23.08.2011 | Czytano: 1139

IV liga: To mecz czy teatr absurdu

Podhalański klub Kotelnica-Watra Białka Tatrzańska nadal przewodzi stawce drużyn małopolskiej IV ligi w grupie wschodniej. Po dwu zwycięstwach u siebie białczanie bezbramkowo zremisowali na wyjeździe w Barcicach z miejscową Barciczanką.

Spotkania pomiędzy tymi drużynami obrosły już niezbyt pochlebną legendą. Wiele w tych meczach było ostrych starć między zawodnikami, sędziowie często karali piłkarzy żółtymi bądź czerwonymi kartonikami i na ogół nie wpływało to na uspokojenie nastrojów. Takie czasami animozje między zawodnikami się zdarzają gorzej, gdy do akcji wkraczają działacze.

- Od początku spotkania grupa ludzi znajdująca się w pobliżu boksu gospodarzy starała się wywrzeć na nasz zespół jakąś dziwną presję - mówi grający trener Watry Stanisław Strama. - Inna sprawa to, co oni tam robili, w jakim charakterze tam przebywali. W trakcie meczu wyzywano nas, grożono nawet pozbawieniem życia. Szczególne agresywnie zachowywano się wobec mnie i Andrzeja Rabiańskiego - naszego grającego prezesa. Grożono nam, że dostaniemy lanie po meczu pod szatnią. My jesteśmy ludźmi spokojnymi i takie groźby takie zastraszanie na nas nie działa. Na szczęście po meczu nikt pod szatnią na nas nie czekał. Skąd się wzięła taka agresja trudno mi dociec. Owszem w 70 minucie meczu wynikła kontrowersyjna sytuacja. Arbiter prowadzący to spotkania po jednym ze starć najpierw podyktował rzut karny przeciwko nam a następnie po konsultacji z asystentem zmienił decyzję, na to, że nie był to faul, tylko symulowanie. Nie chcę wdawać się w analizowanie słuszności bądź błędu decyzji arbitra, ale jaki my na nią mieliśmy wpływ? Żadem, zatem, o co pretensje do nas? Na dodatek po tym zdarzeniu na trybunach wywiązała się jakaś bójka między miejscowymi kibicami. Co nas obchodzą porachunki, klanowe czy międzygminne. My przyjechaliśmy rozegrać mecz, cieszyć się z gry, bo to nasze hobby a tymczasem wydawało się nam, że jesteśmy na scenie teatru absurdu. Doprawdy nie chcielibyśmy już nigdy uczestniczyć a nawet być świadkami takiego spektaklu. Co do samego meczu i naszej w nim postawy to zagraliśmy znacznie gorzej niż w zwycięskim spotkaniu z Ogniwem Piwniczna. Gospodarze może nawet mieli więcej sytuacji bramkowych, ale ich nie wykorzystali, zatem pretensje powinni kierować pod swoim adresem. W dwu przypadkach świetnie spisał się nasz bramkarz Dawid Truty broniąc w pojedynkach sam na sam. My też mieliśmy swoje okazje i też ich nie wykorzystaliśmy. Między innymi i ja powinienem zdobyć gola, ale nie udało się i nie obwiniam o to rywali tylko siebie. Chcemy jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, skoncentrować się na poprawieniu gry w kolejnych spotkaniach - dodał grający trener Watry Stanisław Strama.

Ryb

Komentarze







reklama