18.10.2023 | Czytano: 7222

Damy nowotarskiego hokeja

Mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi mądra kobieta. Jak to wygląda w nowotarskim hokeju?



 
Coraz częściej słyszymy o sukcesach kobiet w świecie sportu. Zdobywają medale, wygrywają międzynarodowe zawody, swoją wytrwałością i pokorą udowadniają, że to właśnie kobiety mogą triumfować w sporcie, a nawet nim zarządzać, coś co było domeną mężczyzn.   W historii nowotarskiego hokeja były kobiety, które wywarły ogromny wpływ na całe środowisko – wbrew wszystkiemu i wszystkim.
 
Alfa i omega
 
Pierwszą kobietą, która co prawda nie była prezesem, ale nikt nie miał wątpliwości, że  rządziła klubem  była Stanisława Soczek.  Dla jednych „Mama” dla innych „Dzidka”. Przez blisko ćwierć wieku była alfą i omegą Podhala. Przyjaciółką sportowców i nie będzie przesady jeśli napiszę, że symbolem Podhala. Przykuwała wzrok niesamowicie kolorowymi strojami.  Na jej twarzy nieustannie widniał uśmiech. Była pogodną osobą, która słynęła z dowcipów Nawet największego mruka potrafiła rozbawić, doprowadzić go do łez opowiadając kawały. Nie raz bardzo pikantne. Wszyscy znali ją  od tej strony i tylko czekali kiedy wypali z nową „twórczością”. 
 
Mówili na nią „Mama”, bo dla wszystkich hokeistów była jak matka, dbała o nich, żyła ich osobistymi sprawami i pomagała je rozwiązywać.  To był wulkan energii, dla którego nie było sprawy nie do załatwienia.
 
  - Potrafiła załatwić wszystko, od najdrobniejszej do bardzo „grubej” sprawy. W klubie spędzała niemal cały dzień, więcej niż w domu. Przychodziła do niego, gdy było ciemno i wychodziła po…ciemku. Pracowita jak przysłowiowa mrówka – mówił o niej Edmund Dereziński, który przez 20 lat pełnił w zarządzie funkcję prezesa finansowego, a to z tej racji, że był dyrektorem Banku Rolnego.
 
Była sekretarką, która dbała o historię klubu. W zeszytach akademickich wklejała wycinki z gazet  po każdej kolejce spotkań. Każdy artykuł, który ukazał się na temat „Szarotek” miał swoje miejsce w akademickim zeszycie. Szkoda, że po jej odejściu zeszyty zaginęły. Była  niepocieszona, gdy się o tym dowiedziała. „ Historię szlag trafił, bo komuś zeszyty zawadzały” – w swoim stylu skomentowała.  Nikt po niej nie próbował  kontynuować rozpoczętego dzieła.    
 
Gdy prowadzono akcję „Złóż złotówkę na dachówkę”, by zadaszyć lodowisko, każdego kto przychodził do klubu witała zawołaniem: „Kup pan cegłę”. Klub wtedy nie był dla nikogo zamknięty. Drzwi były szeroko otwarte. Każdy mógł przyjść, pogadać, zaproponować pomoc, czy też w kawiarence (tutaj spotykali się zwolennicy karcianych gier) obejrzeć mecze w telewizji. Głównie z ligi czechosłowackiej.  Podczas spotkań wyjazdowych Podhala tłumy kibiców gromadziły się w budynku klubowym, by „Dzidka” podała wynik spotkania. Wtedy nie było internetu, radio i telewizja nie podawały wyników w tym samym dniu, a „Mama” miała swoje kanały i po każdej tercji dysponowała danymi.   Pamiętam jak nie mogła się dodzwonić do Torunia. Wtedy wkręciła numer  na Milicję w grodzie Kopernika, podała się za sekretarkę sekretarza PZPR w Nowym Targu i dyżurujący w komisariacie w locie błyskawicy oddzwonił i podał końcowy wynik spotkania.  Ten podstęp kilka razy powtarzała. Choćby wtedy, gdy PKS nie podstawił na czas autokaru, którym hokeiści mieli się udać na wyjazdowe spotkanie. Po telefonie do firmy, za moment podjechały pod klub trzy autobusy! Gdy kibice nie potrafili załatwić  biletów na ważne mecze na Śląsku, „Mama” wkraczała do akcji. Używała swoich podstępów i forteli, obiecanek, a miłe słowa otwierały serca włodarzy śląskich klubów, którzy przydzielali pulę biletów dla fanów „Szarotek”.
 
