„Szarotki” przegrały po raz siedemnasty z rzędu i tym samym wyrównały niechlubny rekord z sezonu 2011/12 (30. 10. 2011– 21.1.2012). Poziom meczu taki, jakiego można było się spodziewać po dwóch najsłabszych zespołach w lidze. Sporo niedokładności, wolne tempo, błędy w defensywie, które rzadko były wykorzystywane, bo – szczególnie - gospodarzy cechowała marna skuteczność. Bizub był dla nich trudną zaporą do pokonania.
Już na początku 4 minuty górale stracili gola. Dali się objechać Wasiljewowi, który wyjechał przed bramkę i nie dał szans Polakowi. Golkiper Podhala – już tradycyjnie – miał pełne ręce roboty. Gospodarze posiadali inicjatywę, przez większą część tercji grali w strefie górali. Inna rzecz, że zbyt koronkowo rozgrywali akcje, jakby chcieli wjechać z krążkiem do bramki. Podhale w obronie poprawnie się spisywało i czekało na swoją szansę, by wyprowadzić kontruderzenie. Sporadyczne kontrataki nie zrobiły krzywdy rywalowi.

Na początku drugiej tercji nowotarżanie przetrwali dwa osłabienia. Gospodarze grali nieporadnie, a w dodatku nieskutecznie, bo nawet jak ich trójka nacierała na Polaka, to nie potrafiła tej sytuacji rozstrzygnąć na swoją korzyść. To musiało się zemścić. Goście grali w przewadze, ale gdy Choperia wrócił na taflę, nieporozumienie w szeregach przeciwnika wykorzystał Neupauer. Krótko przyjezdni cieszyli się z remisu. Zagranie spod bandy na koło bulikowe, natychmiastowe uderzenie Kozłowskiego i krążek zatrzepotał w siatce. Trzeba przyznać, że górale nie bronili kurczowo swojego przedpola i częściej niż w pierwszych 20 minutach gościli w tercji gospodarzy. 62 sekundy przed zakończeniem drugiej odsłony Podhalanie stracili krążek zza własną bramką i z zimną krwią wykorzystał to Rzeszutko.

W 1 minucie trzeciej tercji goście grali w przewadze. Volrab uderzył spod niebieskiej linii i zasłonięty przez Siutego Czernik skapitulował. 5 minut później przyjezdni również stracili gola grając w osłabieniu. Nikiforow przerzucił krążek na drugą stronę lodowiska, a tam Nahunko uderzył z pierwszego.
Zagłębie Sosnowiec - Tauron Podhale Nowy Targ 4:2 (1:0, 2:1, 1:1)
1:0 Wasiljew – Nikiforow – Baszyrow (3:07)
1:1 Neupauer – J. Worwa (28:41)
2:1 Kozłowski – Sikora - Klinecky (30:26)
3:1 Rzeszutko (38:58)
3:2 Vorlab – Neupauer (40:52 w przewadze)
4:2 Nahunko – Nikiforow – Wasiljew (45:39 w przewadze)
Zagłębie: Czernik – Syrojeżkin, Choperia, Nikiforow, Wasiljew, Baszyrow – Naróg, Jaśkiewicz, Czwanczikow, Rezszutko, Nahunko – Klinecky, Krawczyk, Bernacki, Kozłowski, Sikora –Gniewek, Opiłka, Blanik, Dubinin, Piotrowicz. Trener Grzehorz Klich.
Podhale: Polak – Tomasik, Sulka, J. Worwa, Neupauer, Siuty –Volrab, Mrugała, J. Malasiński, Bryniczka, B. Wsół –P. Wsół, K. Worwa, T. Kapica. Trener Andriej Gusow.
Twarde pierniki
„Stalowe pierniki” odniosły piąte zwycięstwo z rzędu. O dzisiejszym zwycięstwie można mówić w kategoriach niespodzianki. Katowiczanie celują w pierwsze miejsce, ale tym razem trafili na twarde „pierniki” i połamali sobie zęby. Przez dwie tercji nie widzieliśmy bramek, a to zasługa obu golkiperów torunian – Moeldera ( w 34 min. doznał kontuzji) i Studzińskiego. Zwycięskie gole padły dopiero w trzeciej odsłonie.
Energa Toruń – GKS Katowice 2:0 (0:0, 0:0, 2:0)
Bramki: Zając 46, Wasjonkin 50
Lider traci punkty
W Sanoku niespodzianka! Miejscowi wygrali z liderem! O sukcesie zespołu z Podkarpacia zdecydowały rzuty karne. Tylko Tamminem zdołał umieścić krążek w bramce. Wcześniej w dogrywce dochodziło do dantejskich scen pod bramką gospodarzy, lecz Salama wyrósł na bohatera.
Ciarko STS Sanok – Re-Plast Unia Oświęcim 2:1 K (0:0, 1:1, 0:0; 0:0) karne 1:0
Bramki: Tamminen 22, karny – Rogow 23
Od 2:4 przez 5:4 do 5:6
„Pasy” zostały rozbite w pierwszych 20 minutach. Padło w nich sześć goli, ale cztery krążki wylądowały w bramce podopiecznych Rudolfa Rohaczka. Drugą tercję w jego drużynie nastąpiła zmiana między słupkami, a zespół przeszedł ogromną metamorfozę i po 40 minutach prowadził 5:4. Zmiany w bramce dokonał również Andriej Sidorenko. W trzeciej tercji Fuczika zastąpił Lewartowski i tyszanie odwrócili losy potyczki.
Comarch Cracovia – GKS Tychy 5:6 (2:4, 3:0, 0:2)
Bramki: Bodrow 2, Żłobin 11, Jeżek 23, Ismagiłow 30, Popiticz 34 – Mroczkowski 2, Galant 6, 44, Bizacki 8, Jeziorski 12, Fieofanow 51
Stefan Leśniowski, fot. Sławomir Bomba










