- Jesteś jak wino. Forma strzelecka jak za dawnych lat.
- Młodzi dopingują mnie do pracy. Jestem najstarszy w drużynie i muszę na każdym treningu dać z siebie wszystko, by udowodnić młodzieży, że nie jestem słaby. To żart. Cieszę się z tego co osiągnąłem, ale nie byłoby to możliwe gdyby nie partnerzy w formacji. Przyjemność była z nimi grać. Po przedsezonowych zawirowaniach byłem bardzo ciekaw jaki będzie ten sezon. Na szczęście udało się na tyle odbudować formę, że mogłem pomóc drużynie. To było najważniejsze.
- Jak czujesz się wśród młodych. Jesteś dla nich wymagającym profesorem czy srogim tatusiem?
- Trzeba o to spytać chłopaków. Wydaje mi się, że znaleźliśmy wspólną wieźć porozumienia. Oni wiedzą czego wymagam. Nie było żadnych problemów między nami. Staram się być sobą i oni o tym dobrze wiedzą.

- Stać było ten zespół na więcej?
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale nie zapomnijmy o tym, że latem Podhale było na krawędzi. Przez pewien czas wydawało się, że nie zagra w PLH. Udało się wygrać baraże i chwała za to chłopakom. Po sezonie zasadniczym zajęliśmy siódme miejsce i ustawiono nas w roli teoretycznie słabszego w play off. Mecze z Unią pokazały jednak, że jesteśmy w stanie walczyć jak równy z równym z tuzami ligi.
- Czego zabrakło, by przejść Unię?
- Skuteczności. W meczach u siebie mieliśmy mnóstwo sytuacji i spokojnie jedno ze spotkań mogliśmy przechylić na swoją korzyść. Z piątego miejsca też należy się cieszyć, bo zapowiadało się znacznie gorzej.

- Brałeś ostatnio udział w meczu charytatywnym dla Bartka Nowaka. To nie pierwszy twój udział w takim meczu.
- Kolejny raz pokazaliśmy, że w cierpieniu potrafimy się zjednoczyć. Trzeba pomagać ludziom, którzy takiej pomocy potrzebują. Otrzymałem zaproszenie i z radością z niego skorzystałem. Była fajna ekipa z Mariuszem Czerkawskim, Waldkiem Klisiakiem, Mariuszem Puzio na czele, którzy kiedyś stanowili o sile polskiego hokeja. Moim marzeniem jest, by raz w roku taki mecz charytatywny rozgrywany był w Nowym Targu. Żeby na stałe wszedł do kalendarza. Cel na pewno się znajdzie.
- Mówiłeś o zawirowaniach. Dwa razy opuszczałeś Nowy Targ. Dlaczego zdecydowałeś się na takie kroki?
- Do Krynicy pojechałem po zawirowaniach z trenerem Stanisławem Małkowem. Dogadaliśmy warunki kontraktu, ale potem diametralnie zmieniła się sytuacja. Otrzymałem propozycję z KTH i z niej skorzystałem. Jeśli chodzi o przejście do Sosnowca, to zwodzili mnie prezesi, którzy jak się później okazało razem z trenerem nie byli zainteresowani moją osobą. Dostałeś świetną propozycję finansową i grzech byłoby z niej nie skorzystać. Niczego nie żałuję. Zobaczyłem jak hokej wygląda w innych klubach.

- Do rozstania z zagłębiem doszło...
- Zarząd w lipcu podziękował mi za współpracę. Nie wiem dlaczego tak się stało. Teraz mogę stwierdzić, że opatrzność czuwała nade mną, bo wiemy jak ten sezon wyglądał w Zagłębiu.
- Ile jest prawdy w tym, że przechodzisz do Sanoka?
- (śmiech). Nic mi na ten temat nie wiadomo. Mam kontrakt do 30 kwietnia z Podhalem i chcę go wypełnić. Żadnych rozmów nie prowadzę. Nie wiem czy ktoś będzie zainteresowany moją osobą. Chciałbym zostać w Nowym Targu, ale co przyniesie kolejny miesiąc, to Bóg raczy wiedzieć. Życie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy. Mam nadzieję, że w Podhalu wszystkie sprawy zostaną dograne. Znajdą się ludzie, którzy wesprą nowotarski hokej. Nie ukrywam, że chciałbym jeszcze powalczyć o najwyższe cele.
Stefan Leśniowski










