Wydarzeniem była zmiana lidera. Poroniec wykorzystał potknięcie Jarmuty w Waksmundzie, chociaż zanosiło się, że w Rabce czeka go trudne zadanie. Emocje w dziecinnym uzdrowisku zaczęły się dopiero w 43 min., gdy z boiska wyleciał Ustupski, a gospodarze w mig to wykorzystali obejmując prowadzenie. Wydawało się, że będą strzelać kolejne bramki, a tymczasem...opadli z sił. To źle świadczy o rabczanach, którzy całą połowę grali z przewagą jednego zawodnika i nie potrafili nie tylko powiększyć swojego bramkowego dorobku, ale również utrzymać korzystny rezultat. Przegrali w ostatnich 10 minutach. Wygrał zespół, który przez sezonem nie miał żadnych sparingów.
Jarmuta natrafiła m na silny opór Huraganu, a szczególnie na świetnie dysponowanego Rejczaka w bramce. Długo szczawniczanie będą go jeszcze wspominać. Wychodził z opresji z bardzo trudnych sytuacji. Mecz bardzo brutalny, wręcz chamski, z polowaniem na kości. Efektem 10 „zółtek” i 2 czerwone kartki. Jedna „czerwień” pokazana została po meczu. Delikwent na pewno długo sobie odpocznie od piłki.
W dolnych rejonach również toczy się zażarta walka o punkty. Trzy kroki na drodze do utrzymania zrobiła Zapora. Kluszkowianie, wzmocnieni zawodnikami czwartoligowego Lubania Maniowy, pewnie ograli Wiatr. Nie wykorzystała atutu własnego boiska walcząca o byt Sokolica. Przegrała z Orkanem. Być może przyczyną porażki było zbyt długie oczekiwanie na rozpoczęcie meczu ( 45 min.), gdyż Orkan przyjechał bez kart zdrowia. Sędziowie okazali się łaskawi i czekali aż kierownictwo dowiezie niezbędne dokumenty. Gospodarze przeważali, ale grali bardzo nieskutecznie. Szczególnie celownik u Orkisza był fatalnie nastawiony. Orkan w drugiej połowie stworzył jedną sytuacje, ale na wagę trzech punktów i oddalił się od strefy spadkowej.
Coraz gorsza sytuacja jest z Frydmanem. Piłkarze ZOR-u zostali zdominowani przez Czarnych, którzy tradycyjnie każdą rundę dobrze zaczynają. Być może tym razem włączą się do walki o awans. Z kolei ich rywal, jeśli myśli o przedłużeniu ligowego bytu, musi szybko zabrać się do roboty, zacząć grać lepiej i wygrywać.
Ciekawy mecz odbył się z Tylmanowej. Gra była płynna i ciekawa, z dużą ilością goli i tylko jedną kartką oraz zaskakującą dramaturgią. Początkowo dominowali lipniczanie, ale potem do głosu doszedł Lubań, który prowadził 2:0. Jednak zdrzemnął się między 82 a 88 minutą i dał się dogonić. Gospodarzy wytrzymali psychicznie ten wstrząs i tylko minutę pozwolili się cieszyć gościom z jednego punktu.
Nic dobrego nie można powiedzieć o meczu w Chabówce. Gospodarze co najmniej o klasę ustępowali rywalowi, chociaż wynik o tym nie świadczy. Orawa grała nieskutecznie, a wyższość udokumentowała dopiero w 87 min. Dużo było ostrej gry, okraszonej ośmioma kartkami.
Stefan Leśniowski










