„Pasy” podejmowały obrońców mistrzowskiego tytułu. Krakowianie w czterech meczach uporali się z Zagłębiem, natomiast ich rywal poturbował siedmiu potrzebował, by z kwitkiem odprawić jastrzębian. Jedni zregenerowali siły i w spokoju przygotowywali się do tej rywalizacji, zaś drudzy przystąpili do niej z marszu. Różne są opinie na temat czy lepiej przystąpić do rywalizacji będąc w meczowym rytmie, czy też nie. W sezonie zasadniczym Cracovia wygrała trzy mecze z pięciu i uchodziła za faworyta. Pod Wawelem nie ukrywają, że po sześciu latach chcą odzyskać tytuł.
Od pierwszego rzuconego krążka bardzo aktywny był Łyszczarczyk. Nie on jednak miał najlepsze okazje do zdobycia gola. D. Kapica i Kasperlik mieli „setki”, a drugiej strony Lehtonen (sam na sam) i Pasiut. W pierwszej tercji gola nie widzieliśmy, ale było to ciekawe widowisko. Kilka akcji naprawdę mogło się podobać. Akcje sunęły to na jedną, to na druga stronę. Więcej zagrożenia po nich było pod bramką Murraya.
W drugiej odsłonie doczekaliśmy się goli. Prowadzenie objęli gospodarze. D. Kapica wyłuskał krążek w narożniku tercji obronnej gości, a przy okazji zaabsorbował dwóch krakowian. Przed bramką Murraya zrobiło się pusto. Polak zagrał do Wronki, a ten miał przed sobą już tylko pustą bramkę. Wydawało się, że „Pasy” opanowały sytuację, stwarzały sobie kolejne okazje, ale Murray wszystko łapał. Był moment, że wydawało się, że katowiczanie czują w kościach siedem spotkań w JKH. Tymczasem wystarczyła jedna kontra gości, błąd wielbłąd defensorów i Hitosato idealnie dograł do nieostawionego Pulkkinena, a ten posłał krążek do siatki. Był to tzw. gol do szatni. Godne odnotowanie jest, że zespoły grały bardzo czysto, w tych dwóch tercjach sędziowie nie wykluczyli żadnego gracza.
Początek trzeciej tercji dla gospodarzy. Rac wykorzystał, ze Murray jest zasłonięty i z obwodu koła bulikowego posłał krążek do bramki. Chwile później fajną akcję przeprowadzili krakowianie i D. Kapica pokonał katowickiego golkipera. Gdy wydawało się, że miejscowi kontrolują przebieg wydarzeń na tafli, nie pozwolili wykorzystać liczebnej przewagi przeciwnikowi, ten zaskoczył ich strzałem spod niebieskiej. Rompkowski trafił w okienko. Goście zwietrzyli szansę i mieli okazje na wyrównanie, ale Wanacki powędrował na ławkę kar i krakowianie wykorzystali liczebną przewagę. Miejscowi za moment po raz piaty trafili do bramki przeciwnika, ale w niej nie było Murraya.
Comarch Cracovia – GKS Katowice 5:2 (0:0, 1:1, 4:1)
1:0 Wronka – Polak – D. Kapica (24:38)
1:1 Pulkkinen – Hitosato – Wanacki (38:01)
2:1 Rac – Jeżek (41:02)
3:1 D. Kapica – Wronka – Gula (46:22)
3:2 Rompkowski – Pasiut (54:08)
4:2 Tomi – Krejczi (57:39 w przewadze)
5:2 Rac- Michalski – Grabolenko (58:49 do pustej)
Stan rywalizacji do czterech wygranych 1:0
Cracovia: Stojanović – Jeżek, Kinnunen, Kasperlik, Rac, Sawicki – Szaur, Gula, Wronka, Polak, D. Kapica – Luoto, Graborenko, Nemec, Raczuk, Łyszczarczyk – Bezwiński, Krejczi, Brynkus, Michalski, Tomi. Trener Rudolf Rohaczek.
Katowice: Murray – Rompkowski, Kruczek, Bepierszcz, Pasiut, Magee – Kolusz, Wajda, Szimek, Monto, Krężołek – Maciaś, Wanacki, Lehtonen, Pulkkinen, Olsson – Mrugała, Musioł, Hitosato, Smal, Ciepielewski. Trener Jacek Płachta.
Stefan Leśniowski










