Nie dasz, dostaniesz – ta sportowa prawda kolejny raz znalazła potwierdzenie. 19 sekund później gospodarze podwyższyli na 3:0. Za moment prowadzili już 4:0 . Podhale dopiero 4 sekundy przed kocem drugiej tercji zdobyło gola, grając w przewadze. W trzeciej odsłonie torunianie dorzucili jeszcze jednego gola i mądrze się bronili. Nie pozwolili się trafić przez osiem minut liczebnego osłabienia.
- To jest niewiarygodne. Cały czas przebywaliśmy w tercji przeciwnika, stworzyliśmy mnóstwo doskonałych okazji, a nie potrafiliśmy ulokować krążka w pustej bramce (trzy razy), wygrać pojedynek z bramkarzem w sytuacji sam na sam i nawet nie wykorzystać karnego. Oddaliśmy 38 strzałów, a rywal 27 i on zdobył pięć goli, a my jednego. Jestem wściekły. Na pewno rywal był bardziej doświadczony, miał starszych graczy i regularnie grających w ekstraklasie, ale my graliśmy do końca i fizycznie lepiej się prezentowaliśmy, mimo iż pojechaliśmy do Torunia w 15-osobowym składzie – podsumował trener Podhala, Jacek Szopiński.
Sokoły Toruń - MMKS Podhale Nowy Targ 5:1 (2:0, 2:1, 1:0)
1:0 Wenker – Sawicki – Walczak (12:39)
2:0 Wenker – Kwiatkowski (15:57)
3:0 Andrusczenko – Chromiszin (30:13)
4:0 Chromiszin – Szirin (35:12)
4:1 Jarczyk – Szlembarski – J. Malasiński (39:56)
5:1 Szirokow – Stańczyk – Maćkowski (47:44)
Sokoły: Lisewski – Bajwenko, Telnow, Maćkowski, Szirokow, Stańczyk – Dobrzeniecki, Sawicki, Kwiatkowski, Walczak, Wenker – Łupanow, Szirin, Chromiszin, Andrusczenko, Wołoboliew – Korzestański, Oksanicz, Bohuszko, Wiwatowski, Podborny. Trener Jarosław Dołęga.
MMKS Podhale: Klimowski – Sarniak, Szlembarski, Valtonen, K. Malasiński, Jarczyk – Pudzisz, Bury, Bochnak, Długopolski, Soroka – Nykaza, Luberda, T. Kapica, J. Malasiński, Czikancew. Trener Jacek Szopiński.
Stefan Leśniowski










