19.07.2022 | Czytano: 4813

Rozbiory Podhala

Ile ich było? To wszystko zależy od tego jak liczyć. Czy ilością zawodników, klubowo, czy też czasowymi okresami. Tak czy owak - sporo.



 
Pierwszy rozbiór Podhala nastąpił w latach 60 – tych, a potem w kolejnych i tak trwa do dzisiaj. Różne kluby sięgały po  graczy wychowanych w Nowym Targu.  Legia (CWKS) Warszawa,  CWKS Bydgoszcz – to pierwsi,  którzy  rozpoczęli rozbiórkę Podhala, a potem w ich ślady poszły– Cracovia, ŁKS Łódź (Leszek Kokoszka), Unia Oświęcim, GKS Katowice, GKS Tychy, Toruń (Jacek Kubowicz, Krzysztof Zapała),  Zagłębie Sosnowiec, bytomska Polonia, JKH Jastrzębie (Maciej Sulka), Ciarko Sanok, a nawet słynący z dobrej pracy z młodzieżą i grający głównie swoimi wychowankami Naprzód Janów (Paweł Gil). W wielu przypadkach nie polegało to na jednorazowym rozbiorze, powtarzały się w różnych czasowych okresach.  
 
 Sanok rozszarpał Podhale, które w 2010 roku wywalczyło mistrzostwo Polski. Nie tylko gracze wybrali się na Podkarpacie, ale także trenerzy mistrzowskiej drużyny – Milan Janczuszka i Marek Ziętara. W końcówce lat 70- tych Stal Sanok  awansowała do ekstraligi dzięki nowotarskiemu zaciągowi, z tą różnicą, że górale chcieli wtedy pomóc sanoczanom. Nie był to rozbiór, bowiem  juniorzy Podhala, którzy nie mogli załapać się do pierwszej drużyny byli odsyłani do Sanoka. Klub ten wtedy również  zasilony został byłymi zawodnikami nowotarskiej Wisły. Podhalanie  pomogli też Stoczniowcowi i Krynicy w turnieju eliminacyjnym do ekstraligi.
 
Legia jak CSKA Moskwa
 
Za komuny wojsko wszystko mogło i na wzór CSKA Moskwa  ściągano najlepszych w kraju. Kopią CSKA była Legia Warszawa, która dla wielu kibiców  była największym wrogiem. Warszawiacy zdobyli 13 tytułów mistrza Polski rozgrabiając najpierw  Krynicę (niemal cały zespół KTH, który sięgnął po mistrzostwo kraju), a potem Podhale.   Od powołania do armii  trudno było się wymigać i tym sposobem CWKS -  potem Legia - mógł ściągać do stolicy wszystkich najlepszych piłkarzy, siatkarzy, hokeistów… Kogo tylko chciał, kogo sobie wymarzył. Byli to głównie reprezentanci kraju. Odpowiednikiem Legii był zespół CWKS Bydgoszcz, tutaj  służbę odbywali gracze z reprezentacyjnego zaplecza, jak m.in. Mieczysław Chmura czy Stanisław Różański.
 
Szlaki w Legii przecierał Władysław Chudoba, Jan Bizub, Andrzej Szal i Tadeusz Kramarz.   W latach 70 –i 80 – tych kolejni koszulkę z szarotką na piersi zamieniali na strój z „L”- ką. Podhale traciło co roku reprezentantów kraju – Czesława Ruchałę, Ryszarda Ruchałę, Tadeusza Ryłkę, Bogdana Dziubińskiego, Mieczysława Jaskierskiego, Andrzeja Słowakiewicza, Leszka Jachnę, Andrzeja Janczego, Andrzeja Iskrzyckiego  i… Można byłoby tak  wymieniać aż papieru by nie starczyło. Legia mogła ściągać do siebie sportowców tylko na dwa lata, ale tym wybijającym się, po skończeniu służby, proponowała wyższe stopnie wojskowe i pozostanie w jej szeregach.
 
Znaleźli się też odważni nowotarżanie, którzy sprzedali mecz sosnowieckiemu Zagłębiu, by spuścić Legię do niżej ligi. Przekręt nie wyszedł, gdyż znalazł się jeden w drużynie, który zakablował.  Niemniej Legia, żerująca na obcych, zaczęła  staczać się po równi pochyłej, aż wreszcie przez likwidację wybawiła takie kluby jak Podhale. 
 
Pustka po warszawskich „cwaniaczkach” …
 
… nie trwała długo. Na scenie pojawili się inni. Transfery – to pojęcie, które w polskim  sporcie niedawno się pojawiło.  Dziś można powiedzieć, że jest to  jedna z gałęzi  przemysłu sportowego. Kaperownictwo – tak w PRL określało się transfer z klubu do klubu. Gdy świat handlował piłkarzami, był częścią show biznesu, w Polsce nie istniał wolny rynek. Zawodnika namawiano, obiecując mu etat w kopalni, przydział na wypasione  mieszkanie w najlepszej dzielnicy, na importowane dobra, talon na samochód, a nawet studia.
 
