chupacabras
9
13
58-47
2
Copacabana
9
9
56-51
3
SportowePodhale.pl/Górale
9
8
51-57
4
Warrior
8
8
46-49
5
Black Shadows
8
7
46-42
6
Aula
9
7
50-45

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama