Hokeiści ze Stanów Zjednoczonych wciąż sucha stopą przechodzą kolejne mecze. W meczu otwarcia mogli nieco zaskoczyć wygraną 4:1 z faworyzowanymi Finami, a w drugim podopieczni Davida Quinna rozgromili Węgry 7:1. Dzisiaj wygrali z Niemcami, ale zwycięstwo wytargali w ostatniej odsłonie. Nasi zachodni sąsiedzi mają najtrudniejsze drabinkę. W pierwszych dwóch pojedynkach rozegrali dwa mecze z przeciwnikami ze Skandynawii. Byli jednak więcej niż równymi rywalami i pokazali, że zdecydowanie trzeba się z nimi liczyć. Kilkakrotnie „grozili” Szwedom, ale nie zdobyli gola i przegrali 0:1. Dzień później znów bardzo dobrze spisały się z gospodarzami Finów, ale nie zdołały utrzymać prowadzenia 2:1 i przegrały 3:4. Dzisiaj też prowadzili po 40 minutach, ale w trzeciej tercji dali sobie je odebrać.
Obie drużyny bardzo ostrożnie wchodziły w mecz, a widzowie w Tampere długo czekali na pierwszą okazję do zdobycia bramki. Niemcy byli bardziej aktywną drużyną, ale Amerykanie mieli pierwszą szansę. W 7. minucie Michael Eyssimont uciekł, ale bramkarz Mathias Niederberger dobrze interweniował. Bramkarz Niemców miał dużo szczęścia w 13. minucie. Alex Tuch uderzył z niebieskiej linii. Jednak jego strzał tylko zachwiał strukturą bramki. Druga tercja przyniosła znacznie więcej okazji niż pierwsza tercja. W 26. minucie Stany Zjednoczone objęły prowadzenie, gdy Ronnie Attard trafił w łyżwy obrońcy, a krążek szczęśliwie znalazł się w siatce. Niemcy grali dobrze. Najpierw w osłabieniu zdobyli gola, a 5 sekund przed końcem odsłony objęli prowadzenie. Do trzeciej tercji niemiecka drużyna weszła z obiecującym jednobramkowym prowadzeniem, ale i tym razem nie udało się wygrać. Najpierw w 46. minucie Sean Farrell wyrównał, a 10 minut później napastnik Matt Coronato ukarał rywala za faul Seidera z Detroit, dając swojej drużynie zwycięstwo. Niemcy próbowali gry bez bramkarza na dwie minuty przed końcem. DeSmith trzymał swoją drużynę i zasłużenie odebrał nagrodę zawodnika meczu.
Niemcy – USA 2:3 (0:0, 2:1,0:2)
0:1 Attard – Eyssimont – Tynan (25:39)
1:1 Soramiess – M. Muller – Seider (30:23 w osłabieniu)
2:1 Schutz – Tuomie (39:55)
2:2Farrell – Hutson (45:58)
2:3 Coronato – Perunovich – Tynan (54:50 w przewadze)
Niemcy: Niederberger – Seider, M. Muller, Noebels, Kahun, Peterka – Wissmann, J. Muller, Ehl, Strum, Soramies – Huttl, Wagner, Kasstner, Wiederer, Tiffels – Gawanke, Szuber, Szutz, Stachowiak, Tuomie.
USA: DeSmith, Perbix, Samberg, A. Tuch, Bonino. Grimaldi – Perunovich, Thrun, Garland, O’Connor, Eyssimont – Hutson, Mackey, Mazur, Tynan, Gauthier – Attard,, Bjork, Coronato, Farrell, L. Tuch.
Kanadyjczycy mają, jak co roku, najwyższe ambicje. Podopieczni trenera Andre Tourigny’ego, skądinąd trenera drużyny Arizona Coyotes, po rocznej przerwie chcieliby wrócić na tron. Dwa lata temu Kanada pokonała Finlandię w finale w Rydze, ale w zeszłym roku przegrała z tym samym przeciwnikiem na lodzie w Helsinkach.
Pod względem wyników Kanada najlepiej rozpoczęła tegoroczne mistrzostwa. Po dwóch rozegranych meczach może poszczycić się sześcioma punktami. Kanada przywiozła do Rygi ciekawy zespół. Najwybitniejszymi przedstawicielami starszego pokolenia są doświadczeni Tyler Toffoli i Milan Lucic. Innym ciekawym nazwiskiem jest obrońca Mackenzie Weegar. Z drugiej strony nadzieje wiąże Adam Fantilli, który może sprawdzić się przed tegorocznym draftem NHL, gdzie regularnie typowany jest do TOP 3 pierwszej rundy.
Wejście do mistrzostw nie było z punktu widzenia Słowacji najbardziej udane. Mimo dobrej gry, zwłaszcza w pierwszej tercji, Słowacy przegrali z Czechami. Musieli się jednak szybko zregenerować. Już następnego dnia rozegrali bardzo ważny mecz z ojczystą Łotwą. Fantastyczną walkę zarówno na widowni, jak i na boisku przerwała ostatecznie bramka Marka Hrivika na początku ostatnich dziesięciu minut meczu. Dzisiaj przyszła kolej na „Klonowego Liścia”.
Pierwsza tercja wyrównana. Kanadyjczycy objęli prowadzenie, ale zespół Andre Tourigny’ego utrzymał prowadzenie przez niecałe 10 minut. Podczas gry w przewadze Peter Cehlarik strzelił gola po pięknej wymianie.
Słowacja przeżywała bardzo trudne chwile w drugiej tercji. Kanadyjczycy zagrali cztery przewagi, ostatnia trwała pięć minut i jego część została przeniesiona do aktu trzeciego. Jednak pomimo znacznej przewagi strzeleckiej Kanady, siatka słowackiego sanktuarium nie drgnęła, a wina leżała głównie po stronie Samuela Hlavaja. Robił ogromne wrażenie w swoim pierwszym meczu na mundialu, odbijając groźne strzały kanadyjskich gwiazd. Mimo wysokiego tempa i obiecujących okazji, w drugiej tercji nie zobaczyliśmy bramki.
Trzecia tercja również nie przyniosła gola. Nie obyło się jednak bez sytuacji i ostrych starć. Dogrywka także na zero i do wyłonienia zwycięży potrzebne były karne. Te lepiej wykonywali hokeiści zza oceanu.
Słowacja – Kanada 1:2 K (1:1, 0:0, 0:0;0:0) karne 2:3
0:1 Neighbours – McBain (7:46)
1:1 Cehlarik – Hrivik – Hudacek (16:08 w przewadze)
1:2 Quinn (decydujący karny)
Słowacja: Hlavaj – Nemec, Koch, Panik, Hrivik, Kelemen – Grman, Knazko, Hudacek, Sukel, Cehlarik – Ivan, Rosandic, Chromiak, Tamasi, Regenda – Gajdos, Janosik, Okuliar, Cacho, Lantosi.
Kanada: Montembeault – Weegar, Middleton, Blais, Veleno, Lucic – Bear, Hunt, Toffoli, Laughton, Quinn – Myers, Joseph, Carcone, McBain, Neighbours – Barron, Crouse, Glass, Krebs, Fantilli.
Stefan Leśniowski
Foto usatodey