W komunizmie  sport przecież był amatorski, a dzielni murarze, spawacze, hutnicy, górnicy, wojskowi i policjanci uprawiali go tylko w wolnym czasie, dla przyjemności, a nie w celach zarobkowych. Była to oczywiście fikcja, bo sportowcy byli w zakładach na etatach i nigdy nie skazili się pracą jaką mieli w zakładowym angażu. Nie fedrowali pod ziemią, nie spawali, nie  można ich było spotkać w akademikach, nie mówiąc o wykładach na wyższej uczelni.
 
Kaperownictwem w latach 70- i 80 –tych zajmowały się górnicze kluby. Pod pretekstem etatu w kopalni czy też studiów na katowickiej AWF. Tak m.in. „wypłynęli” z Podhala bracia Leszek i Wiesław Tokarzowie, Andrzej Świątek, Marek Marcińczak, Andrzej Szczepaniec, Andrzej Nowak… Najpierw bronili braw katowickiego GKS, a gdy nastała era Edwarda Gierka (I sekretarz PZPR – informacja dla młodzieży) w siłę zaczęło rosnąć sosnowieckie Zagłębie. Z Katowic górale przenieśli się do Zagłębia, a za nimi poszedł trener Mieczysław Chmura, który z macierzystym klubem sięgał rok po roku po mistrzostwo kraju. Zagłębie  szybko  zostało okrzyknięte Cosmosem, to na wzór tego piłkarskiego w USA, bo  do Sosnowca ściągano wszystkich najlepszych. Podhale wtedy najbardziej ucierpiało, ale jakoś dość długo odpierało ataki klubu będącego pod opieką pierwszego sekretarza PZPR. A to dlatego, że zawsze, gdy szeregi górali opuszczali najlepsi, zastępowali ich młodsi, którzy nie ustępowali umiejętnościami zmieniającym klub. Praca z młodzieżą w Podhalu była wzorem dla innych i długo nie do podrobienia. Nazywano Nowy Targ kuźnią hokejowych talentów. Dzisiaj pozostały tylko wspomnienia.   Niemniej z wychowankami „Szarotek”   udało się sosnowiczanom  zdobyć pięć mistrzowskich tytułów, ale gdy era Gierka minęła, Zagłębie zniknęło na jakiś czas z hokejowej mapy.
 
Rękę do rozbioru Podhala dołożyła Cracovia
 
 Ta na różnych etapach sięgała po najlepszy podhalański towar. Skusiła studiami nawet Walentego Ziętarę, najlepszego gracza polskiego lat 70- tych.  Grali tam również bracia Marian i Wiktor Pyszowie. Potem w kolejnych latach następni, a trenerem był Tadeusz Bulas, który „Pasy” rzutem na taśmę, kosztem ŁKS-u, utrzymał w najwyższej lidze.
 
Czasy się zmieniły teraz już nie „kaperownictwo”, ale siła pieniądza zmusza graczy do zmiany barw klubowych. To już jest  transfer. Pusto w klubowej kasie, więc hokeiści idą tam, gdzie im więcej zapłacą. Trudno się dziwić, w końcu sportowa emerytura jest dużo, dużo wcześniej niż w wieku 65 lat.   Za rządów Rudolfa Rohaczka kolejni nowotarżanie kuszeniu dużą kasą właściciela  klubu Janusza Filipiaka świadczyli mu pracę. Był to  Krystian Dziubiński (teraz Unia), Patryk Wajda,  Damian Kapica, Kasper Bryniczka i młodzi zdolni Sebastian Brynkus i Łukasz Kamiński.  Ostatnio przeniósł się tam Patryk Wronka i Mateusz Michalski. Zarzuca się  wędkę na młodszego z Kapiców Fabiana, utalentowanego gracza, który już niebawem może zgrać w seniorskiej reprezentacji. Już nawet niektóry szyderczo zmienili nazwę Cracovii, na Podhale Kraków.
 
Górnicy i chemicy  z nazwy
 
Katowiczanie (GKS) wyciągnęli rękę  po m.in. Janusza Hajnosa, Zbigniewa Podlipniego czy Jacka Szopińskiego. To trio w tym czasie było reprezentantami kraju.  Barwy tego klubu reprezentowali  – Marcin Kolusz, Damian Tomasik, Patryk Wajda, Oskar Jaśkiewicz, Mateusz Michalski.
 
Franciszek Bryniarski, Kazimierz Bednarski, Adam Worwa, Jan Plewa – to gracze, którzy przecierali szlaki w tyskim zespole. Potem dołączył  Marcin Kolusz, w nadchodzącym sezonie zagra Oskar Jaśkiewicz.   W Oświęcimiu grali  m.in. Czesław Borowicz, Józef Sięka, Andrzej Bizub, Adam Majkowski, Jan Bryniczka, Stefan Bednarski…,  a w świeższej historii Jarosław Różański, który także zaliczył występy w Zagłębiu i KTH. W Bytomiu m.in.  Leszek Jachna, Mieczysław Łaś, Leszek Bizub, Jan Ruchała… Jak widać lista nowotarżan jest spora, a to tylko jej wycinek.
 
Stefan Leśniowski
 

Reklama

Komentarze





reklama