Niemal do ostatnich swoich dni pracowała. Była sędzią stolikowym.  Czasami narzekała, że nie ma sił, ale kiedy przychodziła na lodowisko, to dostawała takiej adrenaliny, że jej nie poznawałem.
 
Hokejowy Mont Blanc
 
„Gdzie diabeł nie może, to babę pośle” - powiedzenie zapewne wszyscy znają, jak i to „ że baba z wozu koniom lżej”. Ale to takie chłopskie gadanie. W przypadku prezes Agaty Michalskiej, to guzik prawda. Po raz pierwszy za sterami najbardziej utytułowanej drużyny hokejowej w naszym kraju, stanęła kobieta.  Wpadła w środowisko hokejowe jak szczupak do socjety objedzone w karpie, które wolą pływanie w mętnej wodzie. „Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału, tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień” – ta sentencja wypowiedziana przez byłego prezydenta USA Jamesa Madisona oddaje sytuacji, w jakiej się znalazła?  I przez taki ogień przeszła.
 
Borykała się z ogromnymi problemami, ale jak się wyżej rzekło „gdzie diabeł nie może…”  Mówi się, że za sukcesem mężczyzn stoi mądra kobieta. I tak było.   Poradziła sobie ze wszystkimi trudnościami, sportowymi, personalnymi  i  trudną sytuacją finansową. Bardzo szybko ustaliła program ratunkowy popularnych „Szarotek” i krok po kroku z dobrym skutkiem go realizowała.
 
Podczas naszego pierwszego wywiadu opowiedziała jak zdobywał aszczyt Mont Blanc. Pasjonuje się wspinaczką górską. Zdobyła również Gerlach, ale w 2012 roku wybrała się na najtrudniejszą wyprawę. Szczyt PHL nie zalicza się do ośmiotysięczników, ale mozolnie dążyła, by go sforsować. Zakasała rękawy i nie narzekała, że przejęła klub w długach. By  wspiąć się na szczyt nie potrzebowała  czekana i lin. Więc czego?
 
- By wspiąć się na Mont Blanc trzeba być dobrze przygotowanym fizycznie. W przypadku, o którym mowa, potrzeba czegoś więcej – mówiła w wywiadzie dla „Sportowego Podhala”, Agata Michalska. - Worka pieniędzy, determinacji w tym co się robi i nieprawdopodobnej siły charakteru, by przeciwstawić się wszystkim przeciwnościom losu. Czasami wydaje nam się, że zmierzamy w dobrym kierunku, a tymczasem następuje mocne potknięcie, czy też ktoś się wycofuje i wracamy do punktu wyjścia. To powoduje, że cały czas jesteśmy w pogoni za budżetem. Sukces to składowa wielu czynników. Jednym z nich jest każde odniesione zwycięstwo, bo ono niewątpliwie motywuje. Jest jednak druga strona budowania sukcesu – to umiejętność przechodzenia przez porażki, nie tylko wynikające z gry, ale także funkcjonowania klubu. Trzeba umieć na nie odpowiednio reagować, by cokolwiek osiągnąć. I przede wszystkim nie można się poddawać.
 
- Idziemy do przodu biednie, ale solidnie. Zadłużenia nie wyeliminowaliśmy do zera, ale cały czas go zmniejszamy. To powoduje, że będziemy stabilni i mocniejsi – mówiła Sportowemu Podhalu w grudniu 2013 roku.  - Angażujemy się w sport, by nasi zawodnicy wyrośli na mocne, dojrzałe jednostki – powiedziała podczas podsumowania sezonu 2014/15. Najlepszy działacz sportowy w 2014 roku w plebiscycie Hokejowe Orły.
 
Potrafiła stworzyć jedną rodzinę i wyróżniać zawodników wszystkich sekcji -  za wyniki, za postawę na boisku i poza nim.  Podczas swojej prezesury dążyła do tego, by wychowankowie wrócili do klubu. Mozolnie, w miarę możliwości finansowych, realizowała ten plan. Wszystkich nie udało się namówić, ale z tego co dokonała  miała satysfakcję, bo trzykrotnie sięgała po brązowy medal.
 
