Często, by wyrazić ten okres nauki, używa się znanych przysłów: „ Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał” oraz „ Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”. Jeżeli junior, który myśli o zawodowej karierze, nie będzie pracował nad sobą w juniorskim wieku, to podczas ligowych spotkań wyjdą „błędy młodości”. Niedoszkolony junior pozostaje nim również najczęściej i w wieku seniora. Im „starsze drzewo, tym trudniej go ugiąć”. To powoduje, że hokeista nie potrafi wykorzystywać dogodnych sytuacji, strzelić z backhandu, obca jest mu gra ciałem (co często opacznie rozumiane jest jako gra ostra), ma kłopoty z techniką kija i jazdy na łyżwach.
Podhale słynęło z tego, że praca z młodzieżą była stawiana za wzór dla innych klubów. Sukcesy młodzieży były jakby naturalną rzeczą. Nie było mistrzostw Polski w każdej kategorii wiekowej, by młode „Szarotki” wracały z pustymi rękami. Pod względem ilości medali nikt im nie dorównuje. Mają na koncie ponad sto krążków z rożnych kruszców. Najczęściej jednak stawały na najwyższym stopniu podium. Ten okres w pewnym momencie załamał się. Na medale przyszło nam długo czekać. Co prawda w ubiegłym roku był medal, ale nie wywalczony na lodowej tafli. Na mistrzowski tytuł juniorów czekamy od 2009 roku. Wtedy to drużyna prowadzona przez Jacka Szopińskiego w Opolu po raz ostatni spaliła kapelusz kierownika drużyny. Popularny „Szopen” dwa lata temu wrócił w macierzyste strony i zajął się odbudową młodzieżowego hokeja. W tym roku tenże trener zdobył dwa krążki w brązowym kolorze z juniorami młodszymi i starszymi.
- Te medale zaliczasz do kategorii sukces? - rozpoczynam rozmowę z Jackiem Szopińskim
- Sukcesem jest krążek brązowy juniorów młodszych. Niedosyt pozostał po występie juniorów starszych, bo naszym celem było złoto. W młodszej kategorii nie byliśmy w gronie faworytów. Przy bardzo wyrównanej stawce mogliśmy nawet nie wyjść z grupy. O wejściu do czwórki zdecydowała wygrana z gospodarzem imprezy bytomską Polonią. W półfinale spotkaliśmy się z najlepszą drużyną, z Toruniem. Mecz był wyrównany, ale zabrakło nam skuteczności, bo wypracowaliśmy sobie masę dogodnych sytuacji. Okazaliśmy się lepsi w małym finale od Unii, której ulegliśmy w grupie. W meczu o trzecie miejsce chłopaki sięgnęli po najgłębsze pokłady umiejętności i do tego dorzucili góralski charakter. Była wielka radość, bo drużyna była zbudowana na sam turniej. Liderzy grupy grali w MHL, a część zawodników była z młodzika i dwóch graczy z SMS. Po dwóch wspólnych treningach zespół udał się na finałowy turniej.
- Mówisz, że po czempionacie juniorów starszych pozostał niedosyt. Chyba nie tylko dlatego, że nie wykorzystaliście handicapu własnego lodu?
- Celowaliśmy w zloty medal, bo uważam, że był potencjał drużyny złożonej z graczy występujących w MHL oraz z trójki (Soroka, F. Kapica, Bochnak), która częściowo występowała w ekstralidze. Plus bramkarze, którzy śladowo zabronili w PHL. Za dużo możliwości gry w ekstraklasie nie mieli. Miałem też więcej czasu, by scalić drużynę. Nie udało się zdobyć złota i to boli. Tym bardziej, iż nie graliśmy najgorzej. Półfinał przegraliśmy z Cracovią na własne życzenie. Za dużo zmarnowaliśmy sytuacji. Oddaliśmy 52, a przeciwnik 20 strzałów i zeszliśmy z lodu pokonani. Kary z gatunku głupich też miały wpływ na wynik. Inna rzecz, że sędziowanie było drobiazgowe. Oglądałem MŚ kobiet, tam na więcej pozwalano. Już nie chce porównywać gwizdania do naszych sąsiadów, bo gdyby w ich ustach były gwizdki, to takie przewinienia nie byłoby odgwizdywane. Przegraliśmy jednak przez niewykorzystane sytuacji i brak odpowiedzialności w kluczowych momentach. Z Polonią w finale nie bylibyśmy bez szans. Twierdzę, że więcej atutów było po naszej stronie. Mieliśmy braki w liniach obronnych, ale dysponowaliśmy większą siłą w ataku. Wiedziałem, że mecz o trzecie miejsce będzie trudny, bo dla sosnowiczan był z gatunku o wszystko, z kolei my przystąpiliśmy do niego z pozycji przegranego. Nie udało się zrealizować celu i trzeba było zmobilizować chłopaków do walki o brąz. Szkoda, że nie udało się zdobyć złota, bo było w zasięgu ręki. Ale to był turniej. Gdyby obowiązywał system play off, to drugi taki mecz z Cracovią już by się nie zdarzył. Jestem o tym przekonany.
