Gra toczyła się pod dyktando tyszan. Grali jak chcieli, to oni rozdawali karty. Nic więc dziwnego, że tyski bramkarz nie miał zbyt dużo pracy. Z kolei na brak roboty nie mógł narzekać jego vis a vis Bizub. Przeciwnik nie dawał mu chwili wytchnienia. Bez przerwy musiał odpierać ataki. Dwoił się i troił, bo tyszanie, mimo iż nie forsowali wysokiego tempa, bo nie musieli, bo i tak przez większą część meczu przebywali w tercji górali. To oni byli w posiadaniu krążka, ale też za bardzo chcieli efektownie zakończyć akcję. Tymczasem akcje ofensywne Podhala kończyły się przeważnie na linii niebieskiej tercji ataku. Miało ogromne problemy z skonstruowaniem akcji ofensywnej, przede wszystkim broniło się.
W pierwszych 20 minutach tyszanie dwa razy umieścili krążek w bramce strzeżonej przez Bizuba. Najpierw, gdy Podhalanie grali w przewadze. Galant wygrał wznowienie po prawej ręce Bizuba, a Mroczkowski wypalił z pierwszego. To dwunasta strata gola przez „Szarotki” podczas gry w przewadze. Na 2:0 gospodarze podwyższyli grając w przewadze. Po uderzeniu Seeda lot krążka zmienił Jeziorski. Podhale tylko dwa razy zmusiło do interwencji Lewartowskiego ( 18 i 19 minucie).
Druga tercja rozpoczęła się od naporu gospodarzy. Mimo, iż oba zespoły grały w kompletnych zestawieniach, to tyszanie długimi minutami zamykali rywala w hokejowym zamku. W miarę upływu czasu tyszanie spuścili z tonu. Szukali swoich szans na kolejne gole, ale nie za wszelka cenę. Górale od czasu do czasu wyprowadzali ataki, ale nie na tyle groźne, by mogły zrobić krzywdę rywalowi. A ten dorzucił do swojego dorobku kolejne dwa trafienia. Pociecha z korytarza międzybulikowego trafił do siatki, a chwilę Mroczkowski ulokował krążek pod poprzeczką.
28 sekund po rozpoczęciu trzeciej tercji Jeziorski w zamieszaniu podbramkowym zdobył kolejnego gola. 54 sekundy później tyszanie kolejny raz ulokowali krążek w bramce Podhala, a Mroczkowski skompletował hat tricka. W 45 minucie pod bandą ucierpiał B. Wsół. Błąd przy rozegraniu krążka tyszan i górale wyprowadzili kontrę i… Krążek po strzale J. Worwy trafił w słupek, odbił się od pleców Lewartowskiego i wpadał do bramki. Bramkarz gospodarzy nie zachował czystego konta. W poczynania tyskiego zespołu wkradło się rozluźnienie pozwalając na zbyt dużo góralom. Częściej więc gościli w tercji miejscowych.
GKS Tychy - Tauron Podhale Nowy Targ 7:1 (2:0, 2:0, 3:1)
1:0 Mroczkowski – Galant (6:11 w osłabieniu)
2:0 Jeziorski – Seed – Galant (12:18 w przewadze)
3:0 Pociecha – Jeziorski – Galant (30:09)
4:0 Mroczkowski – Jeziorski – Szczechura (34:17 w przewadze)
5:0 Jeziorski - Pociecha – Gościński (40:28)
6:0 Mroczkowski – Szczechura - Kotlorz (41:24)
6:1 J. Worwa – Neupauer (47:08)
7:1 Szczechura - Pociecha - Mroczkowski (59:16)
Tychy: Lewartowski – Pociecha, Biro, Mroczkowski, Galant, Szczechura – Żełdakow, Smironow, Sergiuszkin, Fieofanow, Marzec – Seed, Kotlorz, Jeziorski, Starzyński, Gościński – Bizacki, Krzyżek, Witecki, Wróbel. Trener Andriej Sidorenko.
Podhale: Bizub – Volrab, Mrugała, J. Worwa, Neupauer, Siuty – Słowakiewicz, Kamieniecki, J. Malasiński, Bryniczka, B. Wsół –P. Wsół, Sulka, Bochnak, F. Kapica, Soroka –T. Kapica. Trener Andriej Gusow.
W drugim zaległym meczu:
Zagłębie Sosnowiec – Ciarko STS Sanok 5:2 ( 1:2, 2:0, 2:0)
Bramki: Nikiforow 3, 29, Bernacki 40, Baszyrow 47, Nahunko 48 – Karlsson 3, Sawicki 11
Stefan Leśniowski










