Zakopiańczycy, którzy wygrali czwarty mecz z rzędu niezmiennie zajmują pozycję wicelidera. Do prowadzącego Ogniwa Piwniczna tracą jednak nadal 9 punktów. W minionej kolejce piłkarze z pod Giewontu gościli w Tyliczu. Zakopiańczycy może nie tyle bali się przeciwnika, co specyficznego w Tyliczu boiska.
- Istotnie boisko naszych rywali nie było imponujące - mówi trener KS Zakopane Bartłomiej Walczak. - Dość powiedzieć, że od linii bocznej do „szesnastki” jest tam nie więcej niż 2 metry. Wydawało się, że najprostszym sposobem gry na takim wąskim ”placu” powinno być kopanie piłki w przód i walka o nią w górze. Tymczasem gospodarze zaskoczyli nas i próbowali grać dołem, rozgrywać jakieś akcje. Dla nasz była to korzystna sytuacja i pozwoliła nam na swoją grę, co w konsekwencji przyniosło nam zasłużone zwycięstwo. Gole jednak straciliśmy ze stałych fragmentów gry po „wrzutkach” piłki w pole karne. Już na początku meczu Wesołowski mógł strzelić jedną albo dwie bramki. Zdobyli je jednak kolejno Bartek Murzyn i Mateusz Babicz. Wesołowski zrehabilitował się trochę w drugiej połowie, bo strzelił dwa gole, ale nie wykorzystał rzutu karnego. Wygraliśmy, ponieważ nasz pressing znowu przyniósł spodziewany efekt, gospodarze tego nie wytrzymali, chociaż dwukrotnie doprowadzali do remisu.
Dość niespodziewanie pełną pulę zgarnęli piłkarze z Szaflar w spotkaniu z Popradem Rytro rozgrywanym w Barcicach. Stadiom w Rytrze po ubiegłorocznej powodzi nadal nie jest odbudowany.
- Spotkanie miało dwa oblicza - relacjonuje trener Szaflar Paweł Podczerwiński. - Na początku meczu gospodarze „rzucili” się na nas jak wygłodniałe wilki. Po 30 minutach tego naporu doszedłem do wniosku, że albo nas rozniosą albo „wyszumią się” i będziemy mogli coś ugrać w tym meczu. Udało się przetrzymać ten napór nie tracąc bramki w pierwszej połowie, chociaż gospodarze mieli kilka wyśmienitych okazji do strzelenia goli. Po zmianie stron w ciągu 7 minut zdobyliśmy trzy gole i to właściwie ustawiło ten mecz. Na bramkę gospodarzy odpowiedzieliśmy kolejnym czwartym golem i to nas chyba rozluźniło, zdekoncentrowało, bo w końcówce spotkania a konkretnie w 90 minucie Poprad doprowadził do kontaktu bramkowego 3-4. Prowadzący to spotkanie sędzia pokazał, że przedłuża je o 3 minuty, nie mogę zatem zrozumieć, dlaczego graliśmy jeszcze 8 minut. Udało się jednak odnieść cenne zwycięstwo szkoda, że okupione licznymi urazami, bo gospodarze grali moim zdaniem nazbyt ostro.
Teoretycznie najsłabszego rywala Victorię Witowice miał Jordan Jordanów. Remis nie jest złym rezultatem dla podopiecznych trenera Jakuba Jeziorskiego tym bardziej, że Jordan grał bez trójki podstawowych graczy: Ferka, Gromczaka i Sitarza.
- Przed tym spotkaniem remis w sytuacji kadrowego osłabienia wziąłbym w ciemno tym bardziej, że drużyna gospodarzy była chwalona w dotychczas meczach - mówi szkoleniowiec Jordana. - Po meczu mam duży niedosyt. Byliśmy zespołem lepszym grającym niezły techniczny futbol i powinniśmy wygrać. Nasi rywale grali prostą piłkę, najczęściej długimi górnymi wrzutkami w pole karne. I niestety taka „wrzutka” w ostatniej minucie meczu odebrała nam 2 punkty, bowiem gospodarze doprowadzili do remisu 2-2. Zawodnik gospodarzy wykonywał rzut wolny ze swojej połowy boiska zagrał wysoką piłkę w pole karne na tzw. „aferę”. Piłka spadła na głowę jednemu z graczy Victorii i po tej główce wpadła w okienko bramki. To był niesamowicie szczęśliwy przypadek dla gospodarzy a nasz pech. To się czasami zdarza i trzeba przejść nad tym o porządku. Ważne, że, pokazaliśmy dobry futbol a było to o tyle łatwe, że na bardzo dobrze przygotowanym boisku. Na takich boiskach gra się nam dobrze i o punkty jest łatwiej. A tak na marginesie ja w tym meczu nie grałem to grał Grzesiek Motor.
Ryb










