07.04.2025 | Czytano: 1454

THL. Grad goli i emocji. Tyszanie mistrzem!

To był ostatni akord ligowego sezonu. No i mieliśmy wisienkę na torcie, bo najważniejsze rozstrzygnięcie rozegrało się w siódmym meczu.


 
Oba zespoły chciały sięgnąć po wisienkę, ale  sięgnęli po nią tyszanie, którzy  po raz szósty w historii wywalczyli złote medale pokonując w zaciętym śląskim finale Tauron Hokej Ligi GKS Katowice. Hokeiści GKS Tychy wrócili na tron po pięciu latach przerwy. Dla katowiczan był to drugi z rzędu przegrany finał mistrzostw Polski.
 
Zaczęło się zgoła nieoczekiwanie. Zaraz po wznowieniu na środku lodowiska katowiczanie wtargnęli do tercji wyszli z niej dopiero po 185 sekundach, gry krążek znalazł się w tyskiej bramki. Pasiut wywalczył krążek zza bramką, wyjechał przed  nią i zagrał na drugi słupek, gdzie Dupuy dołożył łopatkę kija i Fuczik skapitulował. Wydawało się, że katowiczanie pójdą za ciosem, bo gospodarze byli w szoku. Tymczasem oddali inicjatywę rywalowi i katowiczanie zaczęli popełniać błędy. Mieli problemy z wystrzeleniem krążka z własnej tercji. No i to się zemściło. Mroczkowski zapominał pokryć pod bramką Komorskiego, a ten to wykorzystał doprowadzając do wyrównania. Kolejne minuty to przewaga tyskiego zespołu. Katowiczanie mieli sporo problemy z wyjście składną akcją z własnej tercji. Murray miał zdecydowanie więcej pracy niż jego vis a vis Fuczik.
 
Drugą tercję gospodarze rozpoczęli od ataków, które przyniosły im trafienie Vittanena w zamieszaniu podbramkowym. Trener Jacek Płachta poprosił o weryfikację wideo, ale sędzia nie dopatrzył się błędu. Katowiczanie fatalnie zachowywali się we własnej tercji. Przy tym golu ponownie zawinił Mroczkowski. Zauważył to szkoleniowiec katowiczan i w trzeciej tercji byłego gracza Podhala już nie widzieliśmy na lodzie. Tyszanie robili co chcieli, ogrywali ich jak juniorów i tylko Murray trzymał wynik.  To w końcu musiał się zakończyć stratą gola. Gospodarze wyprowadzili dwójkowa kontrę,  którą nikt nie zatrzymał i Bryk wpisał się na listę strzelców. W tym momencie tyszanie byli blisko tytułu. Teraz  goście już musieli zaatakować, postawić wszystko na jedną kartę. Próbowali atakować, ale brakowało w nich wykończenia, a grę w tyłach nie poprawili i przeciwnik miał kolejne okazje na podwyższenie prowadzenia.  
Emocje były ogromne i na tafli raz po raz dochodziło do starć zawodników. Po bijatyce na ławkę kar odesłani zostali Allen i Dupuy, natomiast po przepychankach kapitanów obu drużyn Komorskiego i Pasiuta sędziowie okazali się pobłażliwi i nie nałożyli na nich upomnień. Katowiczanie próbowali gonić wynik. W końcówce wycofali bramkarza i kontaktową bramkę zdobył Dupuy. Na więcej nie było ich już stać. Zwycięstwo tyszan na 3 sekundy przed końcem strzałem do pustej bramki przypieczętował Heljanko.
 
GKS Tychy – GKS Katowice  4:2 (1:1, 2:0, 1:1)
0:1 Dupuy – Pasiut (3:05)
1:1 Komorski – Łyszczarczyk – Kakkonen (9:57)
2:1 Vittanen – Paś – Pociecha (27:58)
3:1 Bryk – Jeziorski (30:27)
3:2 Dupuy – Sokay – Anderson (56:15 grając bez bramkarza)
4:2 Heljanko (59:57 do pustej)
Stan rywalizacji do czterech wygranych 4:3.
Katowice: Murray  - Englund, Runesson, Wronka, Pasiut, Magee - Norberg, Verveda, Dupuy, Sokay, Mroczkowski - Koponen, Varttinen, Bepierszcz, Anderson, Kallionkieli - Maciaś, Smal, Michalski, Salituro, Jonasz Hofman. Trener Jacek Płachta.
Tychy: Fucik - Allen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko - Viinikainen, Kakkonen, Lehtonen, Monto, Jeziorski - Ciura, Kaskinen, Paś, Alanem, Viitanen - Pociecha, Ubowski, Łarionows, Turkin, Gościński. Trener Pekka Tirkkonen.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama