22.06.2022 | Czytano: 1696

III liga. Obrona wygrywa, atak sprzedaje bilety (podsumowanie cz. I)

Nadszedł czas na wystawienie ocen końcowych i odbiór świadectwa. Cały sezon weryfikuje tabela. Promocji do kolejnej klasy nie uzyskało Podhale.



 
Drużyna chodziła do szkoły, dobrze się zachowywała, ale realnie oceniając możliwości i potencjał nie miała na tyle dużej wiedzy, żeby zdać do kolejnej klasy.  Cenzurki z czerwonym paskiem odebrała Siarka.  Przy Piłsudskiego wielkie rozczarowanie. Mam taką nadzieję, bo ja jako kibic jestem zawiedziony.  Misja awansu do drugiej ligi nie powiodła się, podobnie jak wygranie Pucharu Polski na szczeblu małopolskim. Kicha!   Zapłacił za to posadą trener Szymon Grabowski. Czy tylko on ponosi winę za niepowodzenie?
 
Transferowy… takie sobie
 
Podhale miało problemy z „odpaleniem silnika”. Zabrakło… chemii. Przynajmniej takie wrażenie odnosiło się z wysokości trybun.  Patrząc na osiągniecia i „papierowy” potencjał sprowadzonych zawodników wydawało się, że drużyna została wzmocniona. Okazało się wprost przeciwnie, nie podniosła jakości.  Transferów w dwóch ostatnich okienkach było sporo i nie wszyscy piłkarze pokazali na co ich stać. Albo pokazali na co ich stać, czyli nie na wiele. Stabilizacja składu była tylko za Dariusza Mrózka i to był najlepszy sezon  Podhala w tej klasie rozgrywkowej.  Wcześniej manipulowano składem, zmieniał się prawie w 80%  i efekt nie był oczekiwany.  Widocznie nic to nie  nauczyło prowadzących klub. Poszli po najmniejszej linii oporu.
 
Im dalej w las, tym więcej guzów 
 
Nie chcę  napisać, że  nie wierzyłem w awans, ale z każdym meczem mój optymizm gasł. Drużyna im dalej w las, tym więcej nabijała sobie guzów. To nie żart w złym guście ani prowokacja. Przed rozpoczęciem rozgrywek wszystkich w klubie interesował awans. Nikt tego nie ukrywał, wręcz głośno o tym mówiono. Chwiejna forma, która sprawiła, iż nie takiej lokaty i zdobyczy punktowej oczekiwali włodarze klubu, a przede wszystkim szkoleniowiec. Podhale z zespołami, z którymi miało walczyć o awans zanotowało ujemny bilans (  Siarką, Łagowem, Chełmianką, Cracovią II) –  dwa zwycięstwa, tyleż remisów i cztery porażki; stosunek bramek 12-17. Nie można więc mówić o przypadku, po prostu nowotarżanie byli słabsi. Tym bardziej, iż  kolejną wielką plamą był występ w półfinale małopolskiego Pucharu Polski  z  czwartoligową Wieczystą. 2:6 to bardzo wstydliwy wynik dla aspiranta do drugiej ligi. 
 
Z psychiką było …
 
… na bakier. Wszystkie wysoko przegrane spotkania to potwierdziły.  Po stracie 1-2 bramek szybko piłkarze rozsypywali się. Nie potrafili się pozbierać po ciosach i kompletnie oddawali inicjatywę.  Gra, jeśli tak można powiedzieć o wyczynach piłkarzy, męczyła oczy, momentami wręcz usypiała. Kibic wiele wybaczy – również porażki i jakościowe niedoróbki – wtedy, kiedy widzi, że zawodnicy walczą do „krwi ostatniej”. Tylko – co tu dużo gadać – nie było tego widać. Nie zauważałem też, gdy zaczęło się palić pod „ogonem”, by rzucali się do szalonej walki, gryźli, szarpali, biegali. Należy pamiętać, że do wybiegania 90 minut potrzebna jest moc w nogach. Bardzo dużo mocy.
 
Piłkarze potrafili zaskakiwać. Nie tylko z kolejki na kolejkę, ale także w ciągu jednego meczu, pokazując różne oblicza. Raz na początku byli zagubieni, innym razem w końcówkach meczów, szukając swojego miejsca na boisku.  Potem przez kilka chwil byli paniskami, potrafili zdominować rywala, ale pokazywali też  zachowawczy wizerunek i  marzący, by wreszcie ten mecz się skończył. Nie miałem przekonania, że w tej ekipie była jakaś powtarzalność, solidność.
 
Podhalanie z piłką przy nodze momentami się męczyli, a gra pozycyjna nie była, powiedzmy oględnie,  na wysokim poziomie. Kibic chciałby oglądać swój zespół odważny, stosujący wysoki pressing, chcący jak najszybciej odebrać piłkę, a nie czekając przed swoim polem karnym, aż rywal ją zgubi. Po stracie piłki nie zawsze był szybki doskok, a tego dzisiejszy futbol wymaga. Pozwalano nawet zespołom słabszym rozgrywać piłkę, a jeśli dawało  im się miejsce, to trudno ją było odebrać. Za mało przeszkadzano rywalowi w rozegraniu. Gdy musieliśmy grać pozycyjnie i cierpliwie rozgrywać piłkę na połowie rywala, mecze w wykonaniu naszej drużyny były rwane, mało w niej było płynności, senne.  Zespół nie zdobywał terenu i co więcej, tracił piłkę narażając się na kontry.   Po stracie piłki, piłkarze nie potrafili doskoczyć do rywala, szybko ustawić się na właściwych pozycjach. O wiele lepiej wychodziła  Podhalu gra z kontry.
 
W piłce najważniejsi są wykonawcy. Trener może wymyślić doskonałą taktykę na przeciwnika, narysować przepiękne rzeczy na tablicy, pokazać jak kto ma się poruszać, ale na boisku liczy się realizacja, to jak zawodnicy będą prowadzić grę na boisku.
 
Obrona wygrywa, atak sprzedaje bilety
 
W piłce nożnej jest tak, że trzeba grać i w tyle, i w przodzie. Co to znaczy grać defensywnie? Że jak stracimy piłkę, to mamy się odwrócić i pozwolić przeciwnikowi na zrobienie wszystkiego? Przecież piłka na tym nie polega.  W środowisku piłkarskim kiedyś było powiedzenie – obrona wygrywa, atak sprzedaje bilety. To bardzo głęboka i trafna myśl. Z przodu górale zmagali się z brakiem dobrego napastnika. Wyedukowany kibic rozumie, że zawodnik z pozycji numer dziewięć musi grać dobrze tyłem do bramki, dokładając świetną grę głową. Od momentu, gdy odszedł Artur Pląskowski, gracza z takimi walorami,  nie znaleziono. „Pląsu” w szesnastce potrafił się przepychać, zagrać głową, słowem być takim kompletnym sępem w dobrym tego słowa znaczeniu. Na pewno miał ułatwione zadanie, bo Peter Drobnak grał ofensywnie na lewej stronie, a w szesnastkę wrzucał piłki lewą nogą jak marzenie. Z tą dwójką, ale nie tylko, był zespól bardziej wartościowy i mający szansę na grę na szczeblu centralnym. Teraz Adrian Szynka ciut go przypomina, ale on często był piłkarzem wchodzącym, a mimo to został najlepszym strzelcem w ekipie Szymona Grabowskiego.
 
