26.03.2025 | Czytano: 1518

THL. Tyszanie w połowie drogi do złota

Pierwszy mecz finałowy zakończył się różnicą jednego gola, czyli można powiedzieć, że tradycji stało się zadość. Bowiem w sezonie zasadniczym trzy mecze tych zespołów kończyły się różnicą jednego trafienia.



 
Przed drugą finałową potyczką zadawaliśmy sobie pytanie czy również dzisiaj potyczka zakończy się podobnie. Nie zakończyła. Katowiczanie mieli problemy z pokonaniem Fuczika, a w dodatku popełniali błędy w grze obronnej. Można powiedzieć, że zostali znokautowani.
 
Katowiczanie rozpoczęli z wielkim animuszem. Stworzyli sobie cztery dogodne sytuacje, ale ich nie potrafili zamienić na bramkę. Dwukrotnie świetnie interweniował Fuczik po strzałach Dupuy. Sport jest brutalny i  przekonali się o tym podopieczni Jacka Płachty. 15 sekund wstrząsnęło jego drużyną. Mało agresywne zachowanie w grze obronnej  i Alanen otworzył wynik spotkania. Jeszcze dobrze nie zapisaliśmy strzelca i asystentów, a już hala w Tychach eksplodowała radością po  trafieniu Allena. Za takie błędy w defensywie słono katowiczanie zapłacili. W dodatku w końcówce pierwszej tercji dwóch graczy Jacka Płachy odesłanych zostało na ławkę kar.
 
Goście sami zgotowali sobie taki los, grając niezdyscyplinowanie, odwrotnie niż ich rywal.  Musieli więc  zacząć drugą odsłonę w trójkę. W takim składzie skutecznie  odparli ataki gospodarzy grających w komplecie. Pierwsza minuta tej tercji mogła być kluczowa dla  meczu. Również katowiczanie nie zdobyli gola w pierwszej swojej przewadze. Wypracowali sobie sytuacje, nie wychodzili z tercji gospodarzy, ale skuteczność wołała o pomstę do nieba.  Mroczkowski miał najlepszą okazję.  Tymczasem kolejny „wielbłąd” gości został wykorzystany z zimną krewią przez Kakkonena.
 
W 48 minucie tyszanie zdobyli gola w przewadze (Michalski na ławce kar). To pierwsza liczebna przewaga wykorzystana w tej finałowej serii. Za moment Łyszczarczyk znalazł dziurę między nogami Murraya. Katowiczanie popsuli wieczór Fuczikowi, wykorzystując w 59 minucie moment dekoncentracji tyskiej obrony. Michalski dobił swój strzał.
 
GKS Tychy – GKS Katowice 5:1 (2:0, 1:0, 2:1)
1:0 Alanen – Paś – Viitanen (10:56)
2:0 Allen – Gościński (11:11)
3:0 Kakkonen – Jeziorski – Viinikainen (38:35)
4:0 Heljanko –  Allen – Jeziorski (47:11 w przewadze)
5:0 Łyszczarczyk – Heljanko - Komorski  (48:45)
5:1 Michalski – Smal – Maciaś (58:46)
Stan rywalizacji do czterech wygranych 2:0
Tychy Fucik - Allen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko - Viinikainen, Kakkonen, Lehtonen, Monto, Jeziorski - Ciura, Kaskinen, Paś, Alanem, Viitanen - Bizacki, Ubowski, Łarionows, Turkin, Gościński. Trener Pekka Tirkkonen
Katowice: Murray - Englund, Runesson, Wronka, Pasiut, Magee - Norberg, Verveda, Dupuy, Sokay, Mroczkowski - Koponen, Varttinen, Bepierszcz, Anderson, Kallionkieli - Maciaś, Smal, Michalski, Salituro, Jonasz Hofman. Trener Jacek Płachta
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama