Polski hokej miał do czynienia z wybitnymi jednostkami i bez wątpienia jedną z nich był Wiktor Pysz. W 1999 roku został selekcjonerem reprezentacji Polski, a jego asystentem brat Marian. Czempionat globu rozgrywany był w Grenoble, a faworytem byli gospodarze.
Reprezentacja wyjeżdżała do Francji bez rozgłosu. Działacze nie wierzyli w sukces, bo dla nich celem było podium. Nikt o awansie nawet nie marzył, a co dopiero głośno mówił. Tymczasem wybrańcy selekcjonera z Nowego Targu sprawili koneserom żabich i ślimaczych przekąsek niemiłą niespodziankę. Prowadzona przez niego ekipa rozpoczęła marsz do grupy A mistrzostw świata od zwycięstwa nad Holandią. Pomarańczowi przed turniejem nie mieli dobrych wspomnień z meczów z Polakami i je tylko pogłębili. Biało –czerwoni pokonali rywala 4:0, ale trzeba przyznać, że częstymi wkluczeniami utorował drogę naszej drużyny do zwycięstwa. Znacznie trudniejszym rywalem byli Madziarzy, chociaż i oni nie zdołali rozmontować naszej defensywy i świetnie spisującego się w bramce Mariusza Kiecę ( z Holendrami czyste konto zachował Tomasz Jaworski).
Z Danią też nie było łatwo. Duńczycy dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale między 29 i 32 minutą Polacy zadali trzy ciosy rywalowi, po których się już nie podniósł. Kolejny mecz to spacerek z Litwą i dwucyfrowa wygrana. Na deser było spotkania z gospodarzami turnieju. Na szczęście wynik tego spotkania nie miał już wpływu na ostateczny kształt tabeli. Polacy zapewnili sobie wcześniej awans, po tym jak trójkolorowi stracili punkty z Holandią (4:4) i Węgrami (1:3). Polacy przegrali z Francuzami i twierdzili, iż ostatni z gospodarzami imprezy został wyreżyserowany przez arbitra.
- Byliśmy bezradni wobec tego co wyprawiał sędzia. Poproszono nas, byśmy nie zgłaszali protestu, bo to na niewiele zdałoby się, a popsułoby atmosferę – mówił po spotkaniu Wiktor Pysz, wysłannikowi katowickiego Sportu, Marianowi Czakańskiemu. – To były „jaja”. Francuzi musieli wygrać, by nie stracić kasy – dodawał Andrzej Schubert. – Chwała Bogu, że nikt już nam nie mógł odebrać pierwszego miejsca, bo inaczej z Francuzami byśmy nie wygrali – uważał Michał Garbacz.
Podhale miało swoich wychowanków w czempionacie. Byli to: Jacek Zamojski, Jarosław Różański, Sebastian Łabuz i Patryk Pysz (syn Wiktora), a w obwodzie – jako trzeci golkiper – pozostawał Marek Rączka. Dodajmy jeszcze, iż lekarzem był nowotarżan Wojciech Wolski.
Wyniki
16.04.2001: Polska – Holandia 4:0 (1:0, 1:0, 2:0)
Bramki: Gonera, M. Garbocz, Słaboń, Tkacz.
17.04.2001: Polska – Węgry 3:0 (1:0, 2:0, 0:0)
Bramki: L. Laszkiewicz, W. Tkacz, Schubert.
19.04.2001: Polska – Dania 5:3 (1:1, 3:1,1:1)
Bramki: Ślusarczyk, Zamojski, Schubert, M. Garbocz, Płachta.
21.04.2001: Polska – Litwa 13:2 (3:0, 4:0, 6:2)
Bramki: Schuber 3, P. Pysz 2, Płachta 2, L. Laszkiewicz, Ślusarczyk, Klisiak, Płachta, Tkacz, Zamojski.
22.04.2001: Polska – Francja 2:4 (1:0, 0:1, 1:3)
Bramki: L. Laszkiewicz, Justka.
Jacek Płachta zwyciężył w punktacji kanadyjskiej, a Tomasz Jaworski wybrany został najlepszym bramkarzem turnieju. Do drużyny All Stars trafiło czterech Polaków: Jaworski, Schubert, Gonera i Płachta.
Wprawdzie w gronie najlepszych biało-czerwoni spędzili tylko jeden sezon, ale pamiętajmy, że na szwedzkich taflach naszym kosztem utrzymała się Japonia, która spaść… nie mogła na mocy odrębnej decyzji IIHF. Wygraliśmy dwa spotkania z najsłabszą Japonią 4:2 i Włochami 5:1. Zwycięstwa nad tymi ekipami ucieszyły selekcjonera drużyny narodowej, dla którego był to trzeci rok pracy. W reprezentacji naszego kraju po raz pierwszy pojawili się zawodnicy z NHL – Mariusz Czerkawski i Krzysztof Oliwa.