Katastrofy nie było, ale nie zmienia to faktu, iż zakończony sezon dla Podhala był rozczarowujący. Wiele punktów zostało sprezentowanych rywalom przez dziurawą defensywę, której zdarzało się popełniać juniorskie błędy.  Znaczna część straconych bramek to efekt fatalnych indywidualnych błędów w defensywie, wręcz dziecinnych.  W dodatku każdy stały fragment gry dla przeciwnika wywoływał popłoch i drżenie nóg. Jakby mieli spętane nogi. Słowem strzelić gola Podhalu od dawna nie było tak łatwo. Niektóre zagrania zawodników z tyłu wołały o pomstę do nieba, indywidualnych błędów i nieodpowiedzialności w defensywie było bez liku.
 
Z faktami się nie dyskutuje
 
Jak  mam odbierać ogromną huśtawkę wyników?  Wygrane 5:2 (Wisła), 5:0 (Cracovia II, Korona) oraz 6:2 i 5:0 (Wisłoka) robią wrażenie. Hokejowe rezultaty są w futbolu wstydliwe.  Jedyne co zauważyli i zdążyli zarejestrować na boisku przegrywający, to obraz plutonu egzekucyjnego w oczach swoich przeciwników. Ale czy oznaczało to, że Podhale było tak mocne, czy trafiło na fatalny dzień rywala?  To samo można  przecież odnieść do tego jak przed nowotarskim zespołem stanął taki sam pluton, gdy dostali z „bani” 1:5 (Chemianka), 2:5 (Czarni, Cracovia II), czy w PP z Wieczystą 2:6. W tych przegranych potyczkach żal było patrzyć na bezradność piłkarzy. „Do pieca” dołożyli obrońcy, którzy niemal do perfekcji opanowali krycie przeciwnika „na radar”.  W tych wysoko przegranych meczach, defensywa była, podkreślam, całego zespołu tragiczna. Przykro było patrzeć jak nas leją.
 
Skuteczna gra w defensywie nie zależy wyłącznie od zawodników, którzy występują w tej formacji. Wszystko zaczyna się w środku pola. Jeśli w  drugiej linii będzie się dawało mniej czasu i miejsca przeciwnikowi, ten będzie miał problemy z rozegraniem piłki, i nie będzie stwarzał sytuacji. Obrona na tym tylko zyska. 44 stracone  bramki,  to najgorszy wynik wśród zespołów TOP 8.  Spotkania wyjazdowe były   zmorą teamu z Nowego Targu. Bilans sześć  wygranych i siedmiu  porażek przy   czterech  remisach (bilans bramkowy: 26:30). A przecież gra z kontry powinna być w wyjazdowych potyczkach atutem.  Słabsza  wiosna niż jesień. 
 
Przedziały czasowe zdobytych/ straconych bramek
 
1-15 16-30 31-45 45+ 46-60 61-75 76-90 90+
5/6 8/9 7/5 2/0 12/6 14/7 15/11 1/1
 
 
W jakiś elementach wypadliśmy pozytywnie? Było takie wydarzenie. Po przerwie pierwszy mecz  z „Pasami” (5:0).  Grali z takim rozmachem, że wydawało się, iż znaleźliby sobie mnóstwo miejsca nawet w tokijskim metrze w godzinach szczytu. Taki zespół z przyjemnością się ogląda. Szkoda, że rzadko.
 
Stefan Leśniowski
 
 

Reklama

Komentarze





Tabela - Klasa A

Lp Drużyna Mecze Punkty
1. Orkan Raba Wyżna 23 53
2. Jordan Jordanów 23 50
3. Lubań Tylmanowa 24 46
4. Bór Dębno 23 46
5. Lubań Maniowy - Zapora Kluszkowce II 23 37
6. Skalni Zaskale 23 37
7. Unia Naprawa 23 35
8. Orawa Jabłonka 23 31
9. Dunajec Ostrowsko 23 22
10. KS Lokomotiv Chabówka 23 21
11. GKS Łapsze Niżne 23 20
12. Biali Biały Dunajec 23 17
13. KS Zakopane 23 10
zobacz wszystkie tabele

Terminarz

zobacz więcej
reklama