Nim doszło do tej potyczki kije skrzyżowały zespoły z Oświęcimia i Janowa. Pogromcy Podhale w grupie eliminacyjnej nie mieli dużo do powiedzenia w tym meczu. Na 4 minuty przed końcem przegrywali 0:3 i trener Witold Magiera wycofał bramkarza. To zagranie va banque nie powiodło się, bo rywal trafił do pustej bramki. Janowianie pokonali 4:0 Unię i zostali pierwszym finalistą. Czy drugim będą Podhalanie?
Torunianie wygrali swoją grupę. Bardzo wyrównaną, bo do ostatniego dnia nie było wiadomo, kto awansuje do wielkiej czwórki. Wszystkie wyniki były bardzo ciasne. Sokoły pokonały Naprzód 3:2, Przegrały w takim samym stosunku po dogrywce z Tychami i w ostatnim meczu o jedna bramkę (5:4) okazały się lepsze od Niedźwiadków z Sanoka. Tym samym młodzi sanoczanie nie obronili mistrzowskiego tytułu. Hokeiści z grodu Kopernika są aktualnymi wicemistrzami kraju.
Podhale rozpoczęło z ogromnym impetem i już w pierwszej akcji ofensywnej powinno objąć prowadzenie. Taką okazję, z najbliższej odległości, jaką miał Trzebunia, było obowiązkiem wykorzystać. Na pewno inaczej potoczyłby się mecz, a tak… Chwilę później strzał z dystansu i Zając skapitulował. W 9 minucie to co zrobił jeden z nowotarżan, to wolało o pomstę do nieba. Już w tym wieku powinno się wiedzieć, że nie wybija się krążka przez środek swojej tercji. Przejął go Białorusin Seredzich i przyjmował gratulacje. Winowajca uderzył ze złości kijem w bramkę. Skuteczność, to była największa i najważniejsza różnica między tymi zespołami. Podhale też miało szanse i to jakie. Gdy grało w osłabieniu Valtonen znalazł się oko w oko z golkiperem rywala, a za chwilę podobną okazję miał K. Malasiński. W samej końcówce ostatni z wymienionych miał kolejną szansę wpisania się na listę strzelców w tym turnieju. Podhalanie nie potrafili też zagrozić poważnie bramce przeciwnika grając z przewagą jednego gracza. A torunianie? Zdecydowanie lepiej sobie radzili w tercji górale. Nie wymieniali tysiąca podań, lecz szybko dwa, trzy i kończyli strzałami, dodajmy bardzo kąśliwymi. Inna rzecz, że mieli ułatwione zadanie, bo obrońcy Podhala grali mało agresywnie.
Można powiedzieć do trzech razy sztuka. Trzecia sytuacja sam na sam górali zakończyła się pięknym trafieniem Długopolskiego. Akcję poprzedziło przechwycenie bezpańskiego krążka w strefie neutralnej. Radość z kontaktu długo nie trwała. Błąd Trzebuni, gdy jego zespól grał w przewadze w tercji ataku i przeciwnik wykorzystał z zimną krwią. Sfrustrowany gracz Podhala jeszcze osłabił swój zespół wędrując na ławkę kar za niesportowe zachowanie. Odpowiedzialność to klucz do sukcesu, a tymczasem brakiem jej popisał się Sulka, który za bezmyślny faul został wykluczony na pięć minut i odesłany do szatni. Zamiast grać i gonić wynik, to górale skomplikowali sobie sytuację. To się zemściło i Kurnicki spod niebieskiej linii podwyższył prowadzenie. Od razu nastąpiła zmiana w bramce Podhala. Zając nie miał dobrego dnia, przynajmniej przy trzech trafieniach powinien lepiej się zachować. 100 sekund przed końcem tercji Podhale grało z przewagą dwóch graczy i po 22 sekundach Trzebunia pokonał bramkarza; krążek odbił się od spojenia i zatrzepotał w siatce.
W 43 minucie Podhale zdobyło gola w osłabieniu. Trzebunia związał obrońcę, a K. Malasiński ograł bramkarza i posłał krążek do pustej bramki. A za chwile przez 27 sekund jego zespół musiał się bronić w trójkę przeciwko piątce rywali, bo Sarniak przewinił. Valtonen miał wielką szansę na wyrównanie. Sam stał przed bramkarzem, dostał podanie i dwukrotnie bez sukcesu próbował pokonać golkipera. Nie dasz, dostaniesz. Schafer pokazał jak się wykorzystuje takie sytuacje. W 53 minucie torunianie świetnie rozegrali „zamek” i wykorzystali liczebna przewagę. Kurnicki z pierwszego „wypalił” i Brynczka nie miał nic do powiedzenia. Błędy, błędy nowotarżan, chaos w tyłach i zostali rozbici.
MKS Sokoły Toruń - MMKS Podhale Nowy Targ 7:3 (2:0, 2:2, 3:1)
1:0 Zberek – Schader – Napiórkowski (2:44)
2:0 Siaredzich (8:20)
2:1 Długopolski (23:31)
3:1 Schafer - Zberek (27:09 w osłabieniu)
4:1 Kurnicki – Schafer (33:02 w przewadze)
4:2 Trzebunia – Valtonen – Zubek (38:32 w podwójnej przewadze)
4:3 K. Malasiński – Trzebunia (42:22 w osłabieniu)
5:3 Schafer (49:11)
6:3 Kurnicki – Łupanow – Schafer (52:16 w przewadze)
7:3 Siaredzich – Panamarenka (53:21)
Sokoły: Wojcenka – Kurnicki, Błotnicki, Napiórkowski, Gołębiewski, Zberek – Schafer, Kowalski, Nawrot, Wiwatowski, Podborny – Szostkiewicz, Łupanow, Panamarenka, Wiensak, Siaredzich – Gimiński, Dobrzyński, Piór, Wilmański, Jarmoliński. Trener Paweł Głaz.
Podhale: Zając (34:02 Brynczka) – Zubek, Sarniak, Trzebunia, K. Malasiński, Kopytko – Sulka, Pudzisz, Długopolski, Luberda, Valtonen – Kowalski, Rączka, Ratusznik, Bury, Łojas – Kaleta, Bryniarski, Maksimienko, Żółtek. Trener Jacek Szopiński.
Stefan Leśniowski










