14.11.2011 | Czytano: 1132

Przebudzenie Black Shadows

Zmniejszenie liczby drużyn do sześciu, tylko uatrakcyjniło Podhalańską Ligę Unihokeja. Poziom zdecydowanie podniósł się, nie ma meczów nijakich, każdy z każdym może wygrać. Wiele spotkań stoi na wysokim poziomie i jest to nie tylko zasługa byłych i aktualnych reprezentantów kraju, ale także amatorów, których umiejętności wyraźnie poszły w górę.

Dopiero w szóstym swym występie Black Shadows odnieśli pierwsze zwycięstwo. Zespół, który w poprzednim sezonie dominował na parkietach Słowacji i świetnie zaprezentował się tego lata w Czech Open, fatalnie wszedł w sezon. Ale kiedyś zła passa musiała dobiec końca. Ofiarą ich dobrej gry padli unihokeiści połączonych teamów Sportowego Podhala i Górali.

Oba zespoły stworzyły ciekawe i pasjonujące widowisko, z ekscytującą końcówką, bowiem wynik do ostatniej sekundy był sprawą otwartą. Twarda i ostrożna gra w obronie. Zaś gwiazdy miały swoich opiekunów, by nie mogły rozwinąć skrzydeł. Krótkie i wąskie boisko sprzyja grze defensywnej. Trzeba jednak uważać, by nie złamać taktycznych założeń, nie zapędzać się na hura do przodu, bo każda strata piłeczki otwiera szanse zdobycia gola.

Do stanu 3:3 trwała wymiana ciosów (czytaj: na bramkę odpowiadano bramką). Black Shadows w odstępie 25 sekund zdobyły dwie bramki, które zdecydowały o losach pojedynku. Cichym bohaterem okazał się Panczakiewicz, który przy czwartym golu asystował, a piąty, decydujący, był jego autorstwa. Obrońca, który zawsze jest w cieniu bardziej utytułowanych kolegów. 2 minuty przed końcem Kos wlał iskierkę nadziei w zespół Górali, którzy wzięli czas. Po nim rzucił się do huraganowych ataków, miał okazje do wyrównania, lecz rywal mądrze i skutecznie się bronił.

Mistrzowie sprzed dwóch lat – Chupacabras – zremisowali trzeci mecz z rzędu. Posiadali przewagę, a w 11 minucie drugiej odsłony prowadzili już 3:0. Chyba sami nie wierzyli, iż drużyna Warriorz zdoła odwrócić losy spotkania. Zapomnieli, że po przeciwnej stronie jest reprezentant kraju Kostela, który działa na drużynę jak leczniczy balsam, dodaje jej sił. Uskrzydla parterów, dla których nie ma straconych piłeczek, którzy z wielkim poświęceniem walczą o każdy skrawek boiska. Między 14 a 19 minutą Warriorz zdołali wyrównać.

Z meczu na mecz imponuje wszystkim Copacabana, szczególnie obrana przez nią taktyka. To zespół zwarty, wysoko atakujący, już pod bramką rywala. Aula, w której grają byli hokeiści Podhala (Gaj i Iskrzyski) była momentami bezradna. Nie miała pomysłu na sforsowanie zasieków obronnych przeciwnika. Grą w Copacabanie dyrygują starzy wyjadacze - Ślusarek, który kiedyś zapowiadał się na wielkiego maga plastikowego kija i Gotkiewicz, aktualny mistrz kraju. Oni zrobili swoje. G. Hajnos robi wrażenie, piłkarz, który w wieku szkolnym miał do czynienia z unihokejem. Imponuje szybkością, opanowaniem piłeczki, no i zdobył dwa gole. Aula tylko w początkowych fragmentach meczu dotrzymywała korku rywalowi. W tym czasie pięknego gola z nadgarstka, ze środka boiska zdobył Gaj. To pierwsze trafienie „Gaika” w lidze. Nie na wiele się ono zdało, bo „Copa” szybko odpowiedziała i w pierwszej połowie ustawiła sobie mecz.

Sportowe Podhale & Górale - Black Shadows 4:5 (3:3)
Bramki: Kos 2, Wronka, Karecki – Gąsienica Makowski 2, Kwak 2, Panczakiewicz.

Copacabana – Aula Team 8:3 (6:1)
Bramki: G. Hajnos 2, Ślusarek 2, Gotkiewicz, Marszałek, A. Hajnos, Guzik – Luberda, Gaj, Iskrzycki.

Warriorz – Chupacabras 3:3 (0;1)
Bramki: Kostela, Leja, Daniec – Trzebunia 2, M. Handzel.

LP
DRUŻYNA
MECZE
PUNKTY
BRAMKI
1
Chupacabras
7
9
41-34
2
Aula
7
7
34-39
3
Copacabana
7
7
45-40
4
Górale & SportowePodhale.pl
7
6
38-42
5
Warrior
6
6
33-38
6
Black Shadows
6
5
34-32

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama