23.03.2022 | Czytano: 3437

PHL. Patryk Wronka show! Mistrz na krawędzi!

AKTUALIZACJA (relacja z meczu JKH - Unia) Wczoraj tyszanie rozbili katowiczan 6:2, a dzisiaj padł ten sam wynik, tyle, ze w drugą stronę. Bohaterem meczu był wychowanek Podhala, Patryk Wronka. „Goldi” zdobył cztery gola, a przy jednym asystował.

 


 
Wyniki niebywałe na tym poziomie rywalizacji play off.  Ubytki kadrowe gości były istotne i  miały wczoraj  wpływ na grę. Jacek Płachta nie mógł skorzystać z chorych -  Kalle Valtoli, Matiasa Lehtonena oraz Anthona Erikssona. GieKSa była więc mocno osłabiona, bo ten tercet jest ważnym elementem ekipy Jacka Płachty. Dzisiaj również nie mógł z nich skorzystać, a przecież był to bardzo ważny mecz dla jego drużyny. Porażka stawiałby ich w bardzo trudnej sytuacji.  Sprawy w swoje ręce wziął jednak Patryk Wronka. To był jego dzień. Wszędzie go było pełno – rozgrywał i strzelał.
 
Zaczęło się obiecująco dla zwycięzcy sezonu zasadniczego. Wronka  objechał defensywę, zwiódł bramkarza i wpakował krążek do bramki. Zegar zatrzymał się na 25 sekundzie. Gol ten chyba zdeprymował gospodarzy, bo ich ataki nie miały należytej siły ognia. Goście posiadali inicjatywę, mieli okazje na kolejne trafienia, ale nie potrafili ich wykorzystać. Gdy wydawało się, że tercja zakończy się jednobramkowym prowadzeniem, katowiczanie znowu w końcówce pokpili sprawę. Wajda pogubił się w defensywie nie pokrył Sierguszkina, który równo z syreną trafił do bramki. Sędziowie jeszcze sprawdzali, czy gol padł w regulaminowym czasie.
 
21 sekund drugiej tercji potrzebowali przyjezdni, by wrócić na prowadzenie. Wronka wtargnął do tercji, wycofał krążek, a Pasiut z korytarza międzybulikowego pokonał Fuczika. Gdy Michalski odesłany został na ławkę kar, tyszanie idealnie rozegrali perfekcyjnie zamek. Opuścili tercje rywala dopiero wtedy, gdy czarny kauczukowy przedmiot zatrzepotał w siatce. A on  wędrował od kija do kija, aż wreszcie trafił do Sierguszkina, który miał przed sobą pustą bramkę. Katowiczanie mogli odpowiedzieć, bo grali w przewadze po faulu na Wronce, ale nie potrafili założyć zamka. Kolejne minut, to  ich faule z gatunku głupich. Kara za karą  nakładana była na graczy ze stolicy Górnego Śląska.  Podczas jednej z gier w osłabieniu Fraszko znalazł się oko w oko z Fuczikiem, ale nie zdołał podnieść krążka nad jego parkanem.
 
Stasi kibice pamiętają Andrieja Sidorenko z doskonałego przygotowania fizycznego. Tymczasem w trzeciej tercji jego podopiecznym zabrakło pary.  Wronka szalał na lodzie. Najpierw skorzystał z błędu obrońcy, a chwile później w dzienny sposób ograł defensywę rywala i  nie dał szans Fuczikowi, zmusił też szkoleniowca hokeistów z miasta piwnego do zmiany golkipera. Zastąpił go Lewartowski, ale nie był w stanie zatrzymać jeszcze raz Wronkę oraz Saarelainena.
 
GKS Tychy – GKS Katowice 2:6  (1:1, 1:1, 0:4)
Bramki: Sierguszkin 20, 29 -  Wronka 1, 46, 48, 58,  Pasiut 21, Saarelainen 56
Stan rywalizacji play off do czterech wygranych: 2:2

Kowalówka zatrzymał mistrza
 
Mistrz Polski po dwumeczu w Oświęcimiu znalazł się pod ścianą. Trzeba przyznać, że pierwsze spotkanie frajersko przegrał. Miał  rywala jak na patelni, bo do ostatniej minuty trzeciej tercji prowadził 2:0 i dał się dogonić, a potem w dogrywce przełknąć gorzką pigułkę.
 
- Nie byliśmy gorszym zespołem od Unii, ale to rywale prowadzą w serii 2:0. Zabrakło nam szczęścia, bo przecież prowadziliśmy 2:0, a straciliśmy w niecodziennych okolicznościach dwa gole, a potem kolejnego w dogrywce. W szatni wszyscy byliśmy mocno rozdygotani, ale chłopcy się podnieśli, walczyli nazajutrz jak równy z równym. Jestem przekonany, że po meczach u siebie doprowadzimy do remisu i wszystko zacznie się od nowa – wierzył trener Robert Kalaber.
 
Jego podopieczni ruszyli do natarcia zaraz po pierwszym gwizdku i zdobyli gola dość przypadkowego; z ostrego kąta Razgals pokonał R. Kowalówkę, który zastąpił kontuzjowanego Saundersa (wstrząśnięcie mózgu).  Jastrzębianie w drugiej tercji   nacierali z ogromną siłą na bramkę R. Kowalówki. Unici mieli problemy z wyjściem z własnej tercji.  Przewaga gospodarzy nie przekładała się na bramkowe zdobycze. Skuteczność obrońców mistrzowskiego tytułu momentami była irytująca. Oni już w 40 minutach powinni zamknąć mecz.
 
Jak się nie wykorzystuje doskonałych okazji, nie wykorzystuje się liczebnych przewag,  to musi to się zemścić. I zemściło się. Oświęcimianie nie mieli tylu okazji, ale jak już zaatakowali, to Kieler skapitulował. A. Strielcow huknął z koła bulikowego, krążek odbił się od słupka i wpadł do siatki. Niedługo cieszyli się z remisu przyjezdni. Jarosz huknął spod niebieskiej linii aż siatą zaczęło. Unia jednak nie złożyła broni i 6 sekund przed zakończeniem kary Pavlovsa,  Themar  doprowadził do wyrównania.  Bohater był jeden – Robert Kowalówka.  Wyczyniał cuda między słupkami. Napastnicy JKH mogli nabawić się kompleksów.
 
Na początku dogrywki Dziubiński miał krążek meczowy. Nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a potem dobitki. Kieler górą! Co się odwlecze… W 72 minucie Glenn strzałem z backhandu pokonał Kielera, krązek wpadł do siatki między parkanami
 
JKH GKS Jastrzębie - Re-Plast Unia Oświęcim 2:3 D (1:0, 0:0, 1:2; 0:1)
Bramki: Razgals 6, Jarosz  49 – A. Strielcow 48, Themar 52, Glenn 72
Stan rywalizacji play off do czterech wygranych: 0:3

 Stefan Leśniowski
Foto PZHL
 

Komentarze







reklama