Dzisiaj był pierwszy sprawdzian z rywalem z górnej półki. W Rydze biało –czerwoni skrzyżowali kije z Łotyszami, którzy zadomowili się w elicie. Tymczasem nasza reprezentacja pojechała w składzie daleko odbiegającym od optymalnego. Bez graczy z zespołów finalistów mistrzostw kraju. Począwszy od bramki, a skończywszy na napadzie wystąpili zawodnicy, którzy są testowani przez Roberta Kalabera. Sam szkoleniowiec nie przypuszczał, że mistrzowie i wicemistrzowie kraju tak długo będą celebrować swoje osiągniecia. W bramce zabrakło nie tylko Murraya, ale także Zabolotnego, a więc jedynki i dwójki. Do Rygi udali się golkiperzy, którzy walczą o numer trzy w bramce – Miarka i Lewartowski. Smaczku tej pozycji dodaje fakt, iż obaj w swoich klubach są rezerwowymi. Zestawienie linii defensywnej również jest sporym eksperymentem. Na dobrą sprawę tylko trzech obrońców - Górny, Kostek i Jaśkiewicz mają szansę występu w Nottingham. Zdecydowanie mniejszy kłopot jest napastnikami, chociaż… Niestety Wronka uchyla się od obowiązków reprezentanta kraju. Jasno nie zadeklarował, czy jest zainteresowany grą w zespole narodowym. Trenerzy w najbliższym czasie mają z nim rozmawiać.
Tymczasem po 40 minutach przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Otóż biało –czerwoni prowadzili 3:1! Po dwóch golach Dziubińskiego i jednym Łyszczarczyka. Wychowankowie Podhala błysnęli formą strzelecką. Co prawda gospodarze objęli prowadzenie, ale kapitalna dwójowa akcja Zygmunta z Łyszczarczykiem przyniosła wyrównanie. Ten pierwszy zagrał na drugi słupek do pędzącego Alana, a ten uderzył z pierwszego i golkiper Łotwy musiał skapitulować. To był w pierwszej odsłonie, a w drugiej gospodarze dyktowali warunki na lodowej tafli. Łotysze w niej za łatwo dochodzili do pozycji strzeleckich. Kręcili karuzelę pod naszą bramką, ale mieliśmy sporo szczęścia. W hokeju nie okazje się liczą, ale to co wpadnie do sieci. Tymczasem nasze kontry były bardzo groźne. Już podczas gry w przewadze Łotysze dostali sygnał ostrzegawczy, lecz Kostek sytuacji sam na sam nie wykorzystał. Chwilę później Michalski zbodiczkował w tercji środkowej rywala, a Dziubiński pognał z krążkiem na bramkę i trafił w okienko. Wychowanek Podhala kilkadziesiąt sekund później jeszcze raz znalazł sposób na bramkarza miejscowych, pokonał go strzałem w przeciwległy róg z koła bulikowego.
Polacy świetnie rozpoczęli trzecią tercję. Już pierwszy atak przyniósł im bramkową zdobycz. Po wtargnięciu do tercji rywala Zygmunt oddał strzał, bramkarz odbił krążek wysoko nad siebie i zagubiony nie wiedział co się dzieje. Zygmunt szybko się zorientował i wpakował do bramki. Niestety gospodarze szybko zmniejszyli stratę. Łotysz od własnej tercji urządził sobie slalom między naszymi zawodnikami, mijał ich jak slalomowe tyczki. Gdy Dziubiński powędrował na ławkę kar, przesiedział tam 4 sekundy, bo Jaks uderzył spod niebieskiej i Miarka się nie popisał. Odpowiedź była wręcz błyskawiczna. Kontra i Wanat trafił w „piątą dziurę”.
Łotwa – Polska 3:5 (1:1, 0:2, 2:2)
1:0 Lapinskis – Bergamanis (5:40)
1:1 Łyszczarczyk – Zygmunt (14:01)
1:2 Dziubiński (37:16)
1:3 Dziubiński – Wanat – Maciaś (39:43)
1:4 Zygmunt – Łyszczarczyk (40:25)
2:4 Melnalksnis – Egle (45:32)
3:4 Jaks - Lapinskis – Daugavins (55:33 w przewadze)
3:5 Wanat – Michalski (56:01)
Polska: Miarka - Kostek – Jaśkiewicz, Łyszczarczyk, Wałęga, Zygmunt - Paszek, Górny, Michalski, Dziubiński, Wanat - Kamieniew, Biłas, Maciaś, Paś, Urbanowicz - Florczak, Horzelski, Brynkus, Krzemień, Sołtys. Trener Robert Kalaber.
Stefan Leśniowski