Wiktor Pysz z kadrą pożegnał się w kwietniu 2004 roku po nieudanych mistrzostwach świata Dywizji I grupy B w Gdańsku. Polski zespół rozpoczął je od porażki 0:4 z Włochami. Porażka ta w dużym stopniu ograniczyła możliwości awansu, choć teoretycznie szanse takie pozostawały, jako że Włosi przegrali ze Słowenią i pokonanie tej ostatniej dawało jeszcze nadzieję. Niestety już wcześniej biało -czerwoni się potknęli remisując z Estonią 6:5, a w ostaniem meczu byli zdecydowanie słabsi od Słowenii (1:4), która awansowała.
- Jestem szkoleniowcem i długo bez tego nie da się wytrzymać. Przerwa w pracy trenerskiej dobrze mi zrobiła, z dystansu zacząłem dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Oczywiście mam świadomość, że wyzwanie jest duże. Głęboko jednak wierzę, że w najbliższym czasie sytuacja w polskim hokeju się unormuje – mówił Wiktor Pysz, który 1 sierpnia 2009 kolejny raz przejął ster hokejowej reprezentacji kraju.
Wart podkreślenia jest fakt, iż wygrał z zagranicznymi kandydatami na to stanowisko. M.in. z 57- letnim Kanadyjczykiem. Lawrence Sacharuk – bo to on rywalizował z nowotarżaninem - miał bogatą biografię i gdyby nie kwestie finansowe, to zapewne on byłby selekcjonerem reprezentacji Polski.
W 2012 roku turniej o mistrzostwo świata (Dywizja IB) rozgrywany był w Krynicy. Trener otrzymał zadanie wprowadzenia biało- czarownych do Dywizji IA. Był to pierwszy turniej tej dywizji po reformie przeprowadzonej przez IIHF. Walka o awans rozegrała się między Koreą Południową a Polską. To był ostatni mecz turnieju. Oba zespoły do momentu spotkania nie doznały porażki, Azjaci stracili tylko jednej punkt wygrywając po dogrywce z Holandią 4:3. Nikt z polskich kibiców nie przypuszczał, tym bardziej, iż biało –czerwoni prowadzili, że mecz może zakończyć się dla nich klęską. Bo nawet porażka w najmniejszych rozmiarach tak była traktowana. Miał być awans do grona średniaków!
„Koszmar” - tak zatytułował katowicki Sport relację z tego spotkania. Polacy prowadzili 2:0 i mieli mnóstwo okazji, by pogrążyć Azjatów. Tymczasem ci się podnieśli i decydujące trafienie zadali po błędzie Przemysława Odrobnego. W 52 min. Hung Joon Kim zza bulika wystrzelił krążek w stronę bramki. Odrobny był źle ustawiony i - ku rozpaczy kibiców – „kauczuk” wpadł do siatki…
- Co do mojej przyszłości, to wstrzymuję się z jakimkolwiek komentarzem – powiedział tuż po meczu Wiktor Pysz. Szybko się okazało, że był to ostatni jego mecz na ławce trenerskiej reprezentacji. Z tej funkcji został odwołany 21 czerwca 2012 roku. Drużynę narodową w oficjalnych spotkaniach międzynarodowych prowadził 89 razy. Bilans: 43 wygrane, 5 remisów i 41 porażek.
Wiktor Pysz święcił triumfy nie tylko na ławce trenerskiej drużyny narodowej, ale również klubowej, a także jako hokeista. Ale to już temat na inne opowiadanie.
- Rola trenera jest bardzo niewdzięczna i niepewna. Ciągle się jest na walizkach. Z perspektywy czasu miałbym duży dylemat, czy jeszcze raz wybrać ten zawód. Hokeistą na pewno zostałbym drugi raz, bo hokej to maja pasja – mówi Wiktor.
Pamiętam jak Zenon Hajduga, ówczesny prezes PZHL zapowiadał, iż sukces w Grenoble, pozwoli wyjść naszemu hokejowi z zaścianka. Przekonywał, że nadejdą lepsze czasy, a jaka była prawda wszyscy wiemy. Od 2002 roku czekamy na kolejny grę w światowej elicie. Przez tyle lat przewinęli się trenerzy krajowi i zagraniczni, a polski hokej zamiast piąć się w górę, cofał się. Cudów w polskim hokeju było kilka, choćby przypomnieć zwycięstwo nas mistrzami świata ZSRR w Katowicach (1976) i Czechosłowacją dziesięć lat później. Polacy w Grenoble awans uzyskali po 10 latach. Teraz w Nottingham oczekujemy kolejnego cudu. Ale z drugiej strony kiedy awansować, jak nie teraz.
Stefan Leśniowski