- Radość trudna do opisania – mówiła wtedy.  – Drużyna wykonała w 150 % plan.  Czy to się naprawdę dzieje? Dla mnie jest to złoty zespół. Brązowy medal jest wielką rzeczą jaka kiedykolwiek mnie spotkała. Chłopacy są złoci, bo potrafią walczyć do końca. Pokazali wszystko co mieli najlepszego.
 
Jak się rzekło, przejęła klub w trudnym okresie, bardzo zadłużony, ale zakasała rękawy i nie narzekała. Nigdy nie powiedziała złego słowa na swoich poprzedników.  A  mogła to zrobić, wypłakiwać się do mediów, ale pokazała wielką klasą. Nie wszystkich na to było stać.
 
Powierzyła funkcję pierwszego trenera Markowi Ziętarze i był to strzał w dziesiątkę. - Jeśli mamy wydać 500 euro na przeciętnych obcokrajowców, to wolę ogrywać swoich wychowanków. To przyszłość Podhala i polskiego hokeja. Nawet kosztem wyników – mówił  Marek Ziętara, po objęciu funkcji trenera.
 
„Kapelusze z głów”? – powinni powiedzieć ci,  którzy narzekali na Ziętarę, wieszali na nim psy, że  słabo stawiał na młodzież. No to jak się mają czyny jego następców? Z armią obcokrajowców i bez medali? Ziętara  był ostatnim, który wprowadził największą liczbę wychowanków do pierwszego zespołu i tego historia mu nie odbierze. Podobnie jak i tego, że z dna wyciągnął zespół.
 
Agata Michalska potrafiła przyciągnąć sponsorów, może nie z sześcioma zerami na koncie, ale takich, którzy pozwolili żyć. Skromnie, ale żyć na miarę brązowych krążków.  Zorganizowała wspaniałe 80- lecie klubu.
 
Były też – jak w życiu - nietrafne decyzje.  Aleksander Bielawski  - to nietrafiony trenerski transfer. Łotysz z bogatym sportowym  CV okazał się uzależniony od napoi wyskokowych. Po pierwszym półfinałowym spotkaniu został odsunięty przez władze klubu od prowadzenia zespołu. Wtedy obowiązki głównego trenera przejął dotychczasowy asystent Andriej Parfionow i zdobył medal.   Z kolei Witalij Semeczneko musiał iść  do sądu, by odzyskać wynagrodzenie,  po zerwaniu kontraktu.  Doszło do ugody.
 
Iść w ślady poprzedniczek
 
Aktualnie Podhalem rządzi druga kobieta prezes -  Natalia Charyasz. Czy pójdzie w ślady swoich poprzedniczek?  Jej droga dopiero się zaczęła i również wiedzie przez cierniste krzewy. Postawiła rozwinąć „Szarotki”, które w ostatnich latach wyraźnie zwiędły. Główny akcjonariusz spółki ogłosił konkurs na prezesa, ale ten, który się zgłosił nie znalazł uznania w oczach komisji. Wtedy ona przejęła ster. Sprawy drużyny, spółki nie były jej obce, bo już w poprzednim sezonie sprawowała rolę po. prezesa, po rezygnacji poprzedników. W klubie pracuje od maja 2016 roku.   Za wcześnie na ocenianie jej samodzielnej  działalności, na to przyjdzie czas, choćby po pierwszym sezonie. Udało jej się ściągnąć sponsora, firmę PZU, a to podstawa, by zacząć myśleć o budowie zespołu. Powrócili do drużyny wychowankowie – Patryk Wronka i Damian Kapica. Zakontraktowała graczy znany z ligi jak Michael Cichy i Alex Szczechura. Wokół tych zawodników zbudowała zespół. Nie wyszedł jej  transfer z trenerem. Zatrudnienie po raz drugi w klubie szkoleniowca, na którym sparzyła się jej poprzedniczka, nie było przemyślanym krokiem. Na razie posiłki się nie spłacają, ale mamy nadzieję, że ze szczytową formą trafią na decydującą fazę czempionatu.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama