26.04.2011 | Czytano: 1187

VI liga: Udane Święta Jordana i Zakopanego

Podhalańskie drużyny występujące w nowosądeckiej VI lidze mecze przedświątecznej kolejki rozegrały na wyjazdach. Dla Jordana Jordanów i KS Zakopanego była to nader udane występy, bo obie drużyny wygrały. Zatem piłkarze tych zespołów mieli udane Święta Wielkanocne.

Remis z Kaminicy przywieźli piłkarze Szaflar, ale w ich przypadku o radosnych świątecznych nastrojach nie mogło być mowy. Wynik 1-1 na boisku zdecydowanego outsidera Gorców Kamienica jest dla Podhalan stratą dwu punktów a nie zyskiem jednego.

Nasz wicelider Jordan Jordanów wygrał z Grodem Podegrodzie 1-0. Taki też był wynik jesiennej potyczki tych drużyn w Jordanowie i wtedy wygrali goście - podegrodzianie. Zatem rewanż naszej podhalańskiej drużynie udał się w pełni. Jordan utrzymał drugie miejsce w tabeli a nawet zbliżył się do lidera Ogniwa Piwniczna, bo ci przegrali z Przełęczą w Tyliczu.

- Cieszymy się ze zdobycia trzech punktów a nie ze zbliżenia się do Ogniwa - mówi trener Jordana Jakub Jeziorski. - Zwycięstwo w Podegrodziu wywalczyliśmy po twardej walce z dobrym zespołem. Na boisku w Podegrodziu spotkały się dwie równorzędne jedenastki i każde rozstrzygnięcie było możliwe. Tym niemniej twierdzę, że to my mieliśmy odrobinę więcej sytuacji bramkowych i z tego punktu widzenia nam należała się wygrana. Samo spotkanie nie obfitowało w wiele okazji do zdobywania goli, co jednak nie znaczy, że mecz był słaby. Akcje były na ogół płynne, ale tylko do stref obronnych, później trudno było wypracować sobie dogodną pozycję strzelecką. Z tego też powodu gospodarze zagrażali nam tylko ze stałych fragmentów gry, my oprócz zdobycia gola z rzutu wolnego mieliśmy okazje po akcjach z głębi pola. Już w 1 minucie Paweł Gromczak minimalnie chybił obok spojenia po centrze Masteli później Motor strzelał z ostrego kąta, ale w bardzo dobrym stylu obronił bramkarz gospodarzy. W drugiej części meczu Mastela miał sytuację sam na sam, ale minimalnie przestrzelił.

Wygraną 2-1 z Jodłownika przywieźli też zakopiańczycy.

- Cieszy oczywiście wygrana na boisku rywala - mówi trener KS Zakopane Bartłomiej Walczak. - Nie było to zwycięstwo w wielkim stylu, ale liczą się punkty i o to w tym meczu chodziło. Wywalczyliśmy je w sposób pewny mając kontrolę nad wynikiem do samego końca spotkania. Gospodarze bramkę zdobyli już praktycznie na zakończenie meczu. Mimo pewnej wygranej nie mogę powiedzieć, że było to łatwe zwycięstwo. Drużyna Jodłownika wcale nie jest takim słabym zespołem jak wskazuje tabela. Ich wygrana z liderem Ogniwem Piwniczna wcale nie była przypadkowa. Tym razem ustrzegliśmy się błędów w obronie i to był klucz do wygranej. Poza zdobyciem dwu goli mieliśmy trzy sytuacje bramkowe: jedną jeszcze zdobywca obu dla nas goli Wesołowski, Król i Dudziak. Gospodarze takich szans nie mieli. Wystąpiliśmy w tym meczu bez Roberta Frasunka pauzującego za żółte kartki i kontuzjowanego Kłosowskiego. Z powodzeniem zastąpili ich juniorzy Klimek Walczak-Wójciak i Damian Długosz.

O dużym rozczarowaniu mogą mówić kibice Szaflar. Nasza drużyna opromieniona wygraną w minionej kolejce 2-0 w Kobylance jechała do outsidera w roli zdecydowanego faworyta. O ile w Kobylance Szaflary grały mocno osłabione kadrowo, na skutek kar za kartki to do Kamienicy drużyna pojechała praktycznie w optymalnym składzie. I chociaż szaflarzanie zagrali słabe spotkanie wydawało się, że wywiozą komplet tak potrzebnych im punktów. Prowadzili 1-0 niestety praktycznie w przedłużonym czasie gry stracili gola i tak naprawę dwa punkty, bo w tej sytuacji remis jest stratą a nie zyskiem. Na jesieni Szaflary u siebie też zremisowały z Gorcami 1-1, ale wtedy zdołały wyrównać w dramatycznych okolicznościach, gdy goście mieli liczebną przewagę trzech graczy na boisku. Od tego jesiennego spotkania z Gorcami zaczął się jednak regres w wynikach szaflarzan i oby ten syndrom się nie powtórzył.

Ryb

Komentarze







reklama