Kibice, którzy wybrali się na mecz, w tym 30 –osobowa grupka z Gdańska – nie żałowali. Oba zespoły zademonstrowały ekstraklasowy hokej, ale nie mogło być inaczej, skoro w składach aż roiło się od zawodników, który grali w PLH. Sporo było walki, strzałów i parad bramkarzy.
Zespoły rozpoczęły potyczkę bardzo uważnie, by nie popełnić błędu. Zabezpieczały tyły i dopiero po przechwyceniu krążka „próbowały” atakować. Nie był to jednak atak na hura. Wywarzony, by przypadkiem rywal nie wyprowadził kontry. Trema też dawała znać o sobie.
Kto popełni pierwszy błąd? Popełniło Podhale w 14 minucie. Wykorzystał go Stasiewicz. „Szarotki” rzuciły się do odrabiania strat, ale świetnie między słupkami hokeistów z nad morza spisywał się Maza. Inna sprawa, że nie był w jakiś wielkich tarapatach, bo likwidował jedynie strzały z dystansu. Nikt nie szedł z Podhalan na dobitkę. Jak się atakuje, to narażonym się jest na kontry. W 23 minucie na kontrę nadziali się górale i gdańszczanie prowadzili już 2:0. Zapewnili sobie komfort grania, więc mogli spokojnie realizować taktykę wyczekiwania i czyhania na błąd przeciwnika. Ten z kolei nie miał nic do stracenia i zmuszony został do atakowania. Górale wzmocnili atak i w 35 minucie przyniósł efekt. Zdołali odczarować bramkę Mazy, ale radość z kontaktowego gola nie trwała długo. Przeciwnik potrzebował zaledwie 10 sekund, by zmącić radość w szeregach Podhalan. Podciął zaś skrzydła w 42 minucie. Manko „Szarotek” wynosiło już trzy gole. W poczynania nowotarżan wkradła się nerwowość. Akcje nie były tak składne. Gol Kmiecika w 48 minucie – jak się później okazało - był na otarcie łez. 3 sekundy przed końcową syreną gdańszczanie trafili do opuszczonej nowotarskiej świątyni, którą 2 minuty wcześniej opuścił Niesłuchowski.
- Wyszliśmy stremowani, ale o dziwo po stracie bramki, dość nieszczęśliwej, opanowali stres i ruszyli do ataku. W przerwie dostali reprymendę i instrukcje atakowania. Niestety nadzialiśmy się na kontrę. Kluczowy moment pojedynku nastąpił w 35 minucie. Najpierw zdobyliśmy kontaktowego gola, by jeszcze w tej zmianie po 10 sekundach pozwolić gdańszczanom na odpowiedź. W trzeciej tercji mieliśmy strzelać jak najwięcej, ale kolejna kontra nas przystopowała. 2 minuty przed końcem wycofaliśmy bramkarze, nie wychodziliśmy z jego tercji, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu – komentuje kierownik drużyny Podhala, Tadeusz Puławski.
MMKS Podhale Nowy Targ – Stoczniowiec Gdańsk 2:5 (0:1, 1:2, 1:2)
Bramki dla Podhala: Michalski, Kmiecik.
MMKS Podhale: Niesłuchowski; W. Bryniczka – Szumal, R. Mrugała – Cecuła, Gacek – Gaczoł; Daniel Kapica – K. Bryniczka – K. Sulka, Michalski – Neupauer – Kmiecik, Wcisło – Puławski – Kos, Kolasa – Woźniak – P. Wielkiewicz. Trener Łukasz Gil.
Stefan Leśniowski