- Przejdźmy do rozgrywek MHL. Polonia w ćwierćfinale play off była do przejścia? Pierwsze starcie przegrane w dziwny sposób. Strata dwóch bramek w przewadze ustawiła mecz. Tu znowu można powtórzyć twoje słowa o braku odpowiedzialności.
- MHL traktowaliśmy jako poligon doświadczalny. Było to przygotowanie do mistrzostw juniorów. Grałem w tej lidze tylko juniorami. Naszym celem było ogrywanie zawodników, ale także uzyskać jak najlepszy wynik. Zdawałem sobie sprawę, że mogliśmy wygrać ligę. Jednak rzadko kiedy udało nam się zagrać w optymalnym składzie. Zawodnicy, którzy byli w szerokim składzie pierwszej drużyny nie grali ani tam, ani u mnie. Na wyjazd nie jechali i nie zagrali dwóch spotkań, a w PHL wyszli w tym czasie na dwie, trzy zmiany, albo w ogólnie nie pojawili się na lodzie. Byli potrzebni pierwszej drużynie i tego nie ma co roztrząsać. Do tego zbiegły się kontuzje. Często w 13-14 osobowym składzie rozgrywaliśmy mecze. Dlatego w sezonie zasadniczym wyniki były w kratkę. Straciliśmy dużo punktów, które powinniśmy zapisać na swoim koncie. Gdybyśmy grali w pełnym zestawianiu juniorskim, to byliśmy w czubie tabeli. Łatwiej byłoby wtedy w play off. A on rozpoczął się dla nas o tydzień za wcześnie. Pół drużyny brała udział w mistrzostwach Polski juniora młodszego i w ciągu tygodnia rozegrała pięć meczów. Do tego doszły bardzo ważne potyczki z Łodzią i Toruniem o być albo nie być w play off MHL i turnieju finałowym juniorów. Wygraliśmy. Zawodnicy w dziewięć dni rozegrali siedem spotkań, a po dwóch dniach rozpoczynał się play off MHL. Drużyna była rozbita, bo cześć trenowała, a druga część rozgrywała turniej. Doszło jeszcze trzech graczy z ekstraklasy. Pierwszy mecz wyglądał źle. Drużyna sklecona na szybko zagrała poniżej swoich możliwości. W Bytomiu zagraliśmy lepiej i byliśmy blisko wygrania. Gdybyśmy tam wygrali, to u siebie w decydującym starciu przeszliśmy Polonię, bo jej – co potwierdziło się w meczu Sokołami - brakowało sił. Nam zabrakło konsekwencji. Przy przejściu Polonii mieliśmy duże szanse wygrać ligę.
- Znasz powiedzenie: „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Czy te mankamenty ( słaba skuteczność, brak odpowiedzialności w ważnych momentach przejawiająca się głupimi karami) da się jeszcze wykorzenić ? Jak spojrzy się na ekstraklasę, to one się powielają.
- Da się wykorzenić, ale w dużej mierze zależy to od samych zawodników. Oni muszą sami zdać sobie sprawę, że tylko przez pracę nad sobą mogą zrobić postęp. Muszą usilnie nad tym elementem pracować i nie tylko w grupie, ale każdy indywidualnie nad swoim doskonaleniem, nad poprawieniem techniki strzału, nad sferą mentalną. Żeby być coraz lepszym. Czasem trudno wytłumaczyć, że z metra nie trafia się do pustej bramki. Juniorski hokej jest inny niż seniorski, ale w juniorach trzeba się do seniorskiego hokeja przygotowywać. Uczyć się przede wszystkim odpowiedzialności w działaniach. Cały czas wpajam to chłopakom. Jak wróciłem w zeszłym roku do klubu, to chciałem żeby nauczyli się wygrywać. Nie zawsze zrobi się to co się chce, ale mentalność zwycięzcy trzeba posiadać. Nawet jeśli jestem słabszy, to muszę mieć w głowie, że mecz zaczyna się od 0:0 i można go wygrać. Jak wyjdę na lód z przekonaniem, że jakoś to będzie, to zawsze będzie porażka. Uczę ich myślenia w grze, żeby przewidywali co się wydarzy jak popełni się błąd, jak złapie się karę po głupim faulu w ataku. Drużyna musi być monolitem, grać według zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Koledzy wybronią osłabienie, ale drużyna wypada z rytmu, traci siły. W juniorach mieliśmy z podstawowego rocznika sześciu graczy, którzy w przyszłym roku już nie będą mogli grać w tej kategorii wiekowej.
- Roztrenowanie i co dalej?
- Jeszcze wykorzystujemy lód. Treningi techniczne, zabawowe gierki. W tym okresie można popracować nad techniką indywidualną. Później krótka przerwa, na podreperowanie działań w szkole, bo zbliża się koniec roku. W maju opracujemy nowy program i będziemy przygotowywać się do kolejnego sezonu. Ze świadomością, żeby był lepszy niż ten, który jest za nami.
Stefan Leśniowski










