Są zarazem ostatnim testem dla niektórych graczy, bo zagadek personalnym jest kilka. Robert Kalaber ma aktualnie do dyspozycji 28 graczy, ale do Nottingham zabierze tylko 23. A więc pięciu hokeistów, będzie musiało wrócić do domu, bo trener zdecydował, że będzie grał na cztery formacje. Ponadto w odwodzie pozostają jeszcze obrońca Paweł Dronia oraz napastnik Aron Chmielewski, którzy toczą boje w play off w 2.DEL i czeskiej ekstraklasie.
Dzisiaj po raz pierwszy w akcji mogliśmy obejrzeć Macieja Kruczka i Grzegorza Pasiuta, którzy wcześniej - z powodów rodzinnych - nie mieli okazji wystąpić przeciwko Słoweńcom. Pojawił się także Filip Starzyński, który w play off nabawił się kontuzji ręki. Dzisiaj i zapewne jutro będzie miał okazję przekonać do siebie selekcjonera, by zabrał go na mistrzostwa.
Po ostatnich dobrych występach biało - czerwonych na Łotwie i Słowenii wzrosły apetyty kibiców na dobry występ w czempionacie globu, a nawet nieśmiało się mówi o awansie do Elity.
Hokeiści Węgier, to stały rywal biało –czerwonych. Dzisiaj obie drużyny po raz 66 skrzyżowały kije. Polacy 35 razy okazali się lepsi od Madziarów, 25 razy zjeżdżali jako pokonani, a 6 razy mecz zakończył się wynikiem nierozstrzygniętym. Bilans bramkowy 206:143
Węgrzy, którzy występują w Elite rozegrali już w ramach przygotowań cztery spotkania z Ukrainą (0:1 i 1:4) oraz Japonią (5:3 i 0:3). Trener Kevin Constantine ma problemy kadrowe, bowiem kilku zawodników jest kontuzjowanych i nie przyjechało do Tychów.
W pierwszych 20 minutach optyczną przewagę posiadali nasi rywale, ale to nie oni schodzili na przerwę prowadzać. To biało – czerwoni wykorzystali błąd rywala w tercji środkowej. Zygmunt pojechał sam na bramkę Balizsa i nie dał mu szans na skuteczną interwencję.
W drugiej odsłonie Polacy wyprowadzali składne, szybkie kontry. Golkiper gości miał sporo pracy. Jego vis a vis też nie mógł narzekać na brak interwencji. Zwycięsko z tych interwencji wyszedł Murray, który nie został pokonany. Balizs z kolei musiał wyjmować krążek z bramki, strzale Dziubińskiego, który otrzymał padanie palce lizać od Łyszczarczyka.
Bardzo szybko Polacy stracili dwa gole na początku trzeciej odsłony. Na szczęście Dziubiński szybko przywrócił biało -czerwonym prowadzenie. W końcówce Węgrzy wycofali bramkarza i Pasiut strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania.
Polska – Węgry 4:2 (1:0, 1:0, 2:2)
1:0 Zygmunt (17:22)
2:0 Dziubiński - Łyszczarczyk (25:32)
2:1 Nagy – Ambrus – Vincze (45:16)
2:2 Fejes – Ambrus – Gallo (46:29)
3:2 Dziubiński 0 Wronka – Fraszko (48:36)
4:2 Pasiut – Wronka – Fraszko (58:56 do pustej)
Polska: Murray – Kruczek, Wajda, Wronka, Pasiut, Fraszko – Jaśkiewicz, Ciura, Dziubiński, Komorski, Łyszczarczyk – Kolusz, Kostek, Paś, Wałęga, Zygmunt – Górny, Horzeleski, Jeziorski, Starzyński, Galant. Trener Robert Kalaber.
Stefan Leśniowski